czwartek, 3 marca 2016

21. 7 years.

        Zjedliśmy śniadanie, ogarnęliśmy się i byliśmy właśnie w drodze na trening. Kiedy tylko weszłam na hale zobaczyłam te blond cizie stojąca przy Konradzie. Puściłam to mimo oczu i poszłam się przebrać. Rozmawiałam z Falasaca i ze statystykami omawiając poszczególnych zawodników. Po 10 minutach na hale weszli siatkarze, Wrona patrzył się na mnie zdziwionym wzrokiem ale udawałam że go nie widzę. Anderson od razu zauważył że jest coś nie tak i szczerzył się jak głupi do sera. Chciałam ściągnąć mu ten uśmiech z gęby.
        Chłopacy zaczęli biegać, a ja w połowie treningu wyszłam do łazienki. Nie czułam się dzisiaj najlepiej. Zwaliłam to po prostu na natłok pracy i wróciłam z powrotem. Koło Falascy stał właśnie Piechocki senior z Sabina. Myślałam że się przewidziałam. Od razu spojrzeliśmy się na siebie z Facundo. Nie tylko ja byłam wkurwiona. Widziała jakim zabójczym wzrokiem patrzył się na Wrone i zaciskał pięści. Postanowiłam być miła. Chociaż się postarać.

- Witaj Izabello. Chciałbym Ci kogoś przedstawić, oto Sabina Jarzynka. Nasza, jak na razie na próbę, Pani fotograf.
- Miło mi poznać.
- Mnie ciebie również. - widziałam ulgę na jej twarzy, jak dobrze że nie wiesz dziewczyno co ja sobie myślę w środku- Mam nadzieję że dobrze będzie nam się współpracować.
- Tak. Przykro mi ale musimy z Miguelem wracać do pracy. - Odwróciłam się i kwinęłam głową do Facundo.- Facu mogę cię na chwilę prosić.

        Skierowaliśmy się w stronę wyjścia z sali. Kiedy tylko je przekroczyliśmy Conte przytulił mnie do siebie.

- Facu nawet nie wiesz jaka miałam ochotę jej wyjebać. Tak samo Andrzejowi.
- O niego się nie martw.
- Nawet nie próbuj nic odwalać bo cię zawieszę na 3 mecze.
- Spokojnie.

        Chłopacy zaczęli wychodzić więc siatkarz poszedł razem z nimi do szatni. Ja wróciłam do Falascy aby dokończyć wszystkie papiery i kiedy chcieliśmy wychodzić przybiegł do nas Włodarczyk.

- Chodźcie szybko bo się biją.
- Jak to bija ?
- No Conte dał w ryj Andrzejowi, ten mu oddał i tak się bija.

        Wpadłam w szał. W ciągu sekundy byłam w tej szatni i dałam obojgu z liścia w twarz. Falasca stał jak zamurowany, tak samo reszta chłopaków.

- Mam was kurwa dosyć. Zachowujecie się jak małe dzieci.
- Iza to nie moja wina on się na mnie rzucił.
- Tak samo jak rzuca się na ciebie Sabina co wieczór? Nie kłam. Ja o wszystkim wiem.
- Coo? To nie tak.
- Nie tłumacz się. Jesteście oboje zawieszeni na 3 mecze i nie dyskutować. A Ty się wyprowadzasz.

        Wyszłam. Nawet się nie przebrałam tylko chwyciłam ciuchy i nie przejmowałam się niczym. Po jakiejś chwili byłam w domu. Dobrze ze nie mieszkałam daleko od hali. Zakluczyłam mieszkanie, poszłam do sypialni, zakryłam się kocem i najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać. Nie mogłam pokazać im jak mnie to boli jednak tutaj w moim czterech ścianach nic mnie nie powstrzymywało.
        Zasnęłam, a kiedy się obudziłam w moim telefonie było mnóstwo nieodebranych połączeń i wiadomości. Oddzwoniłam tylko do prezesa i trenera. Falasca kazał mi już nie przychodzić na dzisiejsza siłownię i dać znać potem jak się czuje.
        W końcu postanowiłam odczytać wiadomości. Te od Andrzeja od razu osunęłam nawet nie patrząc na treść. Wzięłam te od Patrycji, do niej również zadzwoniłam powiedzieć ze wszystko w porządku. Później te od Facundo.

