piątek, 14 sierpnia 2015

13. Czuję puls.

Czułam się trochę dziwnie jadąc tak z Mattem. W końcu nie widzieliśmy się trzy lata, a dużo nas łączyło. Nie rozmawialiśmy ze sobą. Woleliśmy ciszę. Będąc w Łodzi, Matt podrzucił mnie do domu, a sam pojechał załatwić swoje sprawy. Wyciągnęłam kartony i zaczęłam się pakować. Rzeczy które nie były mi potrzebne od razu wyrzuciłam. Było to moje mieszkanie więc postanowiłam je wynająć. Wiadomo całe życie w Bełchatowie mieszkać nie będę. Po około 4 godzinach byłam gotowa. Nie chciałam czekać na Andersona i zaczęłam sama nosić kartony. Kiedy szłam z trzecim na osiedle zajechał czarny samochód z Amerykaninem w środku. Widziałam jego minę, czekało mnie kazanie jak nic.

- Czy ciebie Bóg opuścił??!! Przecież miałaś na mnie poczekać.
- Ej Anderson ty się hamuj z tą gadką. Parę ponosiłam i nic mi się nie stało więc.
- Więc. Ty zawsze musisz być uparta. Stoisz tutaj i czekaj. Resztę ja niosę.
- Ty się z choinki urwałeś?
- Cicho. Mam cię przywiązać czy sama będziesz stała w spokoju?
- Kolega się za bardzo nie rozkręca?
- Kiedyś ci się to podobało.

Widział jak na moją twarz wpłynął rumieniec. Z głupim uśmieszkiem wziął ode mnie klucze i poszedł nosić kartony. Niech tylko będzie trening. W głowie już obmyślałam plan zemsty. Kiedy byliśmy zapakowani mogliśmy ruszyć. Ja jechałam pierwsza, a Matt za mną. Kiedy była prosta, pusta droga przyśpieszyłam. Amerykanin został w tyle, ale nie na długo. Wygrałam jednak bo Matt za każdym razem nie mógł mnie wyprzedzić. Widać kto rządził w tym związku. Po 45 minutach dojechaliśmy do Bełchatowa. Ponosiliśmy (czytaj Anderson nosił) kartony i mogłam zacząć się rozpakowywać. Matt stał oparty o futryne i przyglądał mi się.

- Matt nie masz przypadkiem lepszych rzeczy do zrobienia?
- Patrze jak się zmieniłaś.
- O 20 u mnie.
- Słucham?
- Wiem jakim jesteś mistrzem patelni. Także ty się rozpakowuj a ja idę coś upichcić.
- Nauczyłam się gotować. Jestem na pewno lepszą kucharką niż ty.
- Okej. Dzisiaj ja, jutro ty. Zobaczymy kto jest lepszy.
- Pamiętaj, że nasza relacja nie jest przyjacielska.
- No tak. Za niedługo będziemy przyjaciółmi ale z korzyściami.
- Będziemy trenerem i graczem. Pamiętaj o tym.
- Jeszcze trochę.

Wyszedł śmiejąc się pod nosem. Ja go kiedyś zabije. Zabrałam się za układanie rzeczy. Mieszkanie wynajęłam razem z wyposażeniem także nie musiałam martwić się o meble. Co prawda nie było ono w moim stylu ale nie będę nie wiadomo jak wymyślać. Zresztą i tak więcej mnie nie będzie niż będę ciągłe rozjazdy, treningi. Napisałam tylko sms do Oli, że wpadnę po rzeczy i wszystko ze mną w porządku. Zabrałam kluczyki z szafki i postanowiłam jechać po jakieś zakupy. W końcu samym światłem się nie najem. Kiedy przekręcałam kluczyk w drzwiach poczułam kogoś oddech na szyi. Wyczułam te specyficzne perfumy. Dalej używał takich samych.

- Anderson czy ty siedzisz pod drzwiami i słuchasz kiedy ja wychodzę?
- Nie akurat jadę do sklepu. A ty dokąd sie wybierasz?
- Do Oli i po jakieś jedzenie.
- Widzisz jak się dobrze składa. Jedziemy moim.
- Nie nie nie. Ja jadę swoim, a ty swoim.
- Ale po co palić tyle paliwa?
- Na razie. -Zeszłam na dół ale wiadomo on ma dłuższe nogi to szybko mnie dogonił i stał już koło mojego samochodu. - Chyba śmieszny jesteś. Zapraszam na miejsce pasażera.
- Iza proszę cię. Jak ja będę wyglądał nie kierując?
- Zawsze zostaje ci jeszcze jazda swoim samochodem.
- Weź jak nas jakieś hotki zobaczą i potem na wszystkich stronach, że nie dość że rządzisz mną w pracy to i po niej.
- Dobra w takim razie do widzenia.
- Boże.

I wsiadł. Ten typ tak ma podyskutuje, ponarzeka a i tak zrobi to co mu się karze. Na początku skierowałam się w stronę mieszkania Kłosa. Anderson zadecydował, że zostanie w aucie. Nawet mi to nie przeszkadzało. Im mniej ludzi widzi nas razem tym lepiej. Zabrałam rzeczy, wręczyłam Oli mój nowy adres i kazałam wpaść jutro na powitalne przyjęcie. Kiedy wyszłam z klatki zauważyłam Matta siedzącego jak gdyby nigdy nic na miejscu kierowcy. Otworzyłam drzwi z drugiej strony i lekko się nachyliłam aby widzieć jego twarz.

- Przesiadaj się.
- Iza wsiadaj.
- Myślisz, że dam ci jechać moim dzidziusiem?
- Mogę kupić dziesięć takich jak ci rozwalę.
- Zabije cię kiedyś.
- I kto będzie najlepszym siatkarzem na świecie? Kto będzie cię tak denerwował jak ja? Kogo będziesz kochała mocniej niż mnie?
- Każdego.

