wtorek, 31 marca 2015

6. Całkiem sam, tak jak kiedyś ja..

Najpierw zrobiłam ciasto, bo kiedy ono będzie się piekło, my będziemy jedli. Zawołałam Andrzeja, gdyż nie lubię kroić cebuli. Zawsze płacze jak głupia. Dobrze, że trening był na 18 to na spokojnie możemy sobie posiedzieć, gdyż zegarek wskazywał godzinę 14. Andrzej stał już oparty o lodówkę i mówił coś do mnie.

- Przepraszam, zamyśliłam się.
- Widzę właśnie. Pytam się co chciałaś.
- Mógłbyś posiekać cebulę.
- Może nie jestem szefem kuchni, ale pokroić umiem. Czemu płakałaś? -Andrzej podszedł do mnie i patrzył się uważnie
- Przecież widziałeś, już część cebuli pokrojona. Wiesz ale pomyślałam, że zmył by mi się makijaż.
- Wariatka. Trzeba było od razu wołać. Wiesz Conte na pewno by przyleciał od razu.
- Debil. 

Spojrzałam się na Wronę i uśmiechnęłam. Ten zmył mi łzę z policzka i patrzył się głęboko w oczy. Gdy nachylił się nade mną i nasze usta dzieliły bardzo małe centymetry, odsunęłam się. 

- Andrzej czy my o czymś nie rozmawialiśmy?
- Myślałem, że zmieniłaś zdanie.
- To nie myśl. 

Widziałam jak bardzo się zdenerwował. Ale co ja mu na to poradzę. Poza tym nie jestem dziewczyną która od razu kiedy ma okazje leci do chłopaka. Zresztą będę z nim pracować musimy być profesjonalni, a nie bawić się w jakieś miłości. Kiedy Andrzej pokroił już to co trzeba wyszedł po prostu z kuchni. Boże nawet ja się tak nie obrażam. Gorzej niż z dziewczyną. Niedługo po Andrzeju do kuchni z wielkim uśmiechem wkroczył Włodarczyk. 

- Czy ty kiedyś się nie uśmiechasz?
- Czasem mi się zdaża. Ale rzadko. Wesołym człowiekiem jestem.
- Zauważyłam. Co cię do mnie sprowadza?
- A tak sobie przyszedłem. Chłopacy grają a mi się już znudziło.
- Ja nie wiem jak wy to robicie, że wam się to nie nudzi. Sport jako praca, sport jako hobby, sport nawet jak macie wolne. Ja bym ochujała.
- Pani jak się pięknie wyraża. - Wojtuś spojrzał się na piekarnik i zaświeciły mu się oczy - Ciastoooo. Boże kocham cię.. Dobrze, że trener tego nie widzi.
- Czasem można pozwolić sobie na coś, a nie ciągle trzymać się diety.
- Mądrze mówisz. Pomóc ci coś.?
- Nie. Sama sobie poradzę.
- Ale ja mogę coś zrobić. -wyciągnęłam talerze a Wojtek od razu mi je zabrał- Jednak się przydam.
- Ale na prawdę nie musisz.
- Zawołam Conte to zobaczysz jak przyleci zaraz.
- Co wy macie do tego biednego Facu?
- A nic nic. Wiesz chłopaczyna nie może sobie nikogo znaleźć, prócz dziewczynek w wieku 13-15 lat. A z jego Helenką mu się nie układa.
- No tak. Wrona to samo. Wczoraj wyszedł do sklepu na przeciwko, to wrócił po prawie godzinie, a i tak musiałam po niego iść.
- Ciężkie życie osoby publicznej. Marechal się śmiał, że we Francji mógł sobie wyjść normalnie po bułki, a tu gdzie się nie ruszy to go ktoś prosi o zdjęcie, albo autograf.
- Przerąbane. Ale wiesz, dla was to jest nic, a dla kogoś to jest takie szczęście jakby wygrał miliony.
- Dlatego pomimo, że niekiedy nie mamy humoru trzeba to jakoś przeżyć.
- Dokładnie. Pioona. 

Wyciągnęłam wszystko i można było siadać do stołu. Na szczęście wszyscy jedli szpinak. Zresztą jest zdrowy to nic im się nie stanie jak zjedzą. Chłopaki jeszcze chwile posiedzieli, wypili kawę i zjedli ciasto, ale musieli przygotować się na trening. Zostałam sama z Andrzejem, lecz długo nie nacieszyliśmy się swoją obecnością. Zegar pokazywał godzinę 17. Czas się przygotować. Wyszłam wyszykowana po około 45 minutach. Andrzej siedział jak na gwoździach. 

- Ile można się przygotowywać? Nigdy was nie ogarne.
- Wrona ty lepiej się nie odzywaj, bo sam potrafisz siedzieć dłużej.
- Ja? w życiu.
- Już nie kłam.
- A tak swoja drogą, bardzo ładnie wyglądasz.
- Przyzwyczaj się, że ja zawsze ładnie wyglądam.
- I skromna bardzo tez jesteś.
- Wiadomo.

Wyszliśmy z domu, tym razem nie mieliśmy czasu na spacer. Był mały stresik, ale jak zobaczyłam ENERGIE to serce jakby mogło to już by mi wyskoczyło. Andrzej pokazał mi drogę do gabinetu Prezesa, a sam skierował się w stronę szatni. Zapukałam i usłyszałam "proszę". Na fotelu siedział normalny facet, schludny, z twarzy wyglądał na miłego

- Dzien dobry.
- Dzien dobry co cię do mnie sprowadza?
- Izabela Andarekta. Byłam umówiona na rozmowe w sprawie pracy.
- A tak. Andrzej wspominał mi. Proszę usiądz. Słyszałem dużo o tobie.
- Ciesze się, mam nadzieje, iż same dobre rzeczy.
- Oczywiście. Niestety mam dla ciebie złą wiadomość.... 


~Andrzej~



Wszedłem do szatni i wszyscy nagle ucichli. Usiadłem na swoim miejscu i zacząłem się przebierać. Chłopaki dziwnie się na mnie patrzyli.

- O co wam chodzi? -zapytałem bo zaczynało mnie to irytować
- Czemu Wronka nam nie powiedział, że ma dziewczynę? -odezwał się Winiarski
- Bo to nie jest moja dziewczyna jełopie.
- Ty hamuj się. -pogroził mi Winiar i zaczął się śmiać.
- Pewnie "przyjaciółka". -Odezwał się Marechal.
- Przyjaciółka to to bardziej naszego kolegi Conte. -zaśmiał się Włodarczyk
- Co ja?
- Facu jak zawsze głową w chmurach.
- Zakochany to co się dziwisz. 
-Weźcie się wszyscy odwalcie. -wstał i wyszedł
- Z nim co się dzieje?
- Helenka fochy stroi.