"Iza to nie tak. Nie mogłem się patrzyć jak on szczerzy się jak głupi do sera i myśli ze ty o niczym nie wiesz."
"Izi no proszę odbierz. Ja wiem ze zawiniłem ale muszę wiedzieć co z Tobą."
"Bo zaraz wywarze te drzwi także karze ci je otworzyć w tej chwili. Ewentualnie się włamie a tego raczej byś nie chciała. "

        Koniec wiadomości od Conte. Przeraziłam się tym ostatnim sms i wyszłam rozejrzeć się po mieszkaniu. Nikogo nie było. Otworzyłam drzwi wejściowe i ujrzałam słodki widok. Argentyńczyk spal na schodach oparty o ścianę. Nie miałam serca go tak zostawić. Lekko go walnęłam w ramie, a ten od razu się ocknął.
        Weszłam do mieszkania a on za mną. Bez pytania poszłam mu zrobić herbatę. Kiedy była ona już gotowa usiedliśmy w pokoju i zaczęliśmy rozmawiać. Bałam się tylko jednego. Tego ze Facundo może zacząć się bardziej angażować skoro teraz jestem wolna. A tego bym nie chciała.

~Perspektywa Patrycji~ 

        Kiedy Włodarczyk wbiegł do mojego gabinetu, 
mało co się nie zabijając w futrynie i powiedział, że się leją to od razu pobiegłam do szatni. Zaskoczył mnie widok Conte lejącego Wronę po mordzie. Tym sposobem wiedziałam, że będę miała sporo roboty. Po skończeniu opatrywania obu idiotów i skończeniu papierkowej roboty, przebrałam się i skierowałam się do wyjścia. Spojrzałam na swój samochód. Westchnęłam głośno. 
        Zadzwoniłam po pomoc drogową i odholowali moje auto do warsztatu. A mnie czekał kolejny spacerek do swojego mieszkania. Po drodze napisałam chyba z milion wiadomości do Izy z zapytaniem, czy wszystko okej, ale nie dawała znaku życia. Zrobiłam jeszcze zakupy i skierowałam się prosto do domu. 