Wsiadłam i nic się nie odzywałam. Zresztą Matt też nie był skory do rozmowy. Widziałam jego minę. Był zdenerwowany. Ale niech sobie nie myśli, że przyleci i ja go od razu będę kochać. To że sobie z nim poflirtuje czy porozmawiam nie robi z nas już zakochanych. Pojechaliśmy pod Tesco.

- Idziemy razem czy obrażony dalej jesteś?
- A ty w ogóle możesz się ze mną pokazać gdzieś? Taka wiocha wyjść z Andersonem na miasto.
- Możesz przestać być złośliwy?
- Ależ oczywiście Pani trener.

Odwróciłam się na pięcie i weszłam do sklepu. Nie patrzyłam czy ten idiota idzie za mną. Mało mnie to interesowało. Wzięłam koszyk i robiłam zakupy. Wrzucałam potrzebne rzeczy i nawet nie zorientowałam się jak minęła godzina. Stałam akurat na dziale ze słodyczami i sięgałam po ciastka ale nie mogłam ich dosięgnąć. Pomimo 175cm wzrostu. Nagle ciastka wylądowały w moich rękach.

- Trzeba było stać za wzrostem.
- Wolałam stać za rozumem. Bo tobie to chyba przed nosem drzwi zamknęli.
- Za urodą to chyba tobie.
- Dobrze że Swietłana była piękna.

Przegrał. Może zapomnieć o moim byciu miłą. Odeszłam od niego. Teraz nie interesował mnie w ogóle. Po drodze do kasy chwyciłam jeszcze swoją ulubioną czekoladę. Wyszłam ze sklepu, zapanowałam zakupy i odjechałam. Bez Andersona. Bez problemu.
~*~ 
Przepraszam za taki długi okres oczekiwania ale nie miałam internetu. Wasze blogi postaram się nadrobić jak najszybciej :) 
Ale jest tego jeden plus. Piszę już 16 rozdział :) 



wtorek, 21 lipca 2015

12. Lean on.

        Przede mną usiadł we własnej osobie Matt Anderson. Ten chłopak to ma wyczucie czasu. Nie odzywałam się nic do niego. Tak jakbyśmy się nie znali.

- A więc Pani Trener co Panią tu sprowadza.
- Ciebie nie powinno to interesować.
- A ty co taka kąśliwa? Czyżby kłótnia z nowym boyfriendem?
- Anderson czy ty chcesz dostać po mordzie?
- A ty wiesz, że trener raczej się tak do zawodników nie zwraca?
- Graczy jak już. Poza tym czy ktoś ci każe ze mną rozmawiać?
- Bądź tu człowieku miły.
- Nikt ci nie kazał tego robić.
- Iza ja chce zatopić ten topór wojenny. Nie mam zamiaru się już z tobą kłócić. -co chwile odrzucałam połączenia od Oli, Karola i Andrzeja- Odbierz.
- Nie mam ochoty z nimi rozmawiać.
- Widzę dzisiaj wszystko na nie.
- Dobra nie chcesz ty wyjść to ja wyjdę.
- Izabella. Opanuj się. To było kiedyś. Teraz jestem innym facetem.
- Facet nigdy się nie zmienia.
- Są wyjątki. Poza tym wiem, że masz dzisiaj oglądać mieszkania. Może zrobimy to razem?
- A co jeśli odmówię?
- Nie znam słowa nie.
- Zauważyłam.

        Wyszliśmy z Amerykaninem z kawiarni i wsiadłam do jego samochodu. Oboje nie znaliśmy Bełchatowa także włączyliśmy GPS i skierowaliśmy się pod pierwszy adres. Dopiero za trzecim razem mieszkanie mi się podobało. Matt dziwnie mnie do niego namawiał. Było ono dwupokojowe, niezbyt duże ale co mi samej do szczęścia potrzeba. Podpisałam umowę z właścicielem i oficjalnie kogę tutaj mieszkać. Wyszliśmy z niego i dostałam klucze którymi mogłam zamknąć drzwi.
        Pożegnaliśmy się z Panem Zdzisiem i wtedy usłyszałam jak Matt obraca klucze w drzwiach. Tylko nie to.

- To co sąsiadko zapraszam na herbatkę.
- Ale jak to. -jeszcze na dodatek kiedy wchodziliśmy do mieszkania usłyszałam jak ktoś idzie po klatce i rozmawia przez telefon- No chyba sobie ze mnie jaja robicie.

        Zaraz koło mnie pojawił się Andrzej. Jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Weszłam szybko do mieszkania Matta nie zwracając więcej uwagi na Wronę. Mieszkanie Andersona wyglądało jak typowe lokum faceta. Szaro buro, wszędzie ciuchy.

- Co? Nie to co nasze mieszkanie w Kazaniu?
- Nigdy nie będziesz miał tak dobrze.
- Wiem właśnie i to mnie najbardziej boli.
- Matt trzeba było tego nie spierdolić. Bardzo dobrze wiesz, że nasze rozstanie to była twoja wina. Powiedz mi jak już tak sobie wypominamy dlaczego?
- Sam nie wiem. Po stracie dziecka oboje byliśmy inni. Nie radziłem sobie z tym, że nie mogę tobie pomóc. A ona pojawiła się nagle i samo tak wyszło. Szukałem kontaktu z tobą przez tez trzy lata ale sama nie chciałaś mnie znać.
- Nikt by nie chciał.
- Iza. Chciałbym, żeby między nami było tak jak kiedyś.
- Matt nigdy już tak nie będzie.
- Ja i tak będę walczył.

        Wiedziałam do czego zdolny jest Matt i wiem że nie są to słowa rzucone na wiatr.

- Mati mógłbyś mi sprawdzić połączenia do Łodzi?
- A po co ci?
- Wiesz muszę przewieźć swoje rzeczy do nowego mieszkania, a przyjechałam tutaj z Andrzejem.
- Ale nie ma problemu ja dzisiaj nic nie robię.
- I co w związku z tym? 
- Ja cię zawiozę.
- Chyba cię bóg opuścił.
- No ale dlaczego. Przyjedziemy na dwa auta. Wątpię abyś zabrała się sama z tyloma rzeczami.
- Dałabym sobie radę.
- Tak. Kobieta niezależna. Nikt nie może jej pomagać.
- Ty się nie mądruj.
- A jeśli mogę spytać dlaczego nie jedziesz z Andrzejem?
- Pokłóciliśmy się. Właśnie możesz mi powiedzieć pod jakim numerem on mieszka? 

