Czułam
się trochę dziwnie jadąc tak z Mattem. W końcu nie widzieliśmy
się trzy lata, a dużo nas łączyło. Nie rozmawialiśmy ze sobą.
Woleliśmy ciszę. Będąc w Łodzi, Matt podrzucił mnie do domu, a
sam pojechał załatwić swoje sprawy. Wyciągnęłam kartony i
zaczęłam się pakować. Rzeczy które nie były mi potrzebne od
razu wyrzuciłam. Było to moje mieszkanie więc postanowiłam je
wynająć. Wiadomo całe życie w Bełchatowie mieszkać nie będę.
Po około 4 godzinach byłam gotowa. Nie chciałam czekać na
Andersona i zaczęłam sama nosić kartony. Kiedy szłam z trzecim na
osiedle zajechał czarny samochód z Amerykaninem w środku.
Widziałam jego minę, czekało mnie kazanie jak nic.
- Czy ciebie Bóg opuścił??!! Przecież miałaś na mnie poczekać.
- Ej Anderson ty się hamuj z tą gadką. Parę ponosiłam i nic mi się nie stało więc.
- Więc. Ty zawsze musisz być uparta. Stoisz tutaj i czekaj. Resztę ja niosę.
- Ty się z choinki urwałeś?
- Cicho. Mam cię przywiązać czy sama będziesz stała w spokoju?
- Kolega się za bardzo nie rozkręca?
- Kiedyś ci się to podobało.
Widział jak na moją twarz wpłynął rumieniec. Z głupim uśmieszkiem wziął ode mnie klucze i poszedł nosić kartony. Niech tylko będzie trening. W głowie już obmyślałam plan zemsty. Kiedy byliśmy zapakowani mogliśmy ruszyć. Ja jechałam pierwsza, a Matt za mną. Kiedy była prosta, pusta droga przyśpieszyłam. Amerykanin został w tyle, ale nie na długo. Wygrałam jednak bo Matt za każdym razem nie mógł mnie wyprzedzić. Widać kto rządził w tym związku. Po 45 minutach dojechaliśmy do Bełchatowa. Ponosiliśmy (czytaj Anderson nosił) kartony i mogłam zacząć się rozpakowywać. Matt stał oparty o futryne i przyglądał mi się.
- Matt nie masz przypadkiem lepszych rzeczy do zrobienia?
- Patrze jak się zmieniłaś.
- O 20 u mnie.
- Czy ciebie Bóg opuścił??!! Przecież miałaś na mnie poczekać.
- Ej Anderson ty się hamuj z tą gadką. Parę ponosiłam i nic mi się nie stało więc.
- Więc. Ty zawsze musisz być uparta. Stoisz tutaj i czekaj. Resztę ja niosę.
- Ty się z choinki urwałeś?
- Cicho. Mam cię przywiązać czy sama będziesz stała w spokoju?
- Kolega się za bardzo nie rozkręca?
- Kiedyś ci się to podobało.
Widział jak na moją twarz wpłynął rumieniec. Z głupim uśmieszkiem wziął ode mnie klucze i poszedł nosić kartony. Niech tylko będzie trening. W głowie już obmyślałam plan zemsty. Kiedy byliśmy zapakowani mogliśmy ruszyć. Ja jechałam pierwsza, a Matt za mną. Kiedy była prosta, pusta droga przyśpieszyłam. Amerykanin został w tyle, ale nie na długo. Wygrałam jednak bo Matt za każdym razem nie mógł mnie wyprzedzić. Widać kto rządził w tym związku. Po 45 minutach dojechaliśmy do Bełchatowa. Ponosiliśmy (czytaj Anderson nosił) kartony i mogłam zacząć się rozpakowywać. Matt stał oparty o futryne i przyglądał mi się.
- Matt nie masz przypadkiem lepszych rzeczy do zrobienia?
- Patrze jak się zmieniłaś.
- O 20 u mnie.
-
Słucham?
- Wiem jakim jesteś mistrzem patelni. Także ty się rozpakowuj a ja idę coś upichcić.
- Nauczyłam się gotować. Jestem na pewno lepszą kucharką niż ty.
- Okej. Dzisiaj ja, jutro ty. Zobaczymy kto jest lepszy.
