poniedziałek, 15 czerwca 2015

10. Say something.

Nasz pocałunek trwał dość długo. Byłam zła na Matta ale bardzo brakowało mi jego dotyku i czułości. Gdybym była trzeźwa na pewno taka sytuacja nie miała by miejsca. Oderwaliśmy się od siebie dopiero gdy ktoś wyszedł na balkon i zwrócił naszą uwagę. Przed nami stała Patrycja z zabójczym wzrokiem. Matthew wiedział, że to czas aby się zmyć i tak też zrobił. Fizjoterapeutka patrzyła się na mnie z oskarżycielskim wzrokiem, ale gdy zaczęłam płakać coś w niej pękło. Przytuliła mnie do siebie.

- Iza co ci wpadło do głowy?
- Nie wiem. To była chwila. Chciałam go odepchnąć ale nie potrafiłam. Łączy nas wspólna historia.
- To już wiem czemu Wrona chodzi taki wkurwiony po mieszkaniu.
- Czyli widział. Dałabyś mi klucze do siebie? Nie chce tutaj już być.
- Pojadę z tobą.
- Baw się i zagadaj w końcu do tego Włodarczyka bo biedak się napatrzeć nie może, a znając jego to się nie odezwie.
- Ale jak to?
- Popatrz jak na ciebie zerka.
- Na pewno z tobą nie jechać?
- Wsiadam w taksówkę i wysiadam u ciebie.

Patrycja dała mi klucze i poszła w tany. Ja ochłonęłam i również weszłam do pokoju. Automatycznie poczułam zabójczy wzrok Wrony na sobie. No tak dalej miałam na sobie bluzę Andersona. Wkurzony wyrzucił piwo i wyszedł. Wybiegłam zaraz za nim. Wiadomo ja z moimi krótkimi nóżkami nie biegam tak szybko jak on. Wyleciałam z klatki i zdążyłam w ostatnim momencie bo Andrzej akurat otwierał drzwi od samochodu.

- Andrzej! -nic, zero reakcji- Andrzej kurwa mówię coś do ciebie. Odejdź od tego samochodu. Piłeś.
- Weź idź stąd. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
- A ty jesteś jakiś królewicz? Trzeba się na wizyty umawiać?
- Idź lepiej sobie do swojego królewicza. Bo chyba nie oddałaś mu części jego zbroi. Tylko lepiej, żebyś co 10minut go nie zmieniała. Wczoraj ja, dzisiaj Anderson a jutro kto? Włodarczyk? Conte? Marzenie-zaliczyć całą Skrę? Możesz dopisać do swojej listy naiwnego Andrzeja Wronę. Jesteś po prostu zwykłą...... Nie będę kończył, sama sobie dopowiesz.

Zabolało i to cholernie. Mierzyłam się na wzrok z Andrzejem. Widziałam w jego oczach ból. Byłam jak zahipnotyzowana. Poczułam tylko jak pojedyncze łzy spadają z moich policzków. Wrona próbował pokazać, że to go nie rusza. Odwróciłam się i szłam przed siebie. Nie patrzyłam nawet gdzie. 

- Izi. Poczekaj. -Andrzej dogonił mnie po chwili i złapał za rękę. Wyrwałam mu się, ale kiedy ktoś jest od ciebie wyższy o 30cm za dużo nie zrobisz. Skierował mój wzrok na siebie i patrzył prosto w oczy- Przepraszam. Nie powinienem tak mówić.
- Nie znasz mnie. Nie wiesz co łączyło mnie z Andersonem. Nie oceniaj.
- Nie płacz już proszę. Przegiąłem nie powinienem.
- Pobiegasz te 20 kółeczek więcej.

Widziałam jak na jego usta wkradł się pojedynczy i szybki uśmiech. Przytulał mnie do siebie i staliśmy tak na środku chodnika. Wiem, że nie możemy tak, ale Andrzej ma w sobie coś takiego co przyciąga kobietę. Cieszyłam się chwilą i wdychałam perfumy siatkarza.

- Gdzie idziesz tak w ogóle?
- Do Pati do mieszkania. Dała mi swoje klucze i kazała tam jechać.
- Wskakuj na barana i ruszamy. -zrobiłam to co mi kazał i podałam siatkarzowi adres. Kiedy wsiedliśmy do samochodu Andrzej patrzył się w moją stronę dość długo.- Ściągnij tę bluzę proszę cię. Nie mogę na nią patrzeć.
- Nie żebyś miał taką samą.
- Ale na mojej jest Wrona i 8, a nie Anderson i 19. Jeśli mogę się spytać, co zaszło pomiędzy tobą, a Mattem, że mówiłaś, że macie wspólną historię.
- Byliśmy ze sobą 3lata. Było dziecko, miał być ślub. Ale pojawiła się ona. Swietłana. I tak zakończyło się nasze życie. Ja wróciłam do Polski, on został w Rosji. Dziewczyna zaszła z nim w ciąże, ale okazało się, że to nie jego. Wydzwaniał, przyjeżdżał.
- Dlaczego po tym co ci zrobił dałaś mu się pocałować?
- Nie wiem. Brakowało mi go. Na prawdę go kochałam.
- Nie będzie trudno ci pracować z nim w jednym klubie?
- Będę musiała to przeżyć.
- A Penchev?
- Co wy macie do tego biednego chłopaka?
- Nie lubimy go i tyle.
- Nic mnie z nim nie łączy. Poza tym jestem od niego starsza, a ja za małolatów się nie biorę.

Wrona chytrze się uśmiechnął i już mieliśmy ruszać kiedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam numer Oli.

- Tak słucham
- Pojechałaś już?
- Nie jeszcze nie, a coś się stało?
- Wrócicie na górę bo mała burda była.
- Jakie wróćcie jak ja jestem sama.
- Iza mów tak do mojego Karola, ale nie do mnie. Bierz Andrzeja i widzę was na górze.

Wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę klatki. Zastanawiało mnie jedno, kto z kim się pobił.

*Perspektywa Patrycji*


Kiedy zobaczyłam Izi i Matta całujących się, zagotowało się we mnie. Tak bardzo ją zranił, a teraz się pojawia się ni z gruchy i z pietruchy i ją całuje. Jednak wiedziałam, że na trzeźwo by sobie na to nie pozwoliła, dlatego dałam jej trochę przestrzeni i wręczyłam klucze od mojego mieszkania, żeby mogła tam się ogarnąć.
Zastanawiała mnie jedna rzecz, jaką mi powiedziała o Włodim. Przecież to się nie trzyma kupy! Gdy odszukałam go wzrokiem, okazało się, że Izi miała rację. Patrzył się. Nie wiem czy nieśmiało czy nie, ale on raczej do nieśmiałych nie należał.
Poszłam do kuchni się czegoś napić. Nie miałam za bardzo weny na alkohol, jakoś nie miałam humoru.