No tak Uriarte wiedział najlepiej, w końcu są najlepszymi przyjaciółmi. Sam Facu mówił mi ostatnio, że pomiędzy nimi nie jest już tak jak kiedyś. Zresztą nie oszukujmy się miłość na odległość nigdy nie wychodzi. Chociaż by się bardzo chciało. Wszyscy przebrani poszliśmy na boisko. Tam czekał już na nas Falasca.

- Dobra chłopaki 30 kółeczek.

Jak to w naszym przypadku nie obyło się bez śmiechów. Kiedy skończyliśmy i każdy z nas rozciągał się na parkiecie do hali wszedł Piechocki z Izą. Widziałem, że było coś nie tak. Podszedł, porozmawiał chwilę z Miguelem i zawołał Izi do siebie.

- Chłopaki chodźcie na chwilę. Chciałbym przedstawić wam waszą drugą Panią trener. Za chwile również powinien pojawić się wasz nowy kolega. -Na te słowa drzwi otworzyły się i wszedł nie kto inny jak Anderson. Czyli jednak to była prawda.- O wilku mowa. Zapraszam Panie Anderson.


~Izabella~



Nie mogłam uwierzyć, że mój były narzeczony stoi właśnie przede mną. Tak byłam kiedyś z Andersonem. Stare dzieje. Tak samo jak nie wierzyłam w to, że zgodziłam się zostać ich drugim trenerem. Tak jak mówiłam nie mogę spoufalać się z siatkarzami, trzeba być profesjonalnym. Jako, że Matt dopiero przyleciał, a ja zaczynałam dopiero od jutra oboje poszliśmy usiąść na trybuny. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, którą przerwał Amerykanin.

- Dawno się nie widzieliśmy. Pięknie wyglądasz.
- Dziękuje. Jak się czuje Swietłana?
- Nie utrzymuje z nią kontaktu. Dziecko nie było moje. Tak w ogóle bardzo za tobą tęskniłem.
- Matt. Skończ dobrze. Tęskniłeś jak pieprzyłeś fizjoterapeutkę za moimi plecami? Bo wątpię. Także nie kłam mi prosto w oczy.

To go zamknęło. Byliśmy szczęśliwi, miało być dziecko, ślub, potem poronienie, aż w końcu poszedł pocieszyć się do innej. Kiedy ja siedziałam w zimnej Rosji, nikogo nie znając, płacząc dlaczego mnie to spotkało, on dziwnym trafem zaczął coraz później wracać do domu, a kiedy nakryłam ich razem w gabinecie zadecydowałam, że czas to zakończyć. Nawet nie wiedzieli, że ich widziałam. Wyprowadziłam się, nie chciałam słuchać jego wymówek. Spakowałam walizki, zostawiłam mu list, z krótkim zdaniem : Nie szukaj mnie. Samolot miałam dopiero kolejnego dnia. Tak wróciłam do Polski, do rodziców. Nie musieli pytać o co chodzi. Nie powiem, żeby się ze mną nie kontaktował. Wydzwaniał, pisał, przyjeżdżał. Ale co mu to dało, nie chciałam go znać. Teraz po tych 3 latach nie czuje już żadnej sympatii do niego. 



poniedziałek, 2 marca 2015

5. Tu as dans les yeux, le sud et le feu.

Wrona też demon prędkości, zdołaliśmy dojechać w 40min. Wysiedliśmy na schludnym i cichym osiedlu. Jak to bywa gdy siatkarze dostają mieszkanie, są blisko siebie. W drodze z auta do bloku zdażyliśmy spotkać Włodarczyka, Uriarte i Conte. Chłopaki spojrzeli się na mnie, a potem na Andrzeja. Jako, że Argentynczycy nie umieli mówić po polsku rozmowa przebiegała w j.angielskim. Dobrze, że jestem w miare dobra.

- Wpadacie na kawe? -zapytał się Andrzej
- Nie chcemy robić kłopotu. -z głupim uśmieszkiem Wojtuś spojrzał się na mnie.- Czemu nie przedstawisz nam koleżanki?
- Tak chce wam tylko przypomnieć, że mnie znacie.
- Skąd? -Nicolas w końcu się odezwał
- Byliśmy w zeszłym tygodniu razem na imprezie, koleżanka Oli.
- Wiedziałem, że skądś cię kojarze. Tańczyliśny razem prawda? -Conte po bacznym przyglądaniu mi się, w końcu został oświecony.
- Tańcem z twojej strony to raczej nie można było nazwać. -odparsknął mu Andrzej- Radze Facu zebys ograniczał alkohol jak się nie hamujesz.
- Spoko nie było, az tak źle. Trafiają się gorsi.

Widziałam, że Argentyńczykowi zrobiło się głupio. Chłopacy jednak wpadli do nas. Andrzej otworzył drzwi i wpuścił wszystkich do mieszkania. Siatkarze pierwsze co rzucili się na kanape, a ja zajrzałam do lodówki. Tak jak myślałam, za dużo w niej nie było. Weszłam do salonu, gdzie chłopaki już odpalali FIFE. Niespełnione marzenia z bycia dzieckiem.

- Andrzej idę do sklepu po coś na obiad. Gdzie jest jakiś najbliższy?
- Ja z tobą chętnie pójdę i ci pomogę. Nie będziesz sama nosiła tych reklamówek. -Conte wstał z fotela i szedł już w stronę korytarza.
- Może ja pójde? -Zapytal się głupio Wrona
- Nie nie posiedz z chłopakami.

Patrzę a ten już ubrany stoi, no nic przyszło mi iść z Facundo. Bardzo fajny chłopak, lecz trochę nieśmiały. Nie wiem czemu bo jak się uśmiecha to pewnie połowa dziewczyn mdleje. Sklep był w sumie niedaleko. Szliśmy w ciszy, którą w końcu przerwał Conte. Już myslałam, że się nie odezwie.

- Słuchaj przepraszam za tamto w klubie. Przeholowałem trochę. -powiedział zmartwiony
- Przecież mowiłam, że nic się nie stało. Uwierz mi byli bardziej nachalni.
- Ale mi nie wypada. Słyszałem, że na dłużej zagościsz w naszym małym miasteczku?
- Zobaczymy, ale prawdopodobnie tak.
- Rozglądałaś się za jakimś mieszkaniem?
- Wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam. Jak będe u siebie  to musze czegoś poszukać.
- Pani fizjoterapeutka?
- Raczej tak. Bo jako kto inny.
- A śmiałbym się jakbyś została drugim trenerem.
- Ty już Facu sie lepiej nie odzywaj. Ujażmić was to jest nie lada sztuka, na prawdę podziwiam Falasce.
- Ja też sie dziwie jak on z nami wytrzymuje.