- Pamiętaj, że nasza relacja nie jest przyjacielska.
- No tak. Za niedługo będziemy przyjaciółmi ale z korzyściami.
- Będziemy trenerem i graczem. Pamiętaj o tym.
- Jeszcze trochę.
Wyszedł śmiejąc się pod nosem. Ja go kiedyś zabije. Zabrałam się za układanie rzeczy. Mieszkanie wynajęłam razem z wyposażeniem także nie musiałam martwić się o meble. Co prawda nie było ono w moim stylu ale nie będę nie wiadomo jak wymyślać. Zresztą i tak więcej mnie nie będzie niż będę ciągłe rozjazdy, treningi. Napisałam tylko sms do Oli, że wpadnę po rzeczy i wszystko ze mną w porządku. Zabrałam kluczyki z szafki i postanowiłam jechać po jakieś zakupy. W końcu samym światłem się nie najem. Kiedy przekręcałam kluczyk w drzwiach poczułam kogoś oddech na szyi. Wyczułam te specyficzne perfumy. Dalej używał takich samych.
- Anderson czy ty siedzisz pod drzwiami i słuchasz kiedy ja wychodzę?
- Wiem jakim jesteś mistrzem patelni. Także ty się rozpakowuj a ja idę coś upichcić.
- Nauczyłam się gotować. Jestem na pewno lepszą kucharką niż ty.
- Okej. Dzisiaj ja, jutro ty. Zobaczymy kto jest lepszy.
- Pamiętaj, że nasza relacja nie jest przyjacielska.
- No tak. Za niedługo będziemy przyjaciółmi ale z korzyściami.
- Będziemy trenerem i graczem. Pamiętaj o tym.
- Jeszcze trochę.
Wyszedł śmiejąc się pod nosem. Ja go kiedyś zabije. Zabrałam się za układanie rzeczy. Mieszkanie wynajęłam razem z wyposażeniem także nie musiałam martwić się o meble. Co prawda nie było ono w moim stylu ale nie będę nie wiadomo jak wymyślać. Zresztą i tak więcej mnie nie będzie niż będę ciągłe rozjazdy, treningi. Napisałam tylko sms do Oli, że wpadnę po rzeczy i wszystko ze mną w porządku. Zabrałam kluczyki z szafki i postanowiłam jechać po jakieś zakupy. W końcu samym światłem się nie najem. Kiedy przekręcałam kluczyk w drzwiach poczułam kogoś oddech na szyi. Wyczułam te specyficzne perfumy. Dalej używał takich samych.
- Anderson czy ty siedzisz pod drzwiami i słuchasz kiedy ja wychodzę?
-
Nie akurat jadę do sklepu. A ty dokąd sie wybierasz?
- Do Oli i po jakieś jedzenie.
- Widzisz jak się dobrze składa. Jedziemy moim.
- Nie nie nie. Ja jadę swoim, a ty swoim.
- Ale po co palić tyle paliwa?
- Na razie. -Zeszłam na dół ale wiadomo on ma dłuższe nogi to szybko mnie dogonił i stał już koło mojego samochodu. - Chyba śmieszny jesteś. Zapraszam na miejsce pasażera.
- Iza proszę cię. Jak ja będę wyglądał nie kierując?
- Zawsze zostaje ci jeszcze jazda swoim samochodem.
- Weź jak nas jakieś hotki zobaczą i potem na wszystkich stronach, że nie dość że rządzisz mną w pracy to i po niej.
- Dobra w takim razie do widzenia.
- Boże.
I wsiadł. Ten typ tak ma podyskutuje, ponarzeka a i tak zrobi to co mu się karze. Na początku skierowałam się w stronę mieszkania Kłosa. Anderson zadecydował, że zostanie w aucie. Nawet mi to nie przeszkadzało. Im mniej ludzi widzi nas razem tym lepiej. Zabrałam rzeczy, wręczyłam Oli mój nowy adres i kazałam wpaść jutro na powitalne przyjęcie. Kiedy wyszłam z klatki zauważyłam Matta siedzącego jak gdyby nigdy nic na miejscu kierowcy. Otworzyłam drzwi z drugiej strony i lekko się nachyliłam aby widzieć jego twarz.