- Patrycja czemu nie pijesz? Baw się! – zawołał trener Falasca.
- Ja się jeszcze rozkręcę, spokojnie. – zaśmiałam się cicho i poszłam do Skrzatów.

Miał rację. Powinnam się bawić. Jestem młoda i powinnam korzystać z życia. Karol polał mi drinka, po czym z nim przybiłam i wypiliśmy wszystko duszkiem. Po dwóch takich mocniejszych miałam o wiele lepszy humor i poszłam tańczyć z Facu, żeby go chociaż rozweselić, bo ostatnio tylko się kłócił z Heleną, nawet na imprezie.

- Jak to możliwe, że taki fajny chłopak jak ty, nie może znaleźć szczęścia?
- Bywa. Ma się lepsze i gorsze drzwi. Chyba czas to zakończyć. – westchnął.
- W sumie jak wszyscy, myślałam że już dawno to zakończyłeś.
- Chyba nie mam serca jej zranić.
- Ale jesteś nieszczęśliwy, więc to cię chyba nie uratuje. – stwierdziłam i poklepałam go po ramieniu, po czym poszłam na balkon, czyli miejsce, gdzie 10 minut wcześniej nakryłam Andersona z Izi.
- Co tak myślisz? – z zamyślenia wyrwał mnie Wojtek.

Totalnie mnie zamurowało! Tego się nie spodziewałam za nic.

- Eee. Tak sobie. W sumie… O niczym wielkim. – mruknęłam.
- Przeszkodziłem w czymś? – spytał
- Nie no co ty. – zaśmiałam się cicho.
- Gdzie się podziała Izi?
- Pojechała do domu. Źle się czuła. – odpowiedziałam i spojrzałam na niego.

Słyszałam, że ktoś nas woła i weszłam razem z Wojtkiem do mieszkania. Zastaliśmy tam wszystkich skupionych na jednej rzeczy. Wlazły kiwnął mi w stronę skąd dochodziła kłótnia. Wyszłam na korytarz, a tam Facundo kontynuował wcześniejszą kłótnię z Heleną.

- Eee sorry. – szepnęłam i się zawróciłam.
- Nie nie nie – odpowiedział Facu. – Właśnie kończymy.
- O czym ty mówisz? – spytała blondynka.
- Z nami koniec. Mam tego wszystkiego dość! Masz mnie w nosie! Non stop się o wszystko czepiasz, nie wolno mi nigdzie bez ciebie wyjść nawet na głupie piwo z kolegami z drużyny!- wydarł się. – Mam tego dość. To koniec. – dodał.
- Facu błagam Cię nie rób mi tego.
- Nie. Już mam tego wszystkiego dosyć. Cześć. A tobie dziękuję za otworzenie mi oczu. – zwrócił się do mnie.

Siatkarka spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.

- To na mnie chyba pora. – powiedziałam.
- Co?! Ty szmato! – krzyknęła i zaczęła mnie szarpać.
- Helena opanuj się! – krzyczał Conte, próbując ją ode mnie odciągnąć.


Jednak nawet na niego była zbyt silna. Wyrwała się i zaczęła mnie okładać pięściami i szarpać za włosy. O nie, miarka się przebrała.

- Jedyną szmatą w tym mieszkaniu jesteś ty. – warknęłam i ją odepchnęłam od siebie.

Zaczęłyśmy się szarpać, jednak moja w tym rola byłą taka, że ja się tylko broniłam.

- Już, już! Wystarczy! – oderwał ode mnie Helene Karol z Falascą.
- Co tu się dzieje? Co to ma znaczyć?

Falasca stał i patrzył się na nas dwie oskarżycielskim spojrzeniem. Helena zaczęła nawijać coś po hiszpańsku, a że ja nie mówię w tym języku spojrzałam się proszącym wzrokiem na Facu. Tłumaczył mi każde jej słowo na angielski. Kiedy tak staliśmy i słuchaliśmy tych kłamstw mówionych przez siatkarkę do mieszkania weszła Iza z Andrzejem. Gdyby jej wzrok mógł zabijać już dawno bym nie żyła.



~*~
Witam was kochani <3
Dzisiaj wyjątkowo szybko i długo ;) Miałam wenę w szpitalu i kiedy tylko znalazłam wolny czas to napisałam. I nie musiałyście czekać teraz JEBANY miesiąc :* Pozdrowienia dla anonimka, kolejnym razem może tak z profilu ? :) 
Jednak nikt nie zgadł o kogo mi chodziło :D 
Jeżeli chcecie przeczytać recenzje mojego bloga to zapraszam :
Cóż jednemu się podoba, drugiemu nie. Życie :) 
Za wszelkie błędy przepraszam:) 

niedziela, 7 czerwca 2015

9.Ponad chmurami, unosimy się, unosimy się. Między słowami, nie ma żadnych burz - rozpędziłeś je.

- Zgubiłaś coś tutaj?
- Tak. Telefon.
- Jaaasne. Teraz taką mamy wymówkę.-Podeszłam bliżej niego, bo kątem oka dostrzegłam mój telefon, leżący na pralce za Andrzejem. On chyba to źle zrozumiał. Nachylił się nade mną i patrząc mi się prosto w oczy z tym swoim głupim uśmieszkiem na twarzy wyszeptał- Pod tą sukieneczką też tak pięknie wyglądasz jak na fartuszku?
- Nawet lepiej a co chcesz się przekonać?


Jedna chwila nieuwagi i czmychnęłam mu pod ręką chwytając telefon. Wyszłam z łazienki. Oczywiście akurat na korytarzu stali siatkarze. Karol, Włodi, Matt, Facu z dziewczyną, Nico i jego narzeczona. Wszyscy patrzyli się na mnie i na Andrzeja. A my co zrobiliśmy? Zaczęliśmy się śmiać.

- Mówiłam ci, że nie masz się czym chwalić.
- To samo mogę powiedzieć o tobie. Nawet jak mnie zmuszą to drugi raz tego nie zrobię.
- Pff co ja mam wypisane na twarzy Matka Teresa? Nawet ja sama dłużej potrafię wytrzymać.


Nikt nie wiedział o co chodzi. Wszyscy byli przekonani, że w tej łazience przed chwilą działo się jedno. Ale nie. My rozmawialiśmy o tym kto dłużej potrafi nurkować.