Zaczeliśmy się śmiać i weszliśmy do sklepu. Nie powiem, żeby się na Conte rzucali bo wiadomo wszyscy go znają, ale patrzeć się patrzyli. Czułam się trochę niezręcznie. Już widzę te nagłówki. Zastanawialiśmy się co zrobić na obiad, w końcu postawiliśmy na naleśniki ze szpinakiem i serem feta. Mam nadzieje, że reszta lubi. Jako, że mieliśmy gości, a ja lubię piec ciasta kupiłam jeszcze artykuły potrzebne do ciasta czekoladowego. Facundo spojrzał się na mnie z wymowną miną. Podeszliśmy do kasy, jak na gentelmena przystało siatkarz ani nie pozwolił mi zapłacić, ani nieść siatek. Oczywiście musiała być kłótnia.

- Miguel mnie zabije jak coś ci się stanie. -powiedziałam zmartwiona
- Od niesienia siatek? Proszę cię, aż taki słaby nie jestem.
- Żebyś nie powiedział tego w złą godzinę.
- Źle mi życzysz?
- Ty już lepiej chodź. Wiesz ile czasu minęło? Nie było nas ponad godzine.
- Powiemy, że poszliśmy na romantyczny spacer wśród fabryk. A poza tym myślisz, że się stęsknili?
- Głupek. Za mną na pewno, nie wiem czy na twoj widok ktoś się ucieszy. -Zaczeliśmy się śmiać i szliśmy dalej- Słyszałam, że ma przyjść ktoś nowy.
- Tak, podobno jakiś siatkarz z Ameryki. Wielka gwiazda.
- Anderson?
- Nie, raczej nie. Nie stać naszego klubu na niego.
- Aż tak myślisz, że leci na kase?
- Raczej tak. Siatkarze tej rangi patrzą gdzie mogą bardziej zarobić.
- Odezwał sie ten o którego żaden klub nie walczy.

Kiedy byliśmy już prawie na osiedlu Conte zaklął pod nosem i upuścił siatkę. Szybko kazałam mu usiąść i podać mi rękę. Szybka rozmowa, żeby powiedział mi co go boli i zaczęłam lekko masować to miejsce. Dziwnie to musiało wyglądać. Siedzą sobie na ławce a dziewczyna go masuje. Jakoś nie pasowało mi, że boli go a ten siedzi uśmiechnięty.

- Conte łajzo czy ty sobie ze mnie zażartowałeś?
- Już myślałem, że się nie domyślisz.
- Ty idioto. Ja byłam przekonana, że coś ci się stało. -zaczęłam okładać go torebką- No debil. Czy ty wiesz jak ja się wystraszyłam? Przecież nie dość, że SKRA by mnie zabiła to jeszcze kibice. Bo im wyeliminowałam jednego z najlepszych graczy.
- Mów tak dalej. Ja mogę słuchać tych pochlebstw.
- Ja ci zaraz posłucham. Do domu w tej chwili. Zrobie ci coś kiedyś.
- Ale żebyś widziała swoją minę. Do tej pracy się nadajesz.
- To nie ty jesteś od zatrudniania mnie.

Doszliśmy w końcu spokojnie do bloku, już bez żadnych wybryków. Powiem Falasce, że na treningu Conte ma więcej biegać, a propo dzisiaj ide na rozmowę. Mam nadzieje, że uda mi się dostać tę pracę. Gdy tylko weszliśmy na górę, Argentyńczyk poszedł do chłopaków opowiadając im historie, a ja skierowałam się w stronę kuchni krzycząc po drodze, że już więcej nie ide z nim na żadne zakupy. Można oszaleć. Dom wariatów.

poniedziałek, 9 lutego 2015

4. Już nigdy więcej nie tańcz ze mną.

Wrona stal w drzwiach i patrzył jak wybierałam film. Postanowiłam, że obejrzymy jakiś horror. Andrzej podszedł do mnie i usiadł na kanapie patrząc się w telewizor na którym miałam włączoną zakładkę z horrorami.

- Nie będziesz mogła spać w nocy. -powiedział Andrzej i zaśmiał się
- Już się nie martw nie takie rzeczy się oglądało.
- Myślałem, że dziewczyny generalnie chcą oglądać komedie romantyczne. -Wrona powoli szedł w moją stronę
- Proszę cie bleee. Wpadają na siebie przez przypadek i od razu się zakochują. Ciągle się całują, kłócą, rzucają a na końcu i tak jest wielka miłość. Bujda.
- Wyjdź za mnie. Jeszcze nie trafiłem na dziewczynę która by tego nie lubiła. Oprócz Oli Karola ale ona się nie liczy bo zajęta.
- A gdzie pierścionek? Tak bez niczego to zapomnij -zaczęliśmy się śmiać- Dobra to co wybieramy?
- Zajazd pod duchem. Brzmi tak trochę śmiesznie. Ale można zobaczyć jak tam co tam. -zaproponował Andrzej

Włączyliśmy sobie film i usiedliśmy na kanapie. Dzięki ci Boże za rogówkę. Przynajmniej Andrzej miał miejsce. Niektóre momenty były śmieszne ale przy innych serce stawało w miejscu. Przy którejś takiej sytuacji Andrzej objął mnie ramieniem i wtuliłam się w niego. Później nawet nie wiem w którym momencie odpłynęłam w krainę Morfeusza. Obudziłam się kolejnego dnia w swoim łóżku, przebrana w koszulkę i spodenki. Zastanawiałam się co ja tutaj robię. Ostatnie co pamiętałam to był film. Kiedy tak leżałam jeszcze z zamkniętymi oczami bo kac morderca nie ma serca usłyszałam chrapanie. Wtedy moje oczy musiały wyglądać jak 5 zl bo zobaczyłam Andrzeja leżącego kolo mnie. Zastanawiam się czy miedzy nami do czegoś doszło. Boże. Kolejny raz w jednym łóżku z Andrzejem. To się musi skończyć bo może dojść do czegoś czego oboje będziemy żałować. Wiem, że w kraju to połowa dziewczyn chciałaby być na moim miejscu ale to się za szybko rozwija. Nie budziłam siatkarza, wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki żeby się chociaż troszkę ogarnąć. Wzięłam prysznic, ubrałam się na luzie, nawet się nie malowałam i wyszłam kierując się do kuchni. Tam wstawiłam ekspres i zrobiłam sobie kawę. Zaglądając do lodówki zastanawiałam się co mam zrobić na śniadanie. Postawiłam na jajecznice z szyneczka i do tego jakieś tam kanapki. Włączyłam sobie radio i smażyłam podśpiewując pod nosem. Ale kiedy leciała jedna z moim ulubionych piosenek musiałam trochę pośpiewać. Nawet nie zauważyłam kiedy też zaczęłam tańczyć. Nie moja wina ze piosenka jest rytmiczna.