- Pomóc ci? – Usłyszałam pytanie.
- Srecko a ty co tu robisz? – spytałam zaskoczona jego obecnością.
- Byłem sobie pobiegać, póki pogoda jeszcze jest znośna.
- Jest połowa grudnia. – Stwierdziłam.
- No i to jest dziwne, nie? – Zaśmiał się. – Ale dzisiaj się działo na treningu, co?
- Daj spokój. Nie sądziłam, że doczekam kiedyś momentu, że tutaj będzie się ktoś lał po mordzie. Ale widocznie Conte miał powód. I to dość niezły, skoro to było warte zawieszenia na 3 mecze. – Odpowiedziałam.
- Dużo miałaś z nimi roboty?
- Nieee tam, tylko parę zadrapań, siniaki gdzie nie gdzie. Mogło skończyć się gorzej, gdyby Iza nie wparowała.
- Właśnie, co się z nią dzieje? Jest jakaś zamyślona, zdołowana.
- Nie wiem właśnie. Nie miałam okazji nawet jej złapać, bo szybko wybiegła z hali. – stwierdziłam zdziwiona. – Dam sobie głowę urwać, że chodzi o Wronę.
- Skąd to wiesz?
- Znam Izę nie od dziś. – Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Daj te zakupy, bo się przeciążysz.
- Żebyś ty sobie czegoś nie naciągnął. – mruknęłam. – Ale jak chcesz to nieś. – Zaśmiałam się i podałam mu dwie siatki.
- Dzięki. – Zawtórował mi. Poszliśmy do mojego bloku, a potem mieszkania. Rozmawialiśmy sobie od tak. Tematów nam nie brakowało.
- Może wejdziesz na kawę? – Spytałam.
- Nie chcę robić kłopotów.
- Daj spokój, jakoś się muszę odwdzięczyć za targanie moich siat. – Zaśmiałam się.
- No dobra, skuszę się. – Uśmiechnął się. Po chwili byliśmy w przedpokoju, a potem w kuchni z aneksem. Po rozpakowaniu zakupów zrobiłam Serbowi kawę i ukroiłam ciasta. Usiadłam na blacie po drugiej stronie wyspy.
- Ładnie tu masz.
- A dziękuję. – Uśmiechnęłam się. – Serio jeszcze u mnie ani razu nie byłeś? – Spytałam nieco zdziwiona.
- Chyba jeszcze nie miałem okazji.
- To dziwne. – Mruknęłam.
- W ogóle szłaś dzisiaj pieszo.
- Aaaa samochód mi się popsuł wczoraj. Albo coś z silnikiem, albo po prostu mnie znienawidził za to, że tak często go używam. - Siatkarz zaśmiał się na te słowa. Uśmiechnęłam się szeroko i pokręciłam głową. Spędziliśmy ze sobą całkiem miłe popołudnie. - A co robisz na święta? – Spytałam.
- W Serbii święta dopiero są w styczniu no i niestety lub stety w tym czasie sezon trwa w najlepsze, więc wiesz.
- Ooo to słabo. Ale teraz lecisz do domu, nie?
- No tak i to fajnie, bo tęsknię za rodziną, ale wiesz. Samemu w święta to tak słabo.
- To nie możesz pogadać z Falascą, Izą lub z Piechockim o 2-3 dni wolnego? Od tego chyba nikt nie zginął.
- No niby nie, ale wiesz, że reakcja może być różna.
- Moim zdaniem powinieneś porozmawiać z nimi, że chciałbyś święta spędzić z rodziną, a nie sam w mieszkaniu w dodatku w Polsce, gdzie święta są za parę dni.
- Może i spróbuję. A ty co robisz na święta? Jedziesz do rodziny? - Spytał. Spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się pod nosem niezauważalnie.
- Wyprowadziłam się z domu zaraz jak skończyłam 18 lat, bo nie mogłam znieść swoich rodziców. – Westchnęłam.
- Jak to? Przecież szkołę miałaś.
- Mieszkałam w internacie do skończenia szkoły. Dostawałam różne stypendia, pracowałam w weekendy. Szybko się nauczyłam samodzielności. Chcesz piwo? Na trzeźwo chyba drugi raz tego nie przetrawię. – stwierdziłam.
- A pewnie. – stwierdził. Podałam mu otwartą butelkę, a po chwili sama się napiłam. Przeszliśmy do salonu. - I od tamtej pory nie masz z nimi kontaktu?
- Ani z rodzicami, ani z siostrą, nawet z dziadkami. Tylko z chrzestną od czasu do czasu gadałam. Tak to jestem sama. O przepraszam Izę znam już od ładnych 9 lat. To na nią zawsze mogłam liczyć, mimo że mieszkałyśmy ponad 130 kilometrów od siebie. – zaczęłam mu opowiadać swoją historię, która nie byłą tak kolorowa, jakby się mogło wydawać. /

        O dziwo chłopak słuchał uważnie, albo udawał, że słuchał. Nie lubiłam wracać do tamtych czasów. Były ciężkie. Tylko jedyna Iza wiedziała, przez co przeszłam. Po około 21 pożegnałam się z Lisinacem i zostałam sama w mieszkaniu. Zadzwoniłam do Izy.

- Halo?
- Hej Iza. Wbijasz do mnie dzisiaj? Nie rozmawiałyśmy długo. A wydaje mi się, że mamy o czym.
- Jasne. Za 10 minut będę. Przynieść coś?
- Wino mam. 4 butelki.
- Widzę, że przyszykowana.
- Jak zawsze. – Zaśmiałam się.