- Mam nadzieje, że nie robiliście tego na mojej pralce.
- Nie. W wannie. -myślałam, że te oczy to im zaraz wyskoczą- Bo powiedz mi Karolku jak można nurkować w pralce? Ja wiem, że ty jesteś głupiutki ale żeby aż tak?
- No bo ja myślałem. Że no wiesz.
- Ojj Karol tobie tylko jedno w głowie. A poza tym proszę cię z nim? Przecież ja bym go kijem nie tknęła.
- Nawet jakbyś była ostatnia na ziemi to bym wolał umrzeć.
- Kiedyś to odszczekasz.


Goście poszli do pokoju, a ja spojrzałam się na Andrzeja i również skierowałam się w tamto miejsce. Siatkarz chwycił mnie za nadgarstek i szarpnął w swoją stronę. Mierzyliśmy się wzrokiem.

- Izi. Przecież wiesz, że ja tak nie myślę.
- Wyraziłeś się jasno.


Wyrwałam rękę i otworzyłam drzwi do których właśnie ktoś się dobijał. Przede mną pojawiła się ekipa z Rzeszowa i trochę naszych. We własnej osobie: Ignaczakowie (Krzysiu jeszcze nie pił, a już śpiewał od wejścia), Nowakowscy, Drzyzga, Konarscy, Winiarscy, Wlazły, a za nimi na końcu oparty o drzwi stał Penchev. Wyglądał nieziemsko w koszuli, jeansach i skórze. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i pomachał mi. Kiedy ten cały tłum przeszedł już do pokoju skierował się w moją stronę.

- Pięknie wyglądasz.
- Ty również. Zapraszam.
- Pod sukienką pewnie jeszcze lepiej?
- Co wy macie do tego fartuszka?
- Raczej co pod nim jest.
- Wszędzie zboczeńcy.


Zdziwiło mnie, że Facu przyszedł z Heleną. Słyszałam już dawno temu, że się rozstali, a tu taka niespodzianka. Impreza trwała w najlepsze. Włączyliśmy sobie karaoke. Współczuje sąsiadom, zwłaszcza, że do mikrofonu wyrwał się teraz Winiar. Przyszedł do mnie wręczając mi drugi mikrofon, a że było to po paru głębszych już nie robiło mi to różnicy. Wszyscy to nagrywali. To będzie hit internetu. Wybór padł na Mig- Wymarzona. Nie dość, że śpiewaliśmy to jeszcze tańczyliśmy, chociaż tańcem tego nie można było nazwać. Okupowaliśmy mikrofon bardzo długo tak nam świetnie szło. Wszyscy mieliśmy z tego niezłą bekę. Ktoś może powiedzieć, że za bardzo się z nimi spoufalam. Wiem jakie relacje mamy w pracy, a jakie poza nią. Tam nie jesteśmy znajomymi, a poza tym słyszałam, że chłopacy z Miguelem normalnie imprezują. W sumie wyszło tak, że cała Skra i Resovia przyszła do mieszkania i nie poszliśmy na imprezę. Zrobiliśmy sobie własną, o wiele lepszą. Widziałam jak Facundo kłóci się z Heleną, a dziewczyna po ostrej wymianie słów wychodzi. Kiedy szłam w jego stronę na parkiet z powrotem wyciągnął mnie Penchev. Muszę przyznać, że niezły z niego tancerz. Bawiłam się świetnie. Nawet nie zauważyłam kiedy do mieszkania przyszedł Miguel wraz z Kowalem. To świadczy o tym, że rano nie mamy treningu. Na całe szczęście. Miałam jutro oglądać dwa mieszkania i jeżeli jakieś mi wpadnie w oko to jechać do Łodzi po rzeczy. Podziękowałam Nikusiowi za taniec i poszłam na balkon aby trochę się orzeźwić. Oparłam głowę o barierki i patrzyłam na Bełchatów. Nawet nie słyszałam jak ktoś pojawił się za mną, dopiero bluza która pojawiła się na moich ramionach pokazała mi, że ktoś do mnie przyszedł. Odwróciłam się i poczułam tylko ciepłe wargi na moich ustach. Ktoś się chyba rozhulał.

poniedziałek, 11 maja 2015

8. Uwielbiam głos ten jego głos.

Mecz skończył się po tie-breaku, który wygrała Skra. Kończyliśmy wszystko zbierać,chłopaki siedzieli w szatni, a o mnie oczywiście musiał pamiętać Penchev. Wiedziałam, że na dzisiaj chłopaki mają coś zaplanowane w klubie i niestety muszę mu odmówić. Szedł do mnie, kiedy poczułam jak ktoś mnie obraca w inną stronę. Zobaczyłam przed sobą Piechockiego.

- Chłopaki kazali ci przekazać, że o 23 widzimy się w Jupiterze.
- Kacperku a powiedz mi jak mam się ubrać.? Elegancko czy bardziej na luzie?
- Ładnie, bo będzie twój amant.
- Jak ja nie mam żadnego amanta.
- A Penchev to cie pożera wzrokiem. A pociesze cię bo będzie i reszta Asseco. A z tego co słyszałem przyjechały też i żony ale co ja ci będę opowiadał. Ooo Daga idzie. - w tym momencie podeszła do nas Winiarska, razem z koleżankami- Porozmawiajcie sobie.
- A ten co tak uciekł?
- A ja nie wiem. To jest Kacper tego nie ogarniesz.
- Chciałabym, żebyś poznała żony naszych wrogów. Iwona Ignaczak, Sabina Konarska, Ola Wilczewska od Nowakowskiego i Monika Król od Drzyzgi.
- Bardzo mi miło. Izabella Andarekta.
- Hahha ta od Pencheva. - Iwonka spojrzała się na mnie i zaczęłyśmy się wszystkie śmiać.
- Iwonka widzę żarty się ciebie trzymają. Coś jak Krzysia.
- Dokładnie. Zgrane małżeństwo.
- To co wychodzimy dzisiaj sobie.
- Pewnie. Zapraszam do mnie. W sumie nie do mnie a do Karola, ale teraz tymczasowo do mnie na początek jakiś.
- Oczywiście chłopacy nie piją.
- No pewnie, oni tylko wodę dostaną.
- Już ja o to zadbam.
- Ja coś czuje, że ci chłopacy to będą mieli z tobą bardzo przerąbane.
- Jak mnie wybiorą to to będzie istny armagedon.
Umówiłyśmy się z dziewczynami na godzinę 22:30-23 u Karola. Wcześniej dostałam sms od Oli, że dzisiaj wracają i uzgodniłam z nią informacje o imprezie. Nie miała z tym żadnych problemów. No więc mecz skończył się o 20. Wyszliśmy z Andrzejem i samochodem skierowaliśmy się w stronę supermarketu. Wnieśliśmy wszystko do domu i od razu pobiegłam w stronę łazienki. Ola zjawiła się chwilę pózniej i od razu przybiegła do mnie do łazienki. Oczywiście musiałyśmy poplotkować. Ja kończyłam się malować, a Ola kąpać kiedy Karol zaczął dobijać się do drzwi.