- Pod 10.
- Zaraz wracam.

        Wyszłam z mieszkania siatkarza i skierowałam się do drugiego. Zapukałam. Serce biło mi jak oszalałe. Kiedy nikt mi nie otwierał powoli zaczęłam schodzić na dół. Wtedy w drzwiach pojawił się Andrzej. Weszłam z powrotem na górę i stanęłam na przeciwko siatkarza. Byłam zdziwiona, że mnie nie wpuścił.

- Przepraszam. Możemy porozmawiać?
- Mów.
- Okej. Nie powinnam tak wybuchnąć. To jest moje przewrażliwienie. Zresztą ty też takie masz na pewno.
- Spoko, nic się nie stało.
- Coś się stało? 


        Widziałam, że siatkarz jest nerwowy. Nagle powód jego rozkojarzenia wyszedł na korytarz. Blond cizia, w niebotycznie wysokich szpilkach na wpół rozpiętą koszulą.

- Andrzejku długo jeszcze?
- Już idę. Poradzisz sobie jakoś z tą przeprowadzką?
- Jasne. Nie przejmuj się. Na razie.

        Zbiegłam po schodach, trzaskając drzwiami Andersona. Chłopak stał z zdziwioną miną. Chwyciłam jego kluczyki do samochodu. W sumie naszego wspólnego, kupiliśmy go razem. Matt pojawił się w nim chwile po mnie. Kiedy byliśmy już oboje, chłopak wygonił mnie z miejsca kierowcy i kazał usiąść obok. Po chwili odjechaliśmy z piskiem opon. Anderson puścił jakąś płytę, ale nie podobała mi się ona. Musiałam zmienić na coś szybszego. Wybór padł na Majora Lazera. Tak więc jechałam właśnie z moim byłym narzeczonym, aktualnym sąsiadem do starego domu, ponieważ Andrzejowi zachciało się tego czego ja mu nie chciałam dać. Przecież z tego można zrobić telenowele.

~*~
A więc mamy i kolejny :) 
Dziękuje za te komentarze pod rozdziałem i za 20 000 wejść :*
Jesteście niesamowici <3

środa, 8 lipca 2015

11. Bądź dużym chłopcem i przestań do mnie słać pytania.

~Perspektywa Izabelli~

Kiedy wyjaśniono mi co się stało myślałam, że sama pójdę i poprawie Helenie. Sprawa została wyjaśniona na niekorzyść siatkarki, która po usłyszeniu opinii jaką sobie wyrobiła - wyszła. Na zegarku była godzina 5 rano. Nawet nie wiadomo kiedy ten czas minął. Siatkarze wraz z partnerkami zebrali się i wyszli. Zostałam tylko ja, Ola, Patrycja, Andrzej, Karol, Włodi, Facu i Anderson. Oddałam bluzę Mattowi i zaczęłam pomagać Aleksandrze w sprzątaniu. Chwilę potem dom lśnił czystością. Pożegnałam się ze wszystkimi i udałam się z Patrycją do samochodu. Ni z gruszki ni z pietruszki znalazł się koło nas Andrzej. Spojrzałam się zdziwiona na niego, a ten wskazał na siedzącą w jego aucie Patrycje. Nawet nie wiem kiedy ona się tam znalazła.



- Zaprosiła mnie bo u Oli śpi cała reszta.

- Jakoś nic mi nie mówiła. 

- Ojj ja wiem, że chcesz abym był. 

- Wrona weź sobie tak nie schlebiaj.



Siatkarz tylko się uśmiechnął i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Jakoś ostatnim razem nie zwróciłam uwagi na wnętrze jego samochodu. Przy kluczykach miał znaczek Legii Warszawa, fotele były w czarnej skórze z czerwonymi dodatkami. Samochód był zadbany. Widać, że oczko w głowie Andrzeja. Pojechaliśmy jego samochodem bo on i tak nie pił, a jak już to bardzo mało. Był skupiony na jeździe. Patrycja zasnęła z tyłu, a ja siedziałam i patrzyłam się na siatkarza.



- Co mi się tak przyglądasz?

- A co nie moge? 

- Możesz, możesz. Dlaczego ty jesteś taka odważna jak pijesz alkohol?

- Bo wiem, że nie będę potem tego pamiętać. A dasz mi się kiedyś nim przejechać? 

- W życiu. Moim dzieciaczkiem?

- Noo mi nie dasz? Andrzej....

- Swój masz też dobry.

- Ale no wiesz. Jeżeli dasz mi się przejechać to nie będziesz musiał biec tych 20 kółeczek więcej.

- Kusząca propozycja aczkolwiek aż tak cię nie kocham, żeby dać ci mojego dzidziusia. 

- W ogóle mnie nie kochasz to nie mamy o czym rozmawiać. 



W tym momencie zatrzymaliśmy się pod blokiem Patrycji. Próbowałam obudzić dziewczynę, niestety bez powodzenia. Andrzej widząc, że fizjoterapeutka nie chce się obudzić wziął ją na ręce. Na szczęście dziewczyna była lekka. Była godzina 6 rano, ludzie wychodzili do pracy i patrzyli się na nas jak na debili. No cóż takie życie. Weszliśmy do mieszkania. Było małe ale przytulne. Dwupokojowe, urządzone w bieli. Siatkarz zaniósł Patrycje do sypialni i wrócił do mnie. Oboje ledwo patrzeliśmy już na oczy. 



- Znowu śpimy razem. -Zaśmiał się Andrzej- Coś nas do siebie ciągnie. 

- Dlaczego?
 Przecież ja śpię z Pati.
- Patrycja ma jednoosobowe łóżko w sypialni. Tylko tutaj ma dla dwóch osób.