- Przesiadaj się.
- Iza wsiadaj.
- Myślisz, że dam ci jechać moim dzidziusiem?
- Mogę kupić dziesięć takich jak ci rozwalę.
- Zabije cię kiedyś.
- I kto będzie najlepszym siatkarzem na świecie? Kto będzie cię tak denerwował jak ja? Kogo będziesz kochała mocniej niż mnie?
- Każdego.
- Do Oli i po jakieś jedzenie.
- Widzisz jak się dobrze składa. Jedziemy moim.
- Nie nie nie. Ja jadę swoim, a ty swoim.
- Ale po co palić tyle paliwa?
- Na razie. -Zeszłam na dół ale wiadomo on ma dłuższe nogi to szybko mnie dogonił i stał już koło mojego samochodu. - Chyba śmieszny jesteś. Zapraszam na miejsce pasażera.
- Iza proszę cię. Jak ja będę wyglądał nie kierując?
- Zawsze zostaje ci jeszcze jazda swoim samochodem.
- Weź jak nas jakieś hotki zobaczą i potem na wszystkich stronach, że nie dość że rządzisz mną w pracy to i po niej.
- Dobra w takim razie do widzenia.
- Boże.
I wsiadł. Ten typ tak ma podyskutuje, ponarzeka a i tak zrobi to co mu się karze. Na początku skierowałam się w stronę mieszkania Kłosa. Anderson zadecydował, że zostanie w aucie. Nawet mi to nie przeszkadzało. Im mniej ludzi widzi nas razem tym lepiej. Zabrałam rzeczy, wręczyłam Oli mój nowy adres i kazałam wpaść jutro na powitalne przyjęcie. Kiedy wyszłam z klatki zauważyłam Matta siedzącego jak gdyby nigdy nic na miejscu kierowcy. Otworzyłam drzwi z drugiej strony i lekko się nachyliłam aby widzieć jego twarz.
- Przesiadaj się.
- Iza wsiadaj.
- Myślisz, że dam ci jechać moim dzidziusiem?
- Mogę kupić dziesięć takich jak ci rozwalę.
- Zabije cię kiedyś.
- I kto będzie najlepszym siatkarzem na świecie? Kto będzie cię tak denerwował jak ja? Kogo będziesz kochała mocniej niż mnie?
- Każdego.
Wsiadłam i nic się nie odzywałam. Zresztą Matt też nie był skory do rozmowy. Widziałam jego minę. Był zdenerwowany. Ale niech sobie nie myśli, że przyleci i ja go od razu będę kochać. To że sobie z nim poflirtuje czy porozmawiam nie robi z nas już zakochanych. Pojechaliśmy pod Tesco.
- Idziemy razem czy obrażony dalej jesteś?
- A ty w ogóle możesz się ze mną pokazać gdzieś? Taka wiocha wyjść z Andersonem na miasto.
- Możesz przestać być złośliwy?
- Ależ oczywiście Pani trener.
Odwróciłam się na pięcie i weszłam do sklepu. Nie patrzyłam czy ten idiota idzie za mną. Mało mnie to interesowało. Wzięłam koszyk i robiłam zakupy. Wrzucałam potrzebne rzeczy i nawet nie zorientowałam się jak minęła godzina. Stałam akurat na dziale ze słodyczami i sięgałam po ciastka ale nie mogłam ich dosięgnąć. Pomimo 175cm wzrostu. Nagle ciastka wylądowały w moich rękach.
- Trzeba było stać za wzrostem.
- Wolałam stać za rozumem. Bo tobie to chyba przed nosem drzwi zamknęli.
- Za urodą to chyba tobie.
- Dobrze że Swietłana była piękna.
Przegrał. Może zapomnieć o moim byciu miłą. Odeszłam od niego. Teraz nie interesował mnie w ogóle. Po drodze do kasy chwyciłam jeszcze swoją ulubioną czekoladę. Wyszłam ze sklepu, zapanowałam zakupy i odjechałam. Bez Andersona. Bez problemu.
~*~
Przepraszam za taki długi okres oczekiwania ale nie miałam internetu. Wasze blogi postaram się nadrobić jak najszybciej :)
Ale jest tego jeden plus. Piszę już 16 rozdział :)