- Dziewczyny ile można tam siedzieć. My z Andrzejem też chcemy się wykąpać.
- Andrzej to się na hali kąpał.
- Przypominam ci Drogi Karolu, że dopiero przyjechaliśmy. Więc ja jako twoja ukochana mam pierwszeństwo. Także nara. -Odszedł, ta dziewczyna to ma sposoby- Ja go kiedyś zabije.
- Wiesz co ty się na spokojnie przygotuj, a ja idę im pomóc zrobić coś do jedzenia.


Wyszłam i kiedy spojrzałam jak nasze sieroty próbują coś zrobić, ucieszyłam się, że im pomoge. Mieli boskie fartuszki. Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam im zdjęcie od razu poszło do ludzi. Andrzej i Karol wyglądali bombowo. Zabrałam im wszystko i kazałam wyjść z kuchni. Ja również dostałam fartuszek ale wersję damską. Ola wyszła i zaczęła mi pomagać. Miałyśmy chwile dla siebie zanim wpadnie tu reszta bandy.

- I jak tam z naszym Andrzejkiem?
- Nic. A co ma być?
- Nie mów mi, że nic się nie stało. Byliście sami, przecież coś musiało.
- Ola ja z nim pracuje. Nie mogę się wiązać z żadnym. A tym bardziej, że jestem ich drugim trenerem.
- Ojj tym bardziej powinnaś. Taki związek w ukryciu. Pikanteria. Nie wiadomo czy ktoś was nie nakryje. Ahhh. Jak ja bym tak chciała.
- Co byś kochanie chciała? -Karol wrócił do nas, czyli Andrzej się teraz mył.
- Zamienić cię na lepszy model. Bo na ten to już się gwarancja dawno skończyła.
- Żebym ja cię zaraz nie zamienił.
- Jednego dnia byś beze mnie nie przeżył.
- Żebyś się nie zdziwiła. -chwile się na siebie krzywo popatrzyli, ale zaraz się całowali.
- Nie widział ktoś mojego telefonu?
- Nie zostawiłaś w łazience.
- Andrzej tam jest to potem po niego pójdę.
- Wroniks już się wykąpał. Możesz wejść na luzie.


Zostawiłam zakochańców samych i podeszłam do drzwi od łazienki. Zapukałam i kiedy usłyszałam, że mogę wejść to weszłam. Ale Andrzej chyba nie spodziewał się, że to ja tylko Karol. Nie powiem, że nie zrobiło mi się gorąco. Ale raczej każdej by się zrobiło, gdyby przed wami stał Andrzej Wrona w samym ręczniku. Coś czuje, że to będzie bardzo miły dzień.

czwartek, 23 kwietnia 2015

7. Start a fire.

Trening minął chłopakom bardzo dobrze. Byli przygotowani na jutrzejszy pierwszy mecz. Na dzisiaj wieczór był zaplanowany pokaz sztabu szkoleniowego oraz siatkarzy. Całkiem szybko mi to powiedzieli. Wszystko było zaplanowane na godzinę 20, ale my wychodziliśmy dopiero o 21. Szybko wpadliśmy z Andrzejem do domu, pierwsza pobiegłam aby środkowy nie zajął mi łazienki. Ubrana, wymalowana i uczesana czekałam na Andrzeja. Wyszedł po 15minutach. Ja nie wiem jak oni to robią. Punkt 20:50 byliśmy w galerii gdzie wszystko miało się odbyć. Chłopacy wyglądali świetnie w garniturach. Spiker zapowiadał wszystkich siatkarzy po kolei. Podeszłam do Pauliny i Dagmary które stały z dzieciakami i patrzyły na swoich mężów. Dziewczyny nie wiedziały, że zostałam trenerem.

- A teraz największa zagadka sezonu. Kto zostanie drugim trenerem Skry Bełchatów. Serdecznie zapraszamy na scenę Miguela Falasce i naszą zagadkę.

Miguel zawołał mnie i razem wyszliśmy na scenę. Miny ludzi - BEZCENNE. Nikt nie spodziewał się kobiety. Po wyjściu skierowaliśmy się w stronę kulis. Dziewczyny wyściskały mnie, kazały doprowadzić do porządku ich mężów. Jako, że jutro miał być mecz nie świętowaliśmy bo będziemy to robić jak wygramy. Wróciliśmy do domu, razem z piątką innych zawodników, bo jak wiadomo tutaj nigdy nie wraca się samemu. Wrócili z nami Facu, Włodi, Nico, Srecko no i niestety Anderson. Chłopaki się uparli, że trzeba będzie poznać kolegę. Byłam skazana na jego towarzystwo. Postanowiliśmy zamówić pizze. Ja brałam sobie razem ze Srecko na pół, chociaż i tak pewnie więcej zje on. Na zamówienie musieliśmy czekać koło godziny, bo kto normalny o godzinie 22:30 zamawia 5 mega dużych pizz. W końcu przyjechała nasza kolacja.

- Wiecie co wam powiem. Jakoś głupio mi jeść fast food'a przy kimś ze sztabu. Zwłaszcza przy trenerce.
- Facu nie przejmuj się. Trenerką będę oficjalnie od jutra. Ale ostatni raz jemy takie rzeczy. Potem na mnie wszystko zwalicie.

Zjadłam dwa kawałki i nie chciałam już więcej. Chłopaki siedzieli jeszcze w kuchni, lecz ja nie miałam ochoty spędzać z nimi czasu. Zwłaszcza kiedy patrzyłam na Andersona, który chamsko się na mnie patrzył. Poszłam do sypialni Karola i Oli odpaliłam sobie laptopa w poszukiwaniu jakiegoś mieszkania. Puściłam sobie po cichu muzykę i pozwoliłam łzą płynąć. Nie przejmowałam się tym, że ktoś może mnie zobaczyć. Wróciło to wszystko co było kiedyś. Słyszałam jak po jakimś czasie drzwi otworzyły się i ktoś wszedł do pokoju. Łóżko ugięło się pod czyimś ciężarem. Okazało się iż był to Facundo. Usiadł i po prostu mnie przytulił. Nie pytał o nic. Był i to wystarczyło. Wsłuchałam się w bicie jego serca i uspokoiłam się.

- Szukasz czegoś? -pokazał wskazując na laptopa
- Trzeba gdzieś zamieszkać.
- Wiesz ja zawsze mam wolny pokój. -Conte zabawnie poruszył brwiami
- Conte wyprowadzić ci jedynki na spacer?
- Boże i ja mam z tobą pracować.
- To ja będę rządzić tobą. Także uważaj, podpadniesz i będziesz dodatkowe kółeczka robił.
- Chyba śnisz.
- Eej ty hamuj się. Wlaśnie od -spojrzałam na zegarek- teraz jestem waszym trenerem.
- To będzie istne piekło.