- Ja nie wiem. Oni nam to specjalnie robią.

- Ja tam nie narzekam. 

- Jestem już prawie trzeźwa także nie licz na nic.

- Ależ w życiu. Gdzie Pani trener. 



Spojrzałam się na Andrzeja który stał uśmiechnięty i pokręciłam głową. Pościeliłam łóżko, poszłam do Patrycji aby wziąć sobie jakaś koszulkę do spania i wróciłam do salonu. Wrony nie było ale słyszałam jak ktoś pałętał się po kuchni. Położyłam się do łóżka które kiedy wróciłam było już pościelone. Niedługo potem ktoś wślizgnął się koło mnie. Poczułam czyjeś ręce na moim brzuchu. Znieruchomiałam. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Andrzej jak gdyby nigdy nic oparł sobie podbródek na mojej głowie i zasypiał. Dostałam jeszcze buziaka w czoło nadobranoc żeby mi się lepiej spało. Nie miałam siły już z nim dyskutować. Po chwili byłam już w objęciach Morfeusza. Rano obudziły mnie kogoś przekleństwa. Okazało się ze to Pati idąc w stronę kuchni aby zrobić kawę wywinęła orła. A nie chcąc nas budzić próbowała być cicho. Oczywiście nie wyszło jej to. Oboje byliśmy już na nogach. Poszłam do łazienki i po chwili dostałam sms od Patrycji. Myślałam, że ją zabije. Andrzej uśmiechał się cały czas jak głupi. Uprzedziłam przyjaciółkę, że zaraz wychodzę, ponieważ muszę zajechać do Oli i Karola po resztę moich rzeczy i później na oglądanie mieszkań. Andrzej siedział już ubrany i czekał na mnie. Ogarnęłam się szybko i już po chwili wychodziliśmy z bloku fizjoterapeutki. Była godzina 12. 

W ogóle nie żebyśmy byli ubrani jak na wczorajszej imprezie. Pożegnaliśmy się z Patrycją i skierowaliśmy się w stronę samochodu. Byłam święcie przekonana, że wracamy do Kłosa jednak kiedy minęliśmy ich ulice stało się to dla mnie podejrzane.

- Andrzej gdzie my jedziemy?
- Na śniadanie.
- Ale ja nie jestem głodna.
- Śniadanie trzeba jeść. Pani trener.
- Ty się nie mądruj. 
- Słuchaj tutaj leży w schowku mój telefon, jakbyś mogła napisać do Oli, że za jakąś godzinkę będziemy. -Otworzyłam schowek, a tam pełno płyt ale zero telefonu. Nigdzie go nie było. - Czekaj mam go chyba w kieszeni. 
- To wyciągnij. 
- Nie mogę bo muszę trzymać kierownicę. 
- Dobra napisze, ze swojego. -wyciągnęłam i oczywiście co. Rozładowany. - Nawet cię nie dotknę. 
- Ojj przecież to nic nie znaczy. 

Westchnęłam i odwróciłam się w stronę Andrzeja. Telefon miał w przedniej kieszeni. Rach ciach i już miałam go w ręce. Kiedy spojrzałam co siatkarz miał na tapecie myślałam, że go zabije. Przemilczałam to i napisałam do Oli. Dojechaliśmy na miejsce, z zewnątrz naleśnikarnia wyglądała ślicznie. Kiedy weszliśmy do środka ludzie spojrzeli się na nas jakbyśmy przylecieli z Marsa. Usiedliśmy w jakimś kącie i zastanawialiśmy się co zamówić. Kiedy podeszła do nas kelnerka myślałam, że padnę ze śmiechu. Do Andrzeja robiła maślane oczka, a mnie bombardowała wzrokiem. 



- Mogę już przyjąć zamówienie?

- Pewnie. Dwa razy naleśniki z nutellą, bananem i bitą śmietaną. -Dziewczyna odeszła, a ja spojrzałam się zdziwiona na Andrzeja- No co?

- Przypominam ci, że jestem twoim trenerem. I wątpię aby w twojej diecie były takie rarytasy. Zaraz zrobię zdjęcie i wyśle Falasce. 

- Ojj dobra. 

- Idę do łazienki zaraz wracam. 



Odeszłam od stolika i skierowałam się w stronę łazienki. Po drodze zobaczyłam tę samą dziewczynę więc postanowiłam zagadać do niej. Dalej cisnęła we mnie wzrokiem zabójcy. 



- Nie jestem z nim. Jestem jego trenerką, nie musisz tak zabijać mnie wzrokiem. 

- Ale o co chodzi. 
- Nie zgrywaj głupiej widzę jak na niego patrzysz. Możesz śmiało podbijać. 



Zaśmiałyśmy się i poszłam do tej łazienki. Kiedy wróciłam na stoliku już stało nasze zamówienie. Wyglądało przepysznie. Usiadłam na swoje miejsce i zaczęliśmy jeść. Kiedy Andrzej odpisywał Karolowi na wiadomość, ja odkroiłam mu pół naleśnika i położyłam do siebie. Nawet się nie domyślił. Dopiero kiedy spojrzał na swój talerz i na mój zorientował się. 


- Eeej. Oddawaj moją część. 

- Ej kolego ty się hamuj. Wiesz ile to ma kalorii? Sportowcy nie mogą jeść takich rzeczy. 

- A dziewczyny, a zwłaszcza trenerki nie mogą być grube. 
 
- Czy ty mi sugerujesz, że ja jestem gruba? 

- Nie no coś ty. Ale trzeba uważać. 

- Dobra weź wypchaj się tym naleśnikiem. 