        Szybko przyszykowałam jakieś jedzenie. Po dosłownie 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Była to moja przyjaciółka. Miała zapuchnięte oczy. To nie umknęło mojej uwadze. Nie skomentowałam tego na wejściu.

- Dzisiaj dzień pełen wrażeń, co? – Spytałam.
- Daj spokój. – Mruknęła.
- Iza co się dzieje? I nie mów mi, że wszystko okej, bo nie uwierzę w ten kit po raz kolejny. – stwierdziłam zmartwiona.
- Co tu dużo mówić. Wrona leciał na dwa fronty. – prychnęła prosto z mostu.
- Okej, tego się nie spodziewałam. – powiedziałam zszokowana. Dosłownie po sekundzie niezręcznej ciszy dziewczyna zaczęła płakać mi w ramię. Przytuliłam ją mocno i zaczęłam uspokajać. - Jak ja mu kurwa zafunduje masaż to on nie wstanie przez tydzień. – Warknęłam.
– Wiesz, że czułam, że coś z nim związane to będzie? – spytałam.
- Chyba za dobrze mnie znasz.
- Kochanie, ja cię znam lepiej niż siebie samą. – zaśmiałam się.
- To wiem. – odpowiedziała śmiejąc się przez łzy. – Ale to jeszcze nie koniec.
- A co się dzieje?
- Facu powiedział, że mu na mnie zależy. Że mnie kocha.
- NO CO TY. – Niemal krzyknęłam.
- Dasz wiarę? Utknął ze mną we friendzone. – Wypiła duszkiem cały kieliszek wina.
- No to masz ciekawe życie towarzyskie powiem ci. – zrobiłam to samo co przed kilkoma chwilami przyjaciółka.
- I co lepsze zawiesiłam go na 3 mecze. I jego i Wronę.
- No zasłużyli. Co to ma być. Trójkąt wzajemnego wkurwiania? – Spytałam.
- Trójkąt?
- Anderson, Conte i Wrona.
- Conte z nich wszystkich najlepiej się zachował. – Zaśmiała się.
– A tobie jak się tu żyje?
- Trochę zbyt cicho, ale jest okej – uśmiechnęłam się.
- Wy coś z Lisinacem, czy z Włodarczykiem…
- Co ty broń Boże! – powiedziałam szybko. – Z Włodarczykiem oprócz wzajemnego podnoszenia ciśnienia nic nie ma.
- A Lisinać?
- Izka dobrze wiesz, że nie możemy się spoufalać. Łączą nas relacje czysto koleżeńskie. – odpowiedziałam.
- Pasowalibyście do siebie.
- IZA! – krzyknęłam.
- No co. – zaśmiała się głośno.
- Był dzisiaj u mnie. Spotkałam go po treningu jak biegał. Pomógł mi z zakupami, zaprosiłam go na kawę…
- Uważaj, bo od tego się zaczyna.
- Jasne, jasne. – mruknęłam. – Też sobie szczerze rozmawialiśmy, trochę poważniej, czasami troszkę mniej poważnie. Dowiedział się nieco o mojej przeszłości.
- Ile? – spytała.
- Tyle, że jak skończyłam 18 to się wyniosłam od rodziców, że nie mam z nimi kontaktu i że nie chcę ich znać.
- Czyli w sumie całość.
- Niby jo…

        Tak sobie zaczęłyśmy rozmawiać od serca. Nie obyło się bez opróżnienia całej zawartości wina z butelek. Zrobiłyśmy sobie taki babski wieczór , że ja nie chciałam sobie wyobrażać, co będzie następnego ranka.