Pośmialiśmy się jeszcze chwile i chłopaki poszli do domu. Wiadomo jutro mecz, muszą być wypoczęci. Wrona nie przyszedł do mnie i bardzo dobrze. Nie chciałabym niezręcznych sytuacji. Wzięłam rzeczy i po cichu poszłam się ogarnąć do łazienki. Wychodząc zderzyłam się z Andrzejem. Rzucił mi tylko "dobranoc" i wszedł do środka. Nie zwracałam na niego uwagi. Byleby wytrzymać do jutra. W sypialni chwyciłam mój telefon, sprawdziłam portale społecznościowe, odpisałam na wiadomości. Otworzyłam sobie jeden artykuł o mnie, wyrażał się nawet spoko o wyborze prezesa. Za to komentarze były straszne. Po przeczytaniu trzech wyłączyłam stronę, żeby się nie denerwować. Założyłam słuchawki, włączyłam muzykę i odpłynęłam. Obudziłam się rano, słysząc jak ktoś śpiewa. Założyłam na siebie jakiś tam dres, spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 8. Mam godzinkę na ogarnięcie bo o 10 trening. Stanęłam w progu kuchni i patrzyłam jak Wroniks w klubowym dresie wywija i śpiewa na środku pomieszczenia. Poczułam, że coś zaczyna śmierdzieć. A siatkarz bawił się nie zwracając uwagi.

- Przypala ci się coś.
- Ja pitole, chcesz żebym zawału dostał? Prawie padłem. 
- Już się tak nie użalaj nad sobą -podeszłam do siatkarza i zabrałam mu łopatkę z patelnią - Daj facetowi coś do ręki. 
- Bo ja chciałem sam zrobić, ale coś nie wyszło. 
- Coś bardzo. Ja to zrobie już. 
- To ja idę spakować torbę na trening. 

Andrzej wyszedł, a ja wyrzuciłam tę spaloną jajecznice bo moja była ostatnio bardziej zjadliwa niż ta jego. Zrobiłam każdemu po omlecie i po kawie. Śniadanie jedliśmy wygłupiając się, śpiewając piosenki z radia. Okazało się, że Andrzej nie lubi kiwi, więc postanowił mnie swoim nakarmić. Wyszło na to, że byłam cała brudna, bo Wrona oczywiście jak dziecko musiał się pobawić. Wiedziałam, że dzisiaj muszę iść w swoim dresie, bo dopiero pojutrze dostane dres klubowy i garnitury. Równo o 9:45 wchodziliśmy na halę. Andrzej skierował się do szatni, a ja na salę do Miguela. 

- Witaj. Miło mi będzie z tobą pracować. Wiem, że jesteś teraz tydzień na próbę?-rozmawiał ze mną Miguel, podając mi rękę.
- Tak, bo generalnie miałam być fizjoterapeutą. Ale wyszło inaczej to muszę się trochę podszkolić. 
- Pomogę ci także niczym się nie denerwuj. Dzisiaj możesz sobie posiedzieć i popatrzeć co trzeba robić. Na meczu sobie poradzimy.

Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i poszedł do chłopaków, którzy akurat wchodzili na salę. Przywitali się ze mną i zaczęli trenować. Nagle na salę wszedł prezes z kimś. Nie przyglądałam się gdyż szukałam czegoś w papierach.

- Witajcie. Właśnie przyjechała nasza fizjoterapeutka, Patrycja. Czuj się u nas jak u siebie w domu. -Kiedy Konrad wypowiedział imię dziewczyny, automatycznie podniosłam głowę, a kiedy ujrzałam moją przyjaciółkę z którą ostatnio mało rozmawiałam niemal rzuciłam się na nią.- To wy się już znacie rozumiem.

-Tak wyszło. 

Patrycja poszła do swojego gabinetu, oczywiście umówiłyśmy się na kawę. Chłopaki przebiegli tylko dwa kółka, a Falasca kazał im iść na siłkę. Po skończonym treningu każdy rozszedł się do domu, aby przygotować się na mecz. Znowu na hali pojawiliśmy się o godzinie 17. Garnitur był trochę inny, niż Miguela ale nie przejmowałam się tym. Chłopaki do szatni, a my na parkiet. Kiedy siedziałam i rozmawiałam z Patrycją podszedł do nas Niko Penchev. 

- Hejka. Tak przyszedłem zobaczyć tę wielką zagadkę. Wszyscy byli bardzo zdziwieni tym, że wybrali kobietę. 
- Nikuś czy ja tu słyszę w twoim głosie, że się nie nadaje? 
- W życiu. Wręcz przeciwnie. Może chciałabyś wyskoczyć gdzieś po meczu? Bo wracamy dopiero jutro. 
- Porozmawiamy po meczu okej.? 
- Pewnie, do zobaczenia. -uśmiechnął się i odszedł, odwróciłam wzrok i napotkałam zabójczą minę Facu i Andrzeja. 
- Ładnie tak z wrogiem rozmawiać? 
- Andrzejku czy nie przypomnieć ci o twoich kolegach w przeciwnej drużynie? 
- Koledzy, ale nie Penchev. 
- Czuje spinę. Dobra nie wtrącam się. Do rozgrzewania się w tej chwili. 
- Bo co? 
- Andrzej nie podskakuj. Bo to się źle dla ciebie skończy. 
- Trenerze czy trener to słyszał? Ona mnie straszy. 
- I bardzo dobrze Andrzej. Może ktoś zrobi z wami w końcu porządek. 
- Nawet trener przeciwko nam. Do czego to doszło. 

Chłopaki poszli się rozgrzewać, a ja przybiłam sobie piątkę z Miguelem. Ten dzień będzie piękny. 





~*~
Ja was dziewczyny przepraszam. To u góry nie dość, że nic nie wnosi to jeszcze jest do dupy... Mam ostatnio dużo sprawdzianów i kiedy tylko mam wolną chwilę to siadam i piszę ;) Dziękuje za wszystkie komentarze, nawet i te złe :) 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Liebster award. :)

Na początek chciałabym podziękować za nominację Patrycji (dopadne cię wieśniaro w majówkę jak tylko do mnie przyjedziesz <3) i smerfetka :* Dziękuje nie spodziewałam się, że coś dostane :)

Pytania od Patrycji:

1. Jaki jest Twój ulubiony klub i dlaczego?Skra Bełchatów. Cóż tak mam nie wiem dlaczego w sumie :) 

2. Najlepsze wspomnienia z meczu?Jak Srecko mnie przytulił. Oraz jak opierdzielałam Conte i ta jego mina bezcenna :D 

3. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?Ponieważ doszłam do wniosku, że można pokazać komuś to co pisze sama dla siebie. 