- Takie poranki to ja mogę mieć zawsze. -odwróciłam się i zauważyłam Andrzeja stojącego bez koszulki w samych spodenkach i uśmiechającego się do mnie, już sobie wyobrażam jaka musiała być moja mina- Nie dziwie się, że Conte tak do ciebie poleciał na imprezie. Takie kocie ruchy przyciągają.
- Walnij się w głowę Wroniasty.
- Co takiego dobrego tam robisz?
- Jajecznice ale zastanowię się czy za swoje zachowanie dostaniesz.
- A kawę?
- Tego magicznego napoju na pewno nie dostaniesz.
- Ta kobieta to wcielone zło. -zaśmiał się Andrzej
- Ty się zastanów czy chcesz żebym pracowała w Bełchatowie.
- Chyba muszę to jeszcze raz przemyśleć.

Stal tak i się śmiał. Odwróciłam się od niego i robiłam dalej śniadanie kiedy poczułam jego ręce na tali i oddech na szyi. Odwróciłam się i usta Andrzeja powędrowały w stronę moich. Od razu strzeliłam mu po twarzy. Podniósł się zdziwiony. Patrzył, czekając na wyjaśnienie.


- Wczoraj mówiłaś coś innego. -Patrzył się na mnie z takim wyrzutem
- Słucham?!
- Wieczorem kiedy mnie zawołałaś do łóżka bo się balas, przytulając się do mnie powiedziałaś ze ci na mnie zależy. To postanowiłem działać.
- Andrzej ja byłam pijana.
- Po pijaku mówi się prawdę. A poza tym przypala ci się już.

Chwycił butelkę wody i wyszedł do pokoju. Ooo ktoś tu strzelił focha. Pan idealny dostał kosza. Wiedziałam, że stanie się coś złego. To się za szybko rozwijało. Wyrzuciłam jajecznice bo była spalona i zrobiłam nowa. Stałam tak robiąc ja i myślałam o tym co mi powiedział. Zastanawiałam się jak to jest możliwe. Wiem jest przystojny, ma super charakter. Nie powiem czasem gwiazduje ale dobry z niego chłopak. I obiecuje sobie ze nie pije przy nim już alkoholu. Zawsze coś muszę odwalić. Nałożyłam jajecznicy na talerze, przygotowałam resztę śniadania i ponosiłam do pokoju. Kiedy wszystko było już gotowe, z łazienki wyszedł Andrzej. Stał w dresach, bez koszulki, z mokrymi włosami które właśnie sobie wycierał ręcznikiem. Spojrzał się na mnie krzywo i poszedł do pokoju. Wrócił po chwili już ubrany. Odsunął krzesło i usiadł na przeciwko mnie. Czekała na niego kawa, chwycił ją i zaczął pić, patrząc mi się prosto w oczy. Czułam się nieswojo, ale przecież ja nic nie zrobiłam.

- Andrzej.
- Słucham.
- To co się stało. To nie może się powtórzyć. Jesteśmy znajomymi, nie psujmy tego jakimś głupim wybrykiem.
- Ale o czym ty mówisz. Nie było tematu.

Trochę się zdziwiłam ale okej. Przez pozostałą część śniadania już normalnie rozmawialiśmy. Potem ja wybrałam sobie jakieś rzeczy (było to bardzo trudne) bo będę w Bełchatowie 2 dni i to jeszcze rozmowa o prace. Kiedy doprowadziliśmy się do jakiegoś tam porządku ruszyliśmy w stronę samochodu. Myślałam, że Andrzej da mi poprowadzić ale nie. Sam musiał. Otworzyłam schowek żeby wybrać jakąś płytę, widzę ktoś ma taki sam gust jak ja. Zdecydowałam się jednak na radio bo nie będziemy słuchać jakiś takich smutasów. Zapieliśmy pasy i ruszyliśmy w drogę. 

wtorek, 20 stycznia 2015

3. Do Tebe tam.

Najpierw podeszłam do tej grupki i stanęłam obok. Ale gdy jego wzrok był wręcz błagalny zlitowałam się nad nim.

- Dobra drogie panie koniec tego dobrego. Dajcie Andrzejowi odpocząć.
- A ty co? Z choinki się urwałaś?
- Myślisz że stałam sobie tutaj bez powodu?
- Zresztą kim ty jesteś żeby mówić nam co mamy robić?
- ja pierdziele. Nie powinnyście mieć koloru blond na głowie? -podeszłam do Wrony i wywróciłam oczami- Potem na normalne kibicki wołają że są hotkami.
- Odezwała się ta co pewnie wzdycha do zdjęć i nic nie robi tylko wyobraża sobie co by było jakby z którymś była.
- Nie mierz każdego swoją miara.
- Widać że wskoczyłabyś od razu któremuś do łóżka.

Oo nie. Pomyślałam sobie że teraz to przegięła. Po prostu pociągnęłam Andrzeja za koszulkę i go pocałowałam. Ich miny bezcenne. Uśmiechnęłam się z wygraną na twarzy.

- Nie muszę sobie wyobrażać bo ja w porównaniu do was mam go na codzień.

Pociągnęłam go za sobą i ruszyliśmy do domu. Całą drogę naśmiewaliśmy się z tej sytuacji. Laski przez chwile stały zamurowane ale pewnie już poleciały pisać na jakiś portalach o nowym "związku" najprzystojniejszego siatkarza. Ideała każdej kobiety.

- O ja szkoda ze Igły tu nie było. To byłby materiał.-powiedział Andrzej
- Tylko wiesz za dużo sobie nie wyobrażaj. To było na pokaz.
- Jasne, jasne. Po prostu nie możesz się oprzeć.-zaśmiał się i puścił oczko
- Pff chciałbyś. -Wrona mruknął coś pod nosem, ale ja z moim słuchem go nie dosłyszałam- Co mówiłeś?
- Nic, nic. Tak czasem lubię pogadać z kimś inteligentnym.
- Halo. Jestem zaraz obok.
- Chciałabyś. Nie powinnaś mieć blond koloru na głowie?-Andrzej szedł i się szczerzył jakby milion wygrał
- Następnym razem będę stała i się patrzyła jak cierpisz gdy otaczają cie max. Hot17.
- Tez kiedyś byłaś 17.
- Ale nie latałam za siatkarzami. Zresztą teraz też nie latam.
- Ale zobacz jaki masz zaszczyt. One to dniami i nocami marzą żeby ze mną chociaż jedno słowo zamienić, a ty spędzisz ze mną cały weekend.-powiedział Andrzej i potknął się o krawężnik
- Sierota. Powiem ci żyć nie umierać. Aż chyba opchnę to na jakimś allegro czy coś.

Wchodząc do domu zobaczyłam że była 19:30. Ale nam ten czas zleciał. Andrzej rozlał wina do kieliszków, a ja przygotowałam kolacje. Wchodząc z nią do pokoju zauważyłam świeczki. Tak nastrojowo się zrobiło. Romantycznie. Jak na randce. Ale co to to nie. Nie powiem bo Andrzej jest przystojny i podoba mi się ale nie mogłabym z nim być chyba. Słyszałam jakim jest kobieciarzem. A po moim ostatnio związku mam dosyć takich facetów. Siedząc przy stole przypomniała mi się sytuacja z Mateuszem, a raczej Mattem. Był on moim byłym. I podobnie jadaliśmy kolacje. Stuknęliśmy się kieliszkami, wypiliśmy za nasze zdrowie i zajęliśmy się jedzeniem.