~*~
Nie wiem co się dzieje ale nie chce mi wyrównać równo czcionki. Przepraszam za to ale to nie moja wina ;C 
Tak jak widać dzieje się i dziać się będzie dalej. Moja wena chyba powoli wraca, chociaż nie chce zapeszać. 
Przepraszam, że nie komentuje waszych blogów ale obiecuje, że to nadrobię. Czytam na bieżąco, ale nie mam zbytnio czasu komentować. 

wtorek, 16 lutego 2016

20. Cake by the ocean

2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ 

~Perspektywa Patrycji~

        Minęło już trochę czasu. Zdążyłam zaaklimatyzować się w moim nowym mieszkaniu, miejscu pracy, w nowym otoczeniu.
        Trwała w najlepsze najbardziej melancholijna pora roku. Jesień. Nie znosiłam jej za to, że non stop niebo było przykryte przez czarne chmury, niepozwalające przebić się promieniom słonecznym. Nie znosiłam jej za to, że temperatura nie pozwalała na różne przyjemności.  Nie znosiłam jej za samotność, kiedy wracałam po treningu czy meczu do domu i witała mnie cisza i nikt na mnie nie czekał z uśmiechem na twarzy, czy z pretensjami. Nie znosiłam jej za to, że była.
        Był kolejny szary, ponury i deszczowy dzień. Wyszłam z hali, bo skończyłam swoją pracę na dziś. Niestety. Gdy tylko wyszłam za drzwi przywitała mnie tafla zimnego , zacinającego w twarz deszczu. Zaklęłam pod nosem i pobiegłam do swojego auta. Szybko usiadłam na miejscu pasażera i podjęłam próbę odpalenia go. Przekręciłam kluczyk w stacyjce i… właśnie. Nic się nie stało. Spróbowałam drugi raz i kolejny. Nic.

- No niech to szlag. – Syknęłam i walnęłam ręką w kierownicę.

        Nałożyłam kaptur na głowę i wysiadłam z samochodu. Podniosłam klapę samochodu do góry. Żebym tylko się jeszcze znała i stwierdziła co jest nie tak. Oparłam się obiema rękoma na krańcach blachy i patrzyłam na silnik jak szpak w gnat w oczekiwaniu, aż może stanie się cud i jednak samochód odpali.

- Wszystko w porządku? – Wyrwało mnie z zamyślenia pytanie. Szybko spojrzałam na tę osobę.
- Samochód mi nie chce odpalić. – Odpowiedziałam i zamknęłam klapę.
- Może pomogę.
- W tej chwili jesteś ostatnią osobą, od której bym przyjęła pomoc.
- Patrycja litości, nie możemy o tym zapomnieć?
- Powiedziałam, że masz się trzymać ode mnie z daleka. Z resztą nie tylko ja.
- I co będziesz ślęczała tu aż się ściemni i czekała na cud? I do tego mokła?
- Idź sobie, dobra? Dam sobie radę sama. – Warknęłam na niego.
- Nie wygłupiaj się. Pati wsiadaj do mojego samochodu, odwiozę cię.
- Powiedziałam, że nie chcę. Wole pójść pieszo. Najwyżej się przeziębię. – Mruknęłam i spojrzałam na niego.
- Jak chcesz, żeby nie było, że nie chciałem pomóc.
- W dupie mam ciebie i twoją pomoc. – Dodałam, po czym wzięłam swoją torbę, zamknęłam auto i poszłam.

        Lało jak z cebra. Gdyby pewnie mogło, to by zaczęło gównem rzucać. Miałam skrzyżowane dłonie na piersiach. Wtem usłyszałam:

- Daj spokój doprawisz się. Wsiadaj, to cię odwiozę.
- Już wyraziłam swoją opinię na ten temat i nie zamierzam jej zmieniać. – Stwierdziłam i spojrzałam na Włodarczyka wychylającego się przez szybę.
- Daj spokój. Będę jechał tak długo za tobą aż nie wsiądziesz. I dostanę przez to mandat.
- No i dobrze, za głupotę się płaci.
- Patrycja…
- Jedź dobra? –Spojrzałam na niego i skręciłam w