4. Gdybyś mogła spełnić jedno marzenie, co to by było?Nie mogę powiedzieć bo się nie spełni :3

5. Co jest twoją motywacją do pisania bloga? Patrycja xDD 

6. Ile masz lat?17. 

7. Gdybyś mogła mieć jedną supermoc, co to by było?Czytanie w myślach ^^

8. Kto jest twoim autorytetem i dlaczego?Krzysztof Ignaczak, ponieważ uwielbiam go za jego wolę walki, dążenie do celu oraz bycie sobą :)

9. Myślisz o założeniu kolejnego bloga? Jak na razie chyba jeden mi starczy :D 

10. Jakiej cechy nienawidzisz u drugiej osoby?Kłamstwa. 

11. Twój ulubiony siatkarz/siatkarka? Srecko Lisinac, Niko Penchev <3 

Pytania od smerfetki :* 

1) Kiedy się zaczęła twoja przygoda z blogowaniem?
Jakoś w wakacje, ale zaczęłam publikować później. 

2) Ulubiony klub siatkarski?
PGE SKRA BEŁCHATÓW. ! XD

3) Ulubiony siatkarz? I dlaczego ?
Krzysztof Ignaczak tak jak pisałam wyżej.

4) Ile masz lat?
Mało :C 175) Uprawiasz jakiś sport?
Kiedyś trenowałam siatkówkę, teraz biegam i chodzę na siłownie. 

6) Byłaś kiedyś na meczu?
Ostatnio to bardzo często. Chyba zamieszkam na hali :D 

7) Miałaś okazję rozmawiać przez chwilę z jakimś siatkarzem?
Z Conte baaaardzo dobrze mi się rozmawiało, napewno zapamięta mnie do końca życia. Ze Srecko mi się bardzo dobrze rozmawia, jest to mega miły chłopak. Ma zajebisty charakter. Z Dimą sobie wysyłam snapy, tak jak i z Jankiem Nowakowskim. :D Także trochę tego było ;p 

8) Jaki jest twój ulubiony film?
Drużyna.

9) Czego słuchasz?
Wszystkiego co mi wpadnie w ucho ;3

10) Jak byś opisała siebie?
Wysoka. Wredna. Zakochana w siatkówce. ^^

11) Największe marzenie?
Poznać jakiegoś siatkarza osobiście.:) 

Nominuję: 


Pytania: 
1) Od jak dawna interesujesz się siatkówką? 
2) Twój ulubiony siatkarz i dlaczego? 
3) Co popchnęło cię aby zacząć pisać opowiadanie?
4) Ulubiony przedmiot w szkole?
5) Byłaś na jakimś meczu? 
6) Zabawna historia z twojego życia.
7) Ile masz lat? 
8) Ulubiony portal społecznościowy? 
9) Ulubiony klub siatkarski?
10) Ulubiony trener?
11) Z kim chodzisz na mecze ?:)

wtorek, 31 marca 2015

6. Całkiem sam, tak jak kiedyś ja..

Najpierw zrobiłam ciasto, bo kiedy ono będzie się piekło, my będziemy jedli. Zawołałam Andrzeja, gdyż nie lubię kroić cebuli. Zawsze płacze jak głupia. Dobrze, że trening był na 18 to na spokojnie możemy sobie posiedzieć, gdyż zegarek wskazywał godzinę 14. Andrzej stał już oparty o lodówkę i mówił coś do mnie.

- Przepraszam, zamyśliłam się.
- Widzę właśnie. Pytam się co chciałaś.
- Mógłbyś posiekać cebulę.
- Może nie jestem szefem kuchni, ale pokroić umiem. Czemu płakałaś? -Andrzej podszedł do mnie i patrzył się uważnie
- Przecież widziałeś, już część cebuli pokrojona. Wiesz ale pomyślałam, że zmył by mi się makijaż.
- Wariatka. Trzeba było od razu wołać. Wiesz Conte na pewno by przyleciał od razu.
- Debil. 

Spojrzałam się na Wronę i uśmiechnęłam. Ten zmył mi łzę z policzka i patrzył się głęboko w oczy. Gdy nachylił się nade mną i nasze usta dzieliły bardzo małe centymetry, odsunęłam się. 

- Andrzej czy my o czymś nie rozmawialiśmy?
- Myślałem, że zmieniłaś zdanie.
- To nie myśl. 

Widziałam jak bardzo się zdenerwował. Ale co ja mu na to poradzę. Poza tym nie jestem dziewczyną która od razu kiedy ma okazje leci do chłopaka. Zresztą będę z nim pracować musimy być profesjonalni, a nie bawić się w jakieś miłości. Kiedy Andrzej pokroił już to co trzeba wyszedł po prostu z kuchni. Boże nawet ja się tak nie obrażam. Gorzej niż z dziewczyną. Niedługo po Andrzeju do kuchni z wielkim uśmiechem wkroczył Włodarczyk. 

- Czy ty kiedyś się nie uśmiechasz?
- Czasem mi się zdaża. Ale rzadko. Wesołym człowiekiem jestem.
- Zauważyłam. Co cię do mnie sprowadza?
- A tak sobie przyszedłem. Chłopacy grają a mi się już znudziło.
- Ja nie wiem jak wy to robicie, że wam się to nie nudzi. Sport jako praca, sport jako hobby, sport nawet jak macie wolne. Ja bym ochujała.
- Pani jak się pięknie wyraża. - Wojtuś spojrzał się na piekarnik i zaświeciły mu się oczy - Ciastoooo. Boże kocham cię.. Dobrze, że trener tego nie widzi.
- Czasem można pozwolić sobie na coś, a nie ciągle trzymać się diety.
- Mądrze mówisz. Pomóc ci coś.?
- Nie. Sama sobie poradzę.
- Ale ja mogę coś zrobić. -wyciągnęłam talerze a Wojtek od razu mi je zabrał- Jednak się przydam.
- Ale na prawdę nie musisz.
- Zawołam Conte to zobaczysz jak przyleci zaraz.
- Co wy macie do tego biednego Facu?
- A nic nic. Wiesz chłopaczyna nie może sobie nikogo znaleźć, prócz dziewczynek w wieku 13-15 lat. A z jego Helenką mu się nie układa.
- No tak. Wrona to samo. Wczoraj wyszedł do sklepu na przeciwko, to wrócił po prawie godzinie, a i tak musiałam po niego iść.
- Ciężkie życie osoby publicznej. Marechal się śmiał, że we Francji mógł sobie wyjść normalnie po bułki, a tu gdzie się nie ruszy to go ktoś prosi o zdjęcie, albo autograf.
- Przerąbane. Ale wiesz, dla was to jest nic, a dla kogoś to jest takie szczęście jakby wygrał miliony.
- Dlatego pomimo, że niekiedy nie mamy humoru trzeba to jakoś przeżyć.
- Dokładnie. Pioona. 