- O czym tak myślisz?- zapytał mnie Andrzej
- A nic. Tak wspominałam stare czasy.
- Myślałem że coś się stało.
- Przeważnie jadałam tak kolacje z moim byłym. Nie skończyło się to dobrze.
- Robił to co myślę?- widziałam, że Andrzej był tym zainteresowany
- Miał kogoś na boku? Żeby to chociaż jedna. W samej Rosji z 5 które znam.
- Nie rozumiem takich facetów. Skoro kogoś kochają to nie idą z kimś innym do łóżka.
- Żeby każdy tak myślał. Wystarczy że nadarzy się okazja i już się zapomina o tej najważniejszej osobie. -zrobiło się jakoś tak nieprzyjemnie, smutno- Ale miało być wesoło a nie. Opowiedz coś o sobie.
- I tak pewnie wiesz dużo. I to o wiele więcej niż ja o tobie.- Wrona siedział po drugiej stronie stołu i uśmiechał się do mnie.
- Ale pewnie połowa z tych rzeczy jest nieprawdziwa.
- Okej. Co chcesz wiedzieć? Uwielbiam Timberlake'a, wbrew temu co piszą na jednym portalu nie mam nikogo, uwielbiam zwierzęta, ale z racji wykonywanego zawodu nie mogę ich mieć. Jestem z Warszawy, uwielbiam spać i zawsze próbuje postawić na swoim, nawet jeśli nie mam racji.- Andrzej przedstawił mi w skrócie siebie
- Ojj to widzę będzie trudno.
- Czemu?
- Bo ja też zawsze mam racje.
- Jakoś się dogadamy. Powiem ci ze kolacja jest świetna.- widziałam, że mu smakowała bo wcinał.
- Co ty. Przecież to zwykła kaczka i do tego jakieś duperele.
- Ale mi smakuje. Dla ciebie zwykła a ja to tylko jajecznice umiem zrobić.-zaczęliśmy się śmiać z Andrzejem- To teraz ty o sobie coś opowiedz.
- Więc. Ja tez zawsze mam racje, słucham Justin'a, czekam kiedy zabiorą mi prawko, lubię siatkówkę, sama kiedyś grałam, lubię gotować ale bardziej piec i oczywiście kocham fizjoterapie.
- No tak. Możesz sobie bez żadnego problemu pomacać chłopaków.
- Głupek. Ja powiem trenerowi że ty to zawsze udajesz. I ma cię do mnie nie przysyłać.
- W życiu. Zobaczysz jak będę miał dużo do masowania. A tak wracając do tematu czemu mieliby ci zabrać prawko?
- Bo jeżdżę szybko i generalnie aż jestem zdziwiona ze mnie jeszcze nie złapali. A jak to zrobili to wiadomo piękne oczy i uśmiech.
- Demon prędkości. Ja to już też mam tam parę punkcików to tez muszę uważać.-zaśmiał się Andrzej
- Ooo proszę bardzo. Gdzie to się spieszyło?
- A z Karolem jak na reprezentacje jechaliśmy to wiesz zawsze jakoś tak trzeba było się spieszyć bo dziwnym trafem wiecznie byliśmy spóźnieni.
- Czemu mnie to nie dziwi.
- Karol zawsze się tak żegnał z Ola ze nigdy rano nie był do życia. Ja tam nie miałem z kim to trzymałem się dobrze wiec zawsze ja prowadziłem. Zresztą ostatnio miał pożyczone auto Oli bo ona swoje rozwaliła to tez jeździł ze mną.
- Kocha ją bezgranicznie skoro dał jej swoje auto. Ja mojego nie daje. A byleś na Justin'e co nie? Bo cię widziałam.
- Byłaś na Justin'e?! To nie możliwe nie przeoczyłbym takiej piękności.- Andrzej spojrzał się na mnie zdziwiony
- Widzisz dziadku chyba czas już kupić okulary.
- Dużo młodsza nie jesteś.

Kolacja minęła nam bardzo dobrze. Podzieliliśmy się i Andrzej powiedział że skoro on nie robił to zmywa a ja mam iść wybrać film. Nie powiem bo szumiało mi już lekko w głowie. Niestety głowy do wina nie mam. Słyszałam jak Andrzej nucił sobie jakąś piosenkę. Zrobiło mi się tak jakoś miło. Dawno nikogo nie miałam. W powietrzu unosił się zapach jego perfum które uwielbiam. Jak go dzisiaj całowałam wiadomo że to było na pokaz ale mogłabym tak zawsze. Pomimo tego że krotko się znamy to już czułam lekkie motylki. Andrzej był taki szarmancki, kiedy patrzył mi się w oczy rozpływałam się a jego uśmiech powodował ze sama byś się przed nim rozebrała. A kiedy stanął w drzwiach i się patrzył z tym uśmiechem na mnie pomyślałam że mogłaby z nim spędzić resztę życia.

~*~
No laseczki. Wiem. Zrobiłam źle. Ale wiecie, Trzeba było poprawić oceny, kompa się jakoś tak nie otwierało bo nie było czasu. A wieczorem byłam już tak padnięta, że myślałam tylko o łóżku. Za jakiekolwiek błędy przepraszam. Jak widzicie ktoś tu zaczął coś czuć do chłopaka. Jak się to rozwinie zobaczycie niedługo. No i dziękuje za tak dużo wejść. :) Do następnego <3
Czytasz=Komentujesz ;3

piątek, 26 grudnia 2014

2. Odnawiam dusze

Rano usłyszałam jak ktoś idzie do kuchni. Otworzyłam oczy i ujrzałam Karola stojącego nad nami i robiącego nam zdjęcie. Wtedy zobaczyłam ze Andrzej mnie obejmuje. Wyślizgnęłam się z łózka i stanęłam przed Karolem.