Położyłam na stół pieniądze za śniadanie i wyszłam. Pomimo, że nie znałam Bełchatowa kierowałam się na wprost. Andrzej wybiegł za mną ale nie dogonił mnie bo nie wiedział gdzie jestem. Wpisałam adres ulicy Kłosa i kierowałam się w tamtą stronę. Nie lubię jak ktoś wjeżdża na temat mojej wagi, ponieważ miałam z tym kiedyś problem. Brałam leki od nich tyłam ale wszyscy myśleli, że to od żarcia. Zawsze wytykali mnie palcami, aż pewnego dnia postanowiłam przestać brać leki, więcej ćwiczyć i stosować dietę. Pomogło ale nie tak bardzo, dalej byłam pulchniutka. Po drodze zauważyłam miłą kawiarenkę do której postanowiłam wpaść. W środku usiadłam w najbardziej oddalonym miejscu i zamówiłam sobie herbatkę. Siedziałam tak aż przede mną nie pojawiła się znajoma twarz. Jego tym bardziej nie chciałam tutaj widzieć. 

~*~
A więc tadam jestem. Udało mi się dość szybko go napisać bo raptem w dwa dni. Może nie jest doskonały ale ocena należy do was. 
Zauważyłam, że z rozdziału na rozdział jest coraz mniej komentarzy. I tak się zastanawiam dla ilu osób ja to w ogóle piszę :) 
Także CZYTASZ=KOMENTUJESZ :* 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Informacja

A więc drodzy państwo, mam smutną wiadomość. Popsułam telefon na którym był już napisany rozdział no i niestety muszę się zabrać za niego na nowo. Także musicie mi dać jeszcze trochę czasu. :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

10. Say something.

Nasz pocałunek trwał dość długo. Byłam zła na Matta ale bardzo brakowało mi jego dotyku i czułości. Gdybym była trzeźwa na pewno taka sytuacja nie miała by miejsca. Oderwaliśmy się od siebie dopiero gdy ktoś wyszedł na balkon i zwrócił naszą uwagę. Przed nami stała Patrycja z zabójczym wzrokiem. Matthew wiedział, że to czas aby się zmyć i tak też zrobił. Fizjoterapeutka patrzyła się na mnie z oskarżycielskim wzrokiem, ale gdy zaczęłam płakać coś w niej pękło. Przytuliła mnie do siebie.

- Iza co ci wpadło do głowy?
- Nie wiem. To była chwila. Chciałam go odepchnąć ale nie potrafiłam. Łączy nas wspólna historia.
- To już wiem czemu Wrona chodzi taki wkurwiony po mieszkaniu.
- Czyli widział. Dałabyś mi klucze do siebie? Nie chce tutaj już być.
- Pojadę z tobą.
- Baw się i zagadaj w końcu do tego Włodarczyka bo biedak się napatrzeć nie może, a znając jego to się nie odezwie.
- Ale jak to?
- Popatrz jak na ciebie zerka.
- Na pewno z tobą nie jechać?
- Wsiadam w taksówkę i wysiadam u ciebie.

Patrycja dała mi klucze i poszła w tany. Ja ochłonęłam i również weszłam do pokoju. Automatycznie poczułam zabójczy wzrok Wrony na sobie. No tak dalej miałam na sobie bluzę Andersona. Wkurzony wyrzucił piwo i wyszedł. Wybiegłam zaraz za nim. Wiadomo ja z moimi krótkimi nóżkami nie biegam tak szybko jak on. Wyleciałam z klatki i zdążyłam w ostatnim momencie bo Andrzej akurat otwierał drzwi od samochodu.

- Andrzej! -nic, zero reakcji- Andrzej kurwa mówię coś do ciebie. Odejdź od tego samochodu. Piłeś.
- Weź idź stąd. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
- A ty jesteś jakiś królewicz? Trzeba się na wizyty umawiać?
- Idź lepiej sobie do swojego królewicza. Bo chyba nie oddałaś mu części jego zbroi. Tylko lepiej, żebyś co 10minut go nie zmieniała. Wczoraj ja, dzisiaj Anderson a jutro kto? Włodarczyk? Conte? Marzenie-zaliczyć całą Skrę? Możesz dopisać do swojej listy naiwnego Andrzeja Wronę. Jesteś po prostu zwykłą...... Nie będę kończył, sama sobie dopowiesz.

Zabolało i to cholernie. Mierzyłam się na wzrok z Andrzejem. Widziałam w jego oczach ból. Byłam jak zahipnotyzowana. Poczułam tylko jak pojedyncze łzy spadają z moich policzków. Wrona próbował pokazać, że to go nie rusza. Odwróciłam się i szłam przed siebie. Nie patrzyłam nawet gdzie. 

- Izi. Poczekaj. -Andrzej dogonił mnie po chwili i złapał za rękę. Wyrwałam mu się, ale kiedy ktoś jest od ciebie wyższy o 30cm za dużo nie zrobisz. Skierował mój wzrok na siebie i patrzył prosto w oczy- Przepraszam. Nie powinienem tak mówić.
- Nie znasz mnie. Nie wiesz co łączyło mnie z Andersonem. Nie oceniaj.
- Nie płacz już proszę. Przegiąłem nie powinienem.
- Pobiegasz te 20 kółeczek więcej.

Widziałam jak na jego usta wkradł się pojedynczy i szybki uśmiech. Przytulał mnie do siebie i staliśmy tak na środku chodnika. Wiem, że nie możemy tak, ale Andrzej ma w sobie coś takiego co przyciąga kobietę. Cieszyłam się chwilą i wdychałam perfumy siatkarza.

- Gdzie idziesz tak w ogóle?
- Do Pati do mieszkania. Dała mi swoje klucze i kazała tam jechać.
- Wskakuj na barana i ruszamy. -zrobiłam to co mi kazał i podałam siatkarzowi adres. Kiedy wsiedliśmy do samochodu Andrzej patrzył się w moją stronę dość długo.- Ściągnij tę bluzę proszę cię. Nie mogę na nią patrzeć.
- Nie żebyś miał taką samą.
- Ale na mojej jest Wrona i 8, a nie Anderson i 19. Jeśli mogę się spytać, co zaszło pomiędzy tobą, a Mattem, że mówiłaś, że macie wspólną historię.
- Byliśmy ze sobą 3lata. Było dziecko, miał być ślub. Ale pojawiła się ona. Swietłana. I tak zakończyło się nasze życie. Ja wróciłam do Polski, on został w Rosji. Dziewczyna zaszła z nim w ciąże, ale okazało się, że to nie jego. Wydzwaniał, przyjeżdżał.
- Dlaczego po tym co ci zrobił dałaś mu się pocałować?
- Nie wiem. Brakowało mi go. Na prawdę go kochałam.
- Nie będzie trudno ci pracować z nim w jednym klubie?
- Będę musiała to przeżyć.
- A Penchev?
- Co wy macie do tego biednego chłopaka?
- Nie lubimy go i tyle.
- Nic mnie z nim nie łączy. Poza tym jestem od niego starsza, a ja za małolatów się nie biorę.