Wyciągnęłam wszystko i można było siadać do stołu. Na szczęście wszyscy jedli szpinak. Zresztą jest zdrowy to nic im się nie stanie jak zjedzą. Chłopaki jeszcze chwile posiedzieli, wypili kawę i zjedli ciasto, ale musieli przygotować się na trening. Zostałam sama z Andrzejem, lecz długo nie nacieszyliśmy się swoją obecnością. Zegar pokazywał godzinę 17. Czas się przygotować. Wyszłam wyszykowana po około 45 minutach. Andrzej siedział jak na gwoździach. 

- Ile można się przygotowywać? Nigdy was nie ogarne.
- Wrona ty lepiej się nie odzywaj, bo sam potrafisz siedzieć dłużej.
- Ja? w życiu.
- Już nie kłam.
- A tak swoja drogą, bardzo ładnie wyglądasz.
- Przyzwyczaj się, że ja zawsze ładnie wyglądam.
- I skromna bardzo tez jesteś.
- Wiadomo.

Wyszliśmy z domu, tym razem nie mieliśmy czasu na spacer. Był mały stresik, ale jak zobaczyłam ENERGIE to serce jakby mogło to już by mi wyskoczyło. Andrzej pokazał mi drogę do gabinetu Prezesa, a sam skierował się w stronę szatni. Zapukałam i usłyszałam "proszę". Na fotelu siedział normalny facet, schludny, z twarzy wyglądał na miłego

- Dzien dobry.
- Dzien dobry co cię do mnie sprowadza?
- Izabela Andarekta. Byłam umówiona na rozmowe w sprawie pracy.
- A tak. Andrzej wspominał mi. Proszę usiądz. Słyszałem dużo o tobie.
- Ciesze się, mam nadzieje, iż same dobre rzeczy.
- Oczywiście. Niestety mam dla ciebie złą wiadomość.... 


~Andrzej~



Wszedłem do szatni i wszyscy nagle ucichli. Usiadłem na swoim miejscu i zacząłem się przebierać. Chłopaki dziwnie się na mnie patrzyli.

- O co wam chodzi? -zapytałem bo zaczynało mnie to irytować
- Czemu Wronka nam nie powiedział, że ma dziewczynę? -odezwał się Winiarski
- Bo to nie jest moja dziewczyna jełopie.
- Ty hamuj się. -pogroził mi Winiar i zaczął się śmiać.
- Pewnie "przyjaciółka". -Odezwał się Marechal.
- Przyjaciółka to to bardziej naszego kolegi Conte. -zaśmiał się Włodarczyk
- Co ja?
- Facu jak zawsze głową w chmurach.
- Zakochany to co się dziwisz. 
-Weźcie się wszyscy odwalcie. -wstał i wyszedł
- Z nim co się dzieje?
- Helenka fochy stroi.

No tak Uriarte wiedział najlepiej, w końcu są najlepszymi przyjaciółmi. Sam Facu mówił mi ostatnio, że pomiędzy nimi nie jest już tak jak kiedyś. Zresztą nie oszukujmy się miłość na odległość nigdy nie wychodzi. Chociaż by się bardzo chciało. Wszyscy przebrani poszliśmy na boisko. Tam czekał już na nas Falasca.

- Dobra chłopaki 30 kółeczek.

Jak to w naszym przypadku nie obyło się bez śmiechów. Kiedy skończyliśmy i każdy z nas rozciągał się na parkiecie do hali wszedł Piechocki z Izą. Widziałem, że było coś nie tak. Podszedł, porozmawiał chwilę z Miguelem i zawołał Izi do siebie.

- Chłopaki chodźcie na chwilę. Chciałbym przedstawić wam waszą drugą Panią trener. Za chwile również powinien pojawić się wasz nowy kolega. -Na te słowa drzwi otworzyły się i wszedł nie kto inny jak Anderson. Czyli jednak to była prawda.- O wilku mowa. Zapraszam Panie Anderson.


~Izabella~



Nie mogłam uwierzyć, że mój były narzeczony stoi właśnie przede mną. Tak byłam kiedyś z Andersonem. Stare dzieje. Tak samo jak nie wierzyłam w to, że zgodziłam się zostać ich drugim trenerem. Tak jak mówiłam nie mogę spoufalać się z siatkarzami, trzeba być profesjonalnym. Jako, że Matt dopiero przyleciał, a ja zaczynałam dopiero od jutra oboje poszliśmy usiąść na trybuny. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, którą przerwał Amerykanin.

- Dawno się nie widzieliśmy. Pięknie wyglądasz.
- Dziękuje. Jak się czuje Swietłana?
- Nie utrzymuje z nią kontaktu. Dziecko nie było moje. Tak w ogóle bardzo za tobą tęskniłem.
- Matt. Skończ dobrze. Tęskniłeś jak pieprzyłeś fizjoterapeutkę za moimi plecami? Bo wątpię. Także nie kłam mi prosto w oczy.

To go zamknęło. Byliśmy szczęśliwi, miało być dziecko, ślub, potem poronienie, aż w końcu poszedł pocieszyć się do innej. Kiedy ja siedziałam w zimnej Rosji, nikogo nie znając, płacząc dlaczego mnie to spotkało, on dziwnym trafem zaczął coraz później wracać do domu, a kiedy nakryłam ich razem w gabinecie zadecydowałam, że czas to zakończyć. Nawet nie wiedzieli, że ich widziałam. Wyprowadziłam się, nie chciałam słuchać jego wymówek. Spakowałam walizki, zostawiłam mu list, z krótkim zdaniem : Nie szukaj mnie. Samolot miałam dopiero kolejnego dnia. Tak wróciłam do Polski, do rodziców. Nie musieli pytać o co chodzi. Nie powiem, żeby się ze mną nie kontaktował. Wydzwaniał, pisał, przyjeżdżał. Ale co mu to dało, nie chciałam go znać. Teraz po tych 3 latach nie czuje już żadnej sympatii do niego. 



poniedziałek, 2 marca 2015

5. Tu as dans les yeux, le sud et le feu.

Wrona też demon prędkości, zdołaliśmy dojechać w 40min. Wysiedliśmy na schludnym i cichym osiedlu. Jak to bywa gdy siatkarze dostają mieszkanie, są blisko siebie. W drodze z auta do bloku zdażyliśmy spotkać Włodarczyka, Uriarte i Conte. Chłopaki spojrzeli się na mnie, a potem na Andrzeja. Jako, że Argentynczycy nie umieli mówić po polsku rozmowa przebiegała w j.angielskim. Dobrze, że jestem w miare dobra.