- Zakochana para. (Kłos)
- Kłos masz 3 sekundy. Bo jak ci przywalę to zobaczysz.
- Nie strasz, nie strasz. Jak wy słodko wyglądaliście. (Kłos)
- Debile wszędzie. Powiedzcie mi czy w Skrze gra ktoś normalny? Bo raczej nie.
- Niestety nie. Bełchatów to jest psychiatryk, nic tylko oddziały otwierać. - zaczęliśmy się śmiać, ale po chwili się opanowaliśmy bo zapomnieliśmy o Andrzeju, ten obudził się i patrzył się na nas jak na idiotów. W sumie żadna nowość - kawy?
- Ja poproszę. (Wrona)
- To sobie wstań i zrób. (Kłos)
- Ej. A Izi zrobisz? (Wrona)
- Tak. Ona jest gościem. (Kłos)
- Nie musisz Karol. Ja już się zbieram.
- Słucham? Nie ma takiej opcji. Nie zjadłaś śniadania, nie wypiłaś kawy. Nie wypuszczę cie nawet z domu. (Ola)
- Ola nawet ty nie po mojej stronie.
- A poza tym jest dopiero 12. (Kłos)
- Dopiero... jasne. Jucz, chyba. Wiecie co to ja was zapraszam za tydzień do mnie.
- Ja tez mam się czuć zaproszony? (Wrona)
- Jak już musisz to możesz przyjechać.
- Czuję się urażony. (Wrona)
- Nie no żartuje. Zapraszam

Pomogłam Oli zrobić śniadanie. Jak wrócę do domu to muszę poszukać sobie tej pracy. Nie mogę wiecznie siedzieć na utrzymaniu rodziców. Posiedzieliśmy, pośmialiśmy się i czas było się zbierać. Pożegnałam wszystkich i przypomniałam że widzimy się za tydzień u mnie. Mieli przyjechać w piątek, bo chłopaki grają mecz w niedziele. Ciężkie życie sportowca. Ale my sobie z Olą będziemy mogły wypić. Włączyłam sobie moja ulubiona płytę Timberlake'a i ruszyłam w drogę. Po 40 min byłam na miejscu. Tydzień minął mi bardzo szybko i nim się zorientowałam był piątek. W tygodniu chodziłam na różne rozmowy w sprawie pracy ale nie było odzewu. Słyszałam, że jak jestem po fizjoterapii to za biurko się nie nadaje. Zrobiłam zakupy bo wiadomo trzeba ich poczęstować czymś do jedzenia, zajęłam się pichceniem kiedy usłyszałam dzwonek. Spojrzałam na zegarek. Jak byk wyświetlała mi się godzina 17:30 Umyłam ręce i podeszłam do drzwi. Gości spodziewałam się dopiero około godziny 20. Otworzyłam a moim oczom ukazał się nikt inny jak Andrzej Wrona z bukietem kwiatów i winem.

- Proszę bardzo to dla ciebie. (Wrona)
- Dziękuje a jeśli mogę spytać co ty tak wcześnie?
- Miałem parę spraw do załatwienia to postanowiłem wpaść. Przy okazji wiosze dobre nowiny. A to nawet dwie. I jedna złą tylko zależy dla kogo. (Wrona)

Wpuściłam Endrju do środka, wskazałam mu kanapę żeby usiadł a sama poszam poszukać jakiegoś wazonu. Nie będę mówiła żebym wyglądała świetnie gdyż byłam w dresie i włosy miałam związane w luźnego koka. No i najgorsze zero makijażu.

- Wroniks możesz przyjść do barku bo generalnie muszę dokończyć kolacje, a żebyś tak sam siedział to nie wypada.
- Pewnie. Rozlać wina? (Wrona)
- Kurwa.
- Co się stało? (Wrona)
- Zapomniałam kupić najważniejszej rzeczy.
- Jakiej? Zaraz skocze do sklepu. (Wrona)
- Wina pewnie. Nie wiem co pije Ola.
- A propo Oli. -przerwał nam dźwięk mojego telefonu, spojrzałam się na Wrone, a ten kiwnął ręką- Odbierz.
- O wilku mowa -powiedziałam patrząc że dzwoni Blondyna.- Właśnie o tobie rozmawialiśmy.
- Słuchaj jest mały problem, nie wiem czy Andrzej już ci powiedział, ale nie będziemy mogli do ciebie przyjechać. Może w przyszły weekend. Moja babcia trafiła to szpitala, no i wiesz trzeba przy niej posiedzieć. Sama rozumiesz. (Ola)
- Pewnie. Spotkamy się na kawce czy coś. Nie ma sprawy. Zdrowia babci i wszystkiego dobrego.
- Dziękuję. Miłego wieczoru z naszym amantem - Wrona. (Ola)
- Na razie. -spojrzałam się na Wronkę który siedzi ucieszony jakby się dowiedział że właśnie wygrał milion- To cóż. Jesteśmy skazani na siebie. A wiec to jest ta zła sprawa tak?
- Dokładnie. Ola zadzwoniła do mnie jak wjeżdżałem do Łodzi. Tylko wiesz zależy dla kogo zła. Ja nie narzekam (Wrona)
- Okej. Zostajemy robimy sobie kolacje i oglądamy jakieś filmy, gadamy czy idziemy gdzieś.?
- Pomogę ci zrobić kolacje, podjadę teraz po to wino. (Wrona)
- Wroniasty a te dwie rzeczy co były dobre?
- A rozmawiałem z Piechockim i już na 60% jesteś naszym fizjoterapeutą. A druga ze w niedziele jedziesz ze mną na mecz bo gramy. Jutro pojedziemy, bo trening. Kimniemy się u Kłosiątek bo ich i tak nie ma. Karol wziął wolne i pojechali tam w jej rodzinne strony. Także chata wolna. (Wrona)
- A może takie czy masz czas? Czy zechciałabyś jechać a nie od razu.
- I tak wiem że nie oprzesz się mojemu urokowi. A poza tym to był pomysł Oli i Karola. (Wrona)
- Uważaj na słowa bo będziesz spał na balkonie.
- Już nie strasz. (Wrona)
- Ej a jedno nam nie starczy?
- Chcemy miło spędzić czas to myślisz że jedna butelka starczy? (Wrona)
- Czy ty chcesz mnie upić?
- Nie. W ogóle. Wiesz dzisiaj mogę wypić, bo jutro to już oczyszczenie. (Wrona)

- A taka mała sprawa. Skoro ty jesteś samochodem i jedziemy twoim to jak ja wrócę?
- Skoro cie zabieram to i odwiozę. Zobaczysz demona prędkości. (Wrona)
- Zobaczymy kto tu jest demonem prędkości.

Dałam Andrzejowi pieniądze ale ten ich nie wziął i poszedł do sklepu. Daleko nie miałam bo przejść aż na druga stronę. Postanowiłam się ubrać tylko tak bardziej na luzie a nie w dresie. Gdy byłam już ogarnięta, kolacja była tylko do przygotowania, a Endrju nie było już 30 min postanowiłam po niego wyjść. Minęłam tylko blok i od razu zauważyłam grupę dziewczyn oblegającą Andrzeja. Zaczęłam się śmiać do siebie bo mina Wrony kiedy mnie zauważył była wystarczającą żeby wkroczyć do akcji. Musiałam tylko obmyślić jak to zrobić. Udać wkurzona czy wielce zakochana...