Wrona chytrze się uśmiechnął i już mieliśmy ruszać kiedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam numer Oli.

- Tak słucham
- Pojechałaś już?
- Nie jeszcze nie, a coś się stało?
- Wrócicie na górę bo mała burda była.
- Jakie wróćcie jak ja jestem sama.
- Iza mów tak do mojego Karola, ale nie do mnie. Bierz Andrzeja i widzę was na górze.

Wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę klatki. Zastanawiało mnie jedno, kto z kim się pobił.

*Perspektywa Patrycji*


Kiedy zobaczyłam Izi i Matta całujących się, zagotowało się we mnie. Tak bardzo ją zranił, a teraz się pojawia się ni z gruchy i z pietruchy i ją całuje. Jednak wiedziałam, że na trzeźwo by sobie na to nie pozwoliła, dlatego dałam jej trochę przestrzeni i wręczyłam klucze od mojego mieszkania, żeby mogła tam się ogarnąć.
Zastanawiała mnie jedna rzecz, jaką mi powiedziała o Włodim. Przecież to się nie trzyma kupy! Gdy odszukałam go wzrokiem, okazało się, że Izi miała rację. Patrzył się. Nie wiem czy nieśmiało czy nie, ale on raczej do nieśmiałych nie należał.
Poszłam do kuchni się czegoś napić. Nie miałam za bardzo weny na alkohol, jakoś nie miałam humoru.

- Patrycja czemu nie pijesz? Baw się! – zawołał trener Falasca.
- Ja się jeszcze rozkręcę, spokojnie. – zaśmiałam się cicho i poszłam do Skrzatów.

Miał rację. Powinnam się bawić. Jestem młoda i powinnam korzystać z życia. Karol polał mi drinka, po czym z nim przybiłam i wypiliśmy wszystko duszkiem. Po dwóch takich mocniejszych miałam o wiele lepszy humor i poszłam tańczyć z Facu, żeby go chociaż rozweselić, bo ostatnio tylko się kłócił z Heleną, nawet na imprezie.

- Jak to możliwe, że taki fajny chłopak jak ty, nie może znaleźć szczęścia?
- Bywa. Ma się lepsze i gorsze drzwi. Chyba czas to zakończyć. – westchnął.
- W sumie jak wszyscy, myślałam że już dawno to zakończyłeś.
- Chyba nie mam serca jej zranić.
- Ale jesteś nieszczęśliwy, więc to cię chyba nie uratuje. – stwierdziłam i poklepałam go po ramieniu, po czym poszłam na balkon, czyli miejsce, gdzie 10 minut wcześniej nakryłam Andersona z Izi.
- Co tak myślisz? – z zamyślenia wyrwał mnie Wojtek.

Totalnie mnie zamurowało! Tego się nie spodziewałam za nic.

- Eee. Tak sobie. W sumie… O niczym wielkim. – mruknęłam.
- Przeszkodziłem w czymś? – spytał
- Nie no co ty. – zaśmiałam się cicho.
- Gdzie się podziała Izi?
- Pojechała do domu. Źle się czuła. – odpowiedziałam i spojrzałam na niego.

Słyszałam, że ktoś nas woła i weszłam razem z Wojtkiem do mieszkania. Zastaliśmy tam wszystkich skupionych na jednej rzeczy. Wlazły kiwnął mi w stronę skąd dochodziła kłótnia. Wyszłam na korytarz, a tam Facundo kontynuował wcześniejszą kłótnię z Heleną.

- Eee sorry. – szepnęłam i się zawróciłam.
- Nie nie nie – odpowiedział Facu. – Właśnie kończymy.
- O czym ty mówisz? – spytała blondynka.
- Z nami koniec. Mam tego wszystkiego dość! Masz mnie w nosie! Non stop się o wszystko czepiasz, nie wolno mi nigdzie bez ciebie wyjść nawet na głupie piwo z kolegami z drużyny!- wydarł się. – Mam tego dość. To koniec. – dodał.
- Facu błagam Cię nie rób mi tego.
- Nie. Już mam tego wszystkiego dosyć. Cześć. A tobie dziękuję za otworzenie mi oczu. – zwrócił się do mnie.

Siatkarka spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.

- To na mnie chyba pora. – powiedziałam.
- Co?! Ty szmato! – krzyknęła i zaczęła mnie szarpać.
- Helena opanuj się! – krzyczał Conte, próbując ją ode mnie odciągnąć.


Jednak nawet na niego była zbyt silna. Wyrwała się i zaczęła mnie okładać pięściami i szarpać za włosy. O nie, miarka się przebrała.

- Jedyną szmatą w tym mieszkaniu jesteś ty. – warknęłam i ją odepchnęłam od siebie.

Zaczęłyśmy się szarpać, jednak moja w tym rola byłą taka, że ja się tylko broniłam.

- Już, już! Wystarczy! – oderwał ode mnie Helene Karol z Falascą.
- Co tu się dzieje? Co to ma znaczyć?

Falasca stał i patrzył się na nas dwie oskarżycielskim spojrzeniem. Helena zaczęła nawijać coś po hiszpańsku, a że ja nie mówię w tym języku spojrzałam się proszącym wzrokiem na Facu. Tłumaczył mi każde jej słowo na angielski. Kiedy tak staliśmy i słuchaliśmy tych kłamstw mówionych przez siatkarkę do mieszkania weszła Iza z Andrzejem. Gdyby jej wzrok mógł zabijać już dawno bym nie żyła.