- Wpadacie na kawe? -zapytał się Andrzej
- Nie chcemy robić kłopotu. -z głupim uśmieszkiem Wojtuś spojrzał się na mnie.- Czemu nie przedstawisz nam koleżanki?
- Tak chce wam tylko przypomnieć, że mnie znacie.
- Skąd? -Nicolas w końcu się odezwał
- Byliśmy w zeszłym tygodniu razem na imprezie, koleżanka Oli.
- Wiedziałem, że skądś cię kojarze. Tańczyliśny razem prawda? -Conte po bacznym przyglądaniu mi się, w końcu został oświecony.
- Tańcem z twojej strony to raczej nie można było nazwać. -odparsknął mu Andrzej- Radze Facu zebys ograniczał alkohol jak się nie hamujesz.
- Spoko nie było, az tak źle. Trafiają się gorsi.

Widziałam, że Argentyńczykowi zrobiło się głupio. Chłopacy jednak wpadli do nas. Andrzej otworzył drzwi i wpuścił wszystkich do mieszkania. Siatkarze pierwsze co rzucili się na kanape, a ja zajrzałam do lodówki. Tak jak myślałam, za dużo w niej nie było. Weszłam do salonu, gdzie chłopaki już odpalali FIFE. Niespełnione marzenia z bycia dzieckiem.

- Andrzej idę do sklepu po coś na obiad. Gdzie jest jakiś najbliższy?
- Ja z tobą chętnie pójdę i ci pomogę. Nie będziesz sama nosiła tych reklamówek. -Conte wstał z fotela i szedł już w stronę korytarza.
- Może ja pójde? -Zapytal się głupio Wrona
- Nie nie posiedz z chłopakami.

Patrzę a ten już ubrany stoi, no nic przyszło mi iść z Facundo. Bardzo fajny chłopak, lecz trochę nieśmiały. Nie wiem czemu bo jak się uśmiecha to pewnie połowa dziewczyn mdleje. Sklep był w sumie niedaleko. Szliśmy w ciszy, którą w końcu przerwał Conte. Już myslałam, że się nie odezwie.

- Słuchaj przepraszam za tamto w klubie. Przeholowałem trochę. -powiedział zmartwiony
- Przecież mowiłam, że nic się nie stało. Uwierz mi byli bardziej nachalni.
- Ale mi nie wypada. Słyszałem, że na dłużej zagościsz w naszym małym miasteczku?
- Zobaczymy, ale prawdopodobnie tak.
- Rozglądałaś się za jakimś mieszkaniem?
- Wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam. Jak będe u siebie  to musze czegoś poszukać.
- Pani fizjoterapeutka?
- Raczej tak. Bo jako kto inny.
- A śmiałbym się jakbyś została drugim trenerem.
- Ty już Facu sie lepiej nie odzywaj. Ujażmić was to jest nie lada sztuka, na prawdę podziwiam Falasce.
- Ja też sie dziwie jak on z nami wytrzymuje.

Zaczeliśmy się śmiać i weszliśmy do sklepu. Nie powiem, żeby się na Conte rzucali bo wiadomo wszyscy go znają, ale patrzeć się patrzyli. Czułam się trochę niezręcznie. Już widzę te nagłówki. Zastanawialiśmy się co zrobić na obiad, w końcu postawiliśmy na naleśniki ze szpinakiem i serem feta. Mam nadzieje, że reszta lubi. Jako, że mieliśmy gości, a ja lubię piec ciasta kupiłam jeszcze artykuły potrzebne do ciasta czekoladowego. Facundo spojrzał się na mnie z wymowną miną. Podeszliśmy do kasy, jak na gentelmena przystało siatkarz ani nie pozwolił mi zapłacić, ani nieść siatek. Oczywiście musiała być kłótnia.

- Miguel mnie zabije jak coś ci się stanie. -powiedziałam zmartwiona
- Od niesienia siatek? Proszę cię, aż taki słaby nie jestem.
- Żebyś nie powiedział tego w złą godzinę.
- Źle mi życzysz?
- Ty już lepiej chodź. Wiesz ile czasu minęło? Nie było nas ponad godzine.
- Powiemy, że poszliśmy na romantyczny spacer wśród fabryk. A poza tym myślisz, że się stęsknili?
- Głupek. Za mną na pewno, nie wiem czy na twoj widok ktoś się ucieszy. -Zaczeliśmy się śmiać i szliśmy dalej- Słyszałam, że ma przyjść ktoś nowy.
- Tak, podobno jakiś siatkarz z Ameryki. Wielka gwiazda.
- Anderson?
- Nie, raczej nie. Nie stać naszego klubu na niego.
- Aż tak myślisz, że leci na kase?
- Raczej tak. Siatkarze tej rangi patrzą gdzie mogą bardziej zarobić.
- Odezwał sie ten o którego żaden klub nie walczy.

Kiedy byliśmy już prawie na osiedlu Conte zaklął pod nosem i upuścił siatkę. Szybko kazałam mu usiąść i podać mi rękę. Szybka rozmowa, żeby powiedział mi co go boli i zaczęłam lekko masować to miejsce. Dziwnie to musiało wyglądać. Siedzą sobie na ławce a dziewczyna go masuje. Jakoś nie pasowało mi, że boli go a ten siedzi uśmiechnięty.

- Conte łajzo czy ty sobie ze mnie zażartowałeś?
- Już myślałem, że się nie domyślisz.
- Ty idioto. Ja byłam przekonana, że coś ci się stało. -zaczęłam okładać go torebką- No debil. Czy ty wiesz jak ja się wystraszyłam? Przecież nie dość, że SKRA by mnie zabiła to jeszcze kibice. Bo im wyeliminowałam jednego z najlepszych graczy.
- Mów tak dalej. Ja mogę słuchać tych pochlebstw.
- Ja ci zaraz posłucham. Do domu w tej chwili. Zrobie ci coś kiedyś.
- Ale żebyś widziała swoją minę. Do tej pracy się nadajesz.
- To nie ty jesteś od zatrudniania mnie.

Doszliśmy w końcu spokojnie do bloku, już bez żadnych wybryków. Powiem Falasce, że na treningu Conte ma więcej biegać, a propo dzisiaj ide na rozmowę. Mam nadzieje, że uda mi się dostać tę pracę. Gdy tylko weszliśmy na górę, Argentyńczyk poszedł do chłopaków opowiadając im historie, a ja skierowałam się w stronę kuchni krzycząc po drodze, że już więcej nie ide z nim na żadne zakupy. Można oszaleć. Dom wariatów.