~*~
Witam was z kolejnym rozdziałem :) Tak jak pisała E.Lizz poprawiłam się. Powiem ci, że rozdziały mam zapisane w office i tam to się robi automatycznie a mi pokazuje, że - :) Ale poprawiam się, każda rzecz jaka wam się nie podoba piszcie, postaram się poprawić. Na prawdę motywujące sa wasze komentarze. Kiedy weszłam dzisiaj na bloggera i zobaczylam prawie 1000 wyświetleń to był najlepszy prezent na święta. Własnie jak wam mija ten wolny czas spędzony z rodziną? Jak prezenty? Bo ja dostałam tyle słodyczy, że w życiu tego nie zjem :) 

sobota, 13 grudnia 2014

1. Can't stop.

Po skończeniu magisterki z fizjoterapii niezmiernie cieszyłam się z tego że wybrałam się na ten kierunek. Bardzo podobały mi się te studia. Byłam jedynaczka, a moi rodzice mieli własną firmę. Nie miałam wszystkiego co chciałam. Zawsze musiałam sobie na to zapracować. Zaczęłam szukać jakieś pracy. Siedząc sama na lunchu, szukając w telefonie jakiś ogłoszeń gdzie nie potrzebowali by jakiegoś fizjoterapeuty dosiadła się do mnie jakaś blondynka. Była w okolicach mojego wieku. Usiadła, uśmiechnęła się i zaczęłyśmy rozmawiać. Tak poznałam Ole. Także skończyła studia ale inny kierunek. Miała narzeczonego i tak jak myślałam była w moim wieku. Wymieniłyśmy się numerami i każda poszła w swoją stronę. Miałam nadzieje że się odezwie, wiec pewnie wiecie jakie było moje zdziwienie kiedy wieczorem dostałam sms z zapytaniem kiedy i gdzie idziemy na spotkanie. Wydawała mi się sympatyczna wiec postanowiłam się z nią umówić. Tak się złożyło ze obu nam pasowało w sobotę, także miałyśmy iść do jakiegoś klubu. Ja mieszkam w Łodzi a ona w Bełchatowie wiec postanowiłyśmy się spotkać u niej. Czas iść na zakupy bo moja lodówka zaczęła świecić pustkami. Szafa za to była do oddania, ponieważ dużo rzeczy na mnie wisiało. Jako ze był dzisiaj dzień wolny poszłam na jakieś zakupy. Na imprezę kupiłam sobie wybrany zestaw. Przeczuwałam że nie będziemy same. Nadszedł dzień imprezy. Wymalowałam się i ubrałam. Mam prawko to napisałam do Oli o adres. Wiadomo mi było ze stamtąd pojedziemy do klubu. Kiedy dojechałam zegarek wskazywał godzinę 21. Byłam pod danym adresem i wyszłam z auta. Rozglądałam się po osiedlu ale jakoś nie mogłam wypatrzeć Oli. Poczułam jak ktoś mnie klepie.
  • Macham ci i macham, a ty nic. (Ola)
  • Nie zauważyłam cie.
  • Jak ty ślicznie wyglądasz.! (Ola)
  • Ty tak samo. !
  • Dobra chodźmy bo ten mój to mnie już wyklęte ma że za długo w szafie siedziałam -uśmiechnęła się do mnie i zaczęła prowadzić w stronę jednej z klatek- Tak tylko wspomnę bo nie wiem czy ci mówiłam że mój chłopak jest siatkarzem i gra w Skrze. I ogólnie to zebraliśmy się całą drużyną z ich dziewczynami i będziemy w klubie.
  • Kurde mogłaś mi powiedzieć to bym się lepiej ubrała.
  • Proszę cię wyglądasz świetnie.! (Ola)

Aleksandra wbiła kod i weszłyśmy na klatkę. Mieszkała na I pietrze, jak to się śmiała bo jak Karol wraca z imprezy to przynajmniej nie ma daleko. Weszłyśmy do mieszkania, w którym już słychać było głosy i muzykę. Chciałam ściągnąć szpilki ale Ola powiedziała że mam się nie wygłupiać. Weszłyśmy do salonu i ujrzałam tam 6 chłopaków. Kłosa, Wrone, Uriarte, Conte, Włodarczyka i jakiegoś młodego, którego zbytnio nie kojarzyłam. Musiał być nowy.

  • Zamknąć się na chwile.-wydarła się Ola i nagle była cisza jak makiem zasiał, nikt się nie odezwał- To jest moja koleżanka Izabela.
  • Siemanko. (odezwał się chórek)
  • Miło poznać. (Conte)
  • Mi też Facu.
  • Wino, czysta czy drinka? (Karol)
  • Dziękuję, prowadzę.
  • Nie wygłupiaj się przecież możesz spać u nas. (Ola)
  • Co ty. Wrócę do domu.
  • Nie będziesz po nocach jeździć. Zostajesz i nie dyskutuj. Robię ci drinka.(Kłos)

No i wyszło że musiałam zostać. Wypiliśmy sobie po drinku, zawołaliśmy bardzo dużą taksówkę i pojechaliśmy na imprezę. Wchodząc do klubu już czułam że to będzie super. Wiadomo nie można się za dużo napić bo trzeba trzymać fason i kulturę. Podeszliśmy do ochroniarza który wpuścił nas do loży. Zauważyłam już dużą grupkę ludzi, pijąca i śmiejącą się. Nie powiem interesowałam się siatkówką. Sama kiedyś grałam także kojarzyłam większą część zawodników. Teraz tam czasem pojadę na jakiś mecz. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam kolo Oli i Andrzeja. Można było porozmawiać ale trzeba było do siebie krzyczeć. Postanowiłyśmy z dziewczynami iść zatańczyć. Chłopacy zostali przy stolikach bo jak to wiadomo. Siatkarze i taniec to nie jest zgrany duet. Puszczali niesamowite kawałki. Bawiłyśmy się świetnie i nie spieszyło się nam zbytnio do chłopaków. Poczułam jak ktoś łapie mnie za brzuch i tańczy blisko mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam Conte. Był już trochę wstawiony. Zaraz dołączyła reszta chłopaków i wszyscy bawiliśmy się razem. Generalnie jeden z nich nie pil. Jak na tak dużą grupę chłopaków dziewczyn było dosyć mało. Czyżby chłopacy nie chcieli się do nich przyznać. Z partnerkami byli tylko Wlazły, Winiarski, Włodarczyk i Kłos. Cala Skra wolna? Az niemożliwe. Piechocki. Przypomniało mi się. To na nim tak psy wieszali. Młody gniewny. Naprawdę polubiłam Dagmarę, Paulinę, Weronikę i Ole. Świetne babki. Impreza skończyła się około 4 rano. Wypiłam tylko jednego drinka, jakoś nie wchodził mi alkohol. Każdy wrócił do swojego mieszkania. Ja i Andrzej pojechaliśmy do Oli i Karola. Jak się później dowiedziałam w mieszkaniu Wrony było zalanie i ma teraz remont. A ze nie miał gdzie spać to pomieszkuje u nich. Ola chciała mnie położyć u nich w sypialni ale powiedziałam ze to jest ich pokój a ja położę się w dużym pokoju. Okazało się ze tam śpi Andrzej.