~*~
Witam was kochani <3
Dzisiaj wyjątkowo szybko i długo ;) Miałam wenę w szpitalu i kiedy tylko znalazłam wolny czas to napisałam. I nie musiałyście czekać teraz JEBANY miesiąc :* Pozdrowienia dla anonimka, kolejnym razem może tak z profilu ? :) 
Jednak nikt nie zgadł o kogo mi chodziło :D 
Jeżeli chcecie przeczytać recenzje mojego bloga to zapraszam :
Cóż jednemu się podoba, drugiemu nie. Życie :) 
Za wszelkie błędy przepraszam:) 

niedziela, 7 czerwca 2015

9.Ponad chmurami, unosimy się, unosimy się. Między słowami, nie ma żadnych burz - rozpędziłeś je.

- Zgubiłaś coś tutaj?
- Tak. Telefon.
- Jaaasne. Teraz taką mamy wymówkę.-Podeszłam bliżej niego, bo kątem oka dostrzegłam mój telefon, leżący na pralce za Andrzejem. On chyba to źle zrozumiał. Nachylił się nade mną i patrząc mi się prosto w oczy z tym swoim głupim uśmieszkiem na twarzy wyszeptał- Pod tą sukieneczką też tak pięknie wyglądasz jak na fartuszku?
- Nawet lepiej a co chcesz się przekonać?


Jedna chwila nieuwagi i czmychnęłam mu pod ręką chwytając telefon. Wyszłam z łazienki. Oczywiście akurat na korytarzu stali siatkarze. Karol, Włodi, Matt, Facu z dziewczyną, Nico i jego narzeczona. Wszyscy patrzyli się na mnie i na Andrzeja. A my co zrobiliśmy? Zaczęliśmy się śmiać.

- Mówiłam ci, że nie masz się czym chwalić.
- To samo mogę powiedzieć o tobie. Nawet jak mnie zmuszą to drugi raz tego nie zrobię.
- Pff co ja mam wypisane na twarzy Matka Teresa? Nawet ja sama dłużej potrafię wytrzymać.


Nikt nie wiedział o co chodzi. Wszyscy byli przekonani, że w tej łazience przed chwilą działo się jedno. Ale nie. My rozmawialiśmy o tym kto dłużej potrafi nurkować.

- Mam nadzieje, że nie robiliście tego na mojej pralce.
- Nie. W wannie. -myślałam, że te oczy to im zaraz wyskoczą- Bo powiedz mi Karolku jak można nurkować w pralce? Ja wiem, że ty jesteś głupiutki ale żeby aż tak?
- No bo ja myślałem. Że no wiesz.
- Ojj Karol tobie tylko jedno w głowie. A poza tym proszę cię z nim? Przecież ja bym go kijem nie tknęła.
- Nawet jakbyś była ostatnia na ziemi to bym wolał umrzeć.
- Kiedyś to odszczekasz.


Goście poszli do pokoju, a ja spojrzałam się na Andrzeja i również skierowałam się w tamto miejsce. Siatkarz chwycił mnie za nadgarstek i szarpnął w swoją stronę. Mierzyliśmy się wzrokiem.

- Izi. Przecież wiesz, że ja tak nie myślę.
- Wyraziłeś się jasno.


Wyrwałam rękę i otworzyłam drzwi do których właśnie ktoś się dobijał. Przede mną pojawiła się ekipa z Rzeszowa i trochę naszych. We własnej osobie: Ignaczakowie (Krzysiu jeszcze nie pił, a już śpiewał od wejścia), Nowakowscy, Drzyzga, Konarscy, Winiarscy, Wlazły, a za nimi na końcu oparty o drzwi stał Penchev. Wyglądał nieziemsko w koszuli, jeansach i skórze. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i pomachał mi. Kiedy ten cały tłum przeszedł już do pokoju skierował się w moją stronę.

- Pięknie wyglądasz.
- Ty również. Zapraszam.
- Pod sukienką pewnie jeszcze lepiej?
- Co wy macie do tego fartuszka?
- Raczej co pod nim jest.
- Wszędzie zboczeńcy.


Zdziwiło mnie, że Facu przyszedł z Heleną. Słyszałam już dawno temu, że się rozstali, a tu taka niespodzianka. Impreza trwała w najlepsze. Włączyliśmy sobie karaoke. Współczuje sąsiadom, zwłaszcza, że do mikrofonu wyrwał się teraz Winiar. Przyszedł do mnie wręczając mi drugi mikrofon, a że było to po paru głębszych już nie robiło mi to różnicy. Wszyscy to nagrywali. To będzie hit internetu. Wybór padł na Mig- Wymarzona. Nie dość, że śpiewaliśmy to jeszcze tańczyliśmy, chociaż tańcem tego nie można było nazwać. Okupowaliśmy mikrofon bardzo długo tak nam świetnie szło. Wszyscy mieliśmy z tego niezłą bekę. Ktoś może powiedzieć, że za bardzo się z nimi spoufalam. Wiem jakie relacje mamy w pracy, a jakie poza nią. Tam nie jesteśmy znajomymi, a poza tym słyszałam, że chłopacy z Miguelem normalnie imprezują. W sumie wyszło tak, że cała Skra i Resovia przyszła do mieszkania i nie poszliśmy na imprezę. Zrobiliśmy sobie własną, o wiele lepszą. Widziałam jak Facundo kłóci się z Heleną, a dziewczyna po ostrej wymianie słów wychodzi. Kiedy szłam w jego stronę na parkiet z powrotem wyciągnął mnie Penchev. Muszę przyznać, że niezły z niego tancerz. Bawiłam się świetnie. Nawet nie zauważyłam kiedy do mieszkania przyszedł Miguel wraz z Kowalem. To świadczy o tym, że rano nie mamy treningu. Na całe szczęście. Miałam jutro oglądać dwa mieszkania i jeżeli jakieś mi wpadnie w oko to jechać do Łodzi po rzeczy. Podziękowałam Nikusiowi za taniec i poszłam na balkon aby trochę się orzeźwić. Oparłam głowę o barierki i patrzyłam na Bełchatów. Nawet nie słyszałam jak ktoś pojawił się za mną, dopiero bluza która pojawiła się na moich ramionach pokazała mi, że ktoś do mnie przyszedł. Odwróciłam się i poczułam tylko ciepłe wargi na moich ustach. Ktoś się chyba rozhulał.