  • Ja się położę na podłodze. (Wrona)
  • Nie wygłupiaj się, ja się położę.
  • Nie ma takiej opcji. (Wrona)
  • Okej. To to pójdźmy na kompromis. To jest moja polowa łózka, a to twoja. Nie przekraczamy granicy. Nie jestem jakąś napaloną hotką.
  • Pewnie. Nawet tak nie pomyślałem.

Jako ze przyjechałam nieprzygotowana bo miałam zamiar wrócić nie miałam nic do spania. O bieliznę się nie martwiłam bo zawsze miałam ze sobą jakieś majtki. Dostałam od Andrzeja jakaś jego koszulkę, trochę się pośmialiśmy bo wyglądałam w niej jak w sukience. Ja z moim 175 prezentuje się nawet okej jak Andrzej stal koło mnie. Ale jego ciuchy były duże. Jakoś tak położyliśmy się do łózka ale spać mi się nie chciało. Słyszałam ze Andrzej tez nie śpi.

  • Spisz? (Wrona)
  • Nie.
  • A chcesz? (Wrona)
  • Właśnie nie mogę zasnąć.
  • Ja też. Pogadamy? (Wrona)
  • Możemy porozmawiać.
  • Gramy w pytania? (Wrona)
  • Dobra. Zaczynaj.
  • Ulubiony siatkarz Skry Bełchatów i dlaczego jestem to ja? (Wrona)
  • Hahahaha. Chciałbyś. Niestety muszę zniszczyć twoje marzenia. Jest nim Michał Winiarski.
  • A idol siatkarski? (Wrona)
  • Krzysiu Ignaczak.
  • Ej ale gramy bez zahamowań? (Wrona)
  • Możemy, tylko zależy czym dla ciebie jest bez zahamowań.
  • Masz kogoś? (Wrona)
  • Nie. Jestem sama.
  • A co byś zrobiła gdybym cię pocałował? (Wrona)
  • Powiedziałabym ci że czas przystopować z alkoholem.
  • Hehe. Czym się interesujesz? (Wrona)
  • Z tego co mi wiadomo to teraz moja kolej.
  • Ojj dobra. Udajmy ze tamto to było jedno pytanie. (Wrona)
  • Okej. Siatkówka o dziwo, śpiewam i skończyłam fizjoterapie.
  • Ooo dobrze masujesz. (Wrona)
  • Najlepiej. Musze sobie znaleźć jakieś miejsce do pracy.
  • Z fizjoterapii? (Wrona)
  • Tak.
  • Musze się spytać czy w Skrze nie potrzebujemy. Bo coś tam słyszałem ze ten nasz to ostatnio mówił o wolnym. Ale wiesz co najlepiej będzie jak ja sprawdzę czy się nadajesz. Zrobisz mi masaż może? (Wrona)
  • "Skromny, nieśmiały i miły chłopak. Boi się zagadać i poderwać jakaś dziewczynę ze strachu ze da mu kosza" gdzie jest ten chłopak?
  • Poszedł w niepamięć gdy nikogo nie mogłem sobie znaleźć. To co z tym masażem? (Wrona)
  • Andrzej jest 6 rano. Nie uważasz ze powinniśmy iść spać?
  • Tyle czasu już gadamy?! W doborowym towarzystwie czas szybko płynie. (Wrona)
  • Już się nie podlizuj. Idziemy spać. Dobranoc.
  • A jakiś buziaczek na dobranoc? -wysłałam mu buziaczka- Ejj ale coś lepszego
  • Na lepsze trzeba sobie zasłużyć.
  • Zapamiętam to sobie. (Wrona)


Każde odwróciło się w swoją stronę i poszliśmy spać.

                                      ~*~
Hejka. Rozdzial z opoznieniem poniewaz nie mialam wczoraj jak wstawic. Moze nie ma szalu ale spokojnie to sie wszystko dopiero rozkreca. Postanowilam zmienic tamten rozdzial jako 0, poniewaz jest on dopiero po jakims czasie. Jak na razie bede przedstawiala zdarzenia sprzed jakiegos czasu. Na prawde jesli czytacie zostawcie po sobie jakis slad bo to motywuje i to bardzo. 

wtorek, 9 grudnia 2014

0. I wanna cry and I wanna love But all my tears have been used up..

Jest inaczej. Zupełnie inaczej. Już nie czekam aż zadzwonisz i powiesz, że żałujesz. Że nadal jestem dla Ciebie najważniejsza. Już nawet nie pamiętam zapachu Twoich perfum i Twojego głosu. Nie płaczę po nocach i nie piszę do Ciebie żałosnych sms'ów z nadzieją, że odpiszesz. Czasami przechodząc obok ławki, na której siedzieliśmy na pierwszym spotkaniu, coś łapie mnie za gardło. Ale to już nie to samo. Nie potrzebuję Cię. Męczyłam się pół roku i dopiero teraz mogę to przyznać. Zrozumiałam, że to nic dla Ciebie nie znaczyło. Może byłam tą drugą. Może właśnie teraz mówisz innej, że nigdy nie spotkałeś kogoś takiego. Że kochasz ją najmocniej na świecie. Chociaż zawsze mówiłeś to mi. Nie wiem. I nigdy się nie dowiem. Znaczyłeś dla mnie cholernie wiele. Wiedziałeś o tym, a mimo to zabawiłeś się mną. Widziałeś miłość w moich oczach, a potem najzwyczajniej w świecie sprawiłeś że znalazły się w nich łzy. Właśnie dzisiaj uświadomiłam sobie, że nie warto płakać przez takich dupków jak ty, ale chyba już trochę za późno.. Jesteś dupkiem, ale cholernie pociągającym, nienawidzę Cię za to. Nie zapomniałam do dziś. Początkowo nie chciałam tego, nienawidziłam siebie za to. Chciałam to zniszczyć, zabić, pogrzebać, z czasem jednak przyzwyczaiłam się do niej. Ale to wcale nie znaczy, że przestała boleć. Najbardziej boli przed drobiazgi: gdy dobiegają mnie dźwięki piosenki, którą razem słuchaliśmy, gdy ktoś wymieni tytuł filmu, o którym rozmawialiśmy, gdy gdzieś usłyszę twoje imię, wciąż tak bliskie i ukochane. Siedzę pośród czterech ścian kompletnie sama. Twoja bluza którą zostawiłeś którejś nocy dalej u mnie leży. Nie mogę uwierzyć jak mogłam być taka głupia. Kiedy myślę o tym łzy zbierają mi się w kącikach oczu. Ciesze się że zakończyłam ten toksyczny związek. Przez pierwszy tydzień moją miłością były procenty i papierosy. Chociaż to drugie było nią zanim Cie spotkałam. Jako sportowiec nie lubiłeś papierosów, wiedziałeś że ja ich tak szybko nie rzucę. Izi. Wszyscy wiedza ze maja zakaz mówienia tak do mnie. On uwielbiał tak mowic.. On... Bardziej będziecie znali go jako Andrzeja Wrone. Przykładnego siatkarza i ideała każdej kobiety. Ja znam go z tej drugiej strony.