poniedziałek, 11 maja 2015

8. Uwielbiam głos ten jego głos.

Mecz skończył się po tie-breaku, który wygrała Skra. Kończyliśmy wszystko zbierać,chłopaki siedzieli w szatni, a o mnie oczywiście musiał pamiętać Penchev. Wiedziałam, że na dzisiaj chłopaki mają coś zaplanowane w klubie i niestety muszę mu odmówić. Szedł do mnie, kiedy poczułam jak ktoś mnie obraca w inną stronę. Zobaczyłam przed sobą Piechockiego.

- Chłopaki kazali ci przekazać, że o 23 widzimy się w Jupiterze.
- Kacperku a powiedz mi jak mam się ubrać.? Elegancko czy bardziej na luzie?
- Ładnie, bo będzie twój amant.
- Jak ja nie mam żadnego amanta.
- A Penchev to cie pożera wzrokiem. A pociesze cię bo będzie i reszta Asseco. A z tego co słyszałem przyjechały też i żony ale co ja ci będę opowiadał. Ooo Daga idzie. - w tym momencie podeszła do nas Winiarska, razem z koleżankami- Porozmawiajcie sobie.
- A ten co tak uciekł?
- A ja nie wiem. To jest Kacper tego nie ogarniesz.
- Chciałabym, żebyś poznała żony naszych wrogów. Iwona Ignaczak, Sabina Konarska, Ola Wilczewska od Nowakowskiego i Monika Król od Drzyzgi.
- Bardzo mi miło. Izabella Andarekta.
- Hahha ta od Pencheva. - Iwonka spojrzała się na mnie i zaczęłyśmy się wszystkie śmiać.
- Iwonka widzę żarty się ciebie trzymają. Coś jak Krzysia.
- Dokładnie. Zgrane małżeństwo.
- To co wychodzimy dzisiaj sobie.
- Pewnie. Zapraszam do mnie. W sumie nie do mnie a do Karola, ale teraz tymczasowo do mnie na początek jakiś.
- Oczywiście chłopacy nie piją.
- No pewnie, oni tylko wodę dostaną.
- Już ja o to zadbam.
- Ja coś czuje, że ci chłopacy to będą mieli z tobą bardzo przerąbane.
- Jak mnie wybiorą to to będzie istny armagedon.
Umówiłyśmy się z dziewczynami na godzinę 22:30-23 u Karola. Wcześniej dostałam sms od Oli, że dzisiaj wracają i uzgodniłam z nią informacje o imprezie. Nie miała z tym żadnych problemów. No więc mecz skończył się o 20. Wyszliśmy z Andrzejem i samochodem skierowaliśmy się w stronę supermarketu. Wnieśliśmy wszystko do domu i od razu pobiegłam w stronę łazienki. Ola zjawiła się chwilę pózniej i od razu przybiegła do mnie do łazienki. Oczywiście musiałyśmy poplotkować. Ja kończyłam się malować, a Ola kąpać kiedy Karol zaczął dobijać się do drzwi.

- Dziewczyny ile można tam siedzieć. My z Andrzejem też chcemy się wykąpać.
- Andrzej to się na hali kąpał.
- Przypominam ci Drogi Karolu, że dopiero przyjechaliśmy. Więc ja jako twoja ukochana mam pierwszeństwo. Także nara. -Odszedł, ta dziewczyna to ma sposoby- Ja go kiedyś zabije.
- Wiesz co ty się na spokojnie przygotuj, a ja idę im pomóc zrobić coś do jedzenia.


Wyszłam i kiedy spojrzałam jak nasze sieroty próbują coś zrobić, ucieszyłam się, że im pomoge. Mieli boskie fartuszki. Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam im zdjęcie od razu poszło do ludzi. Andrzej i Karol wyglądali bombowo. Zabrałam im wszystko i kazałam wyjść z kuchni. Ja również dostałam fartuszek ale wersję damską. Ola wyszła i zaczęła mi pomagać. Miałyśmy chwile dla siebie zanim wpadnie tu reszta bandy.

- I jak tam z naszym Andrzejkiem?
- Nic. A co ma być?
- Nie mów mi, że nic się nie stało. Byliście sami, przecież coś musiało.
- Ola ja z nim pracuje. Nie mogę się wiązać z żadnym. A tym bardziej, że jestem ich drugim trenerem.
- Ojj tym bardziej powinnaś. Taki związek w ukryciu. Pikanteria. Nie wiadomo czy ktoś was nie nakryje. Ahhh. Jak ja bym tak chciała.
- Co byś kochanie chciała? -Karol wrócił do nas, czyli Andrzej się teraz mył.
- Zamienić cię na lepszy model. Bo na ten to już się gwarancja dawno skończyła.
- Żebym ja cię zaraz nie zamienił.
- Jednego dnia byś beze mnie nie przeżył.
- Żebyś się nie zdziwiła. -chwile się na siebie krzywo popatrzyli, ale zaraz się całowali.
- Nie widział ktoś mojego telefonu?
- Nie zostawiłaś w łazience.
- Andrzej tam jest to potem po niego pójdę.
- Wroniks już się wykąpał. Możesz wejść na luzie.


Zostawiłam zakochańców samych i podeszłam do drzwi od łazienki. Zapukałam i kiedy usłyszałam, że mogę wejść to weszłam. Ale Andrzej chyba nie spodziewał się, że to ja tylko Karol. Nie powiem, że nie zrobiło mi się gorąco. Ale raczej każdej by się zrobiło, gdyby przed wami stał Andrzej Wrona w samym ręczniku. Coś czuje, że to będzie bardzo miły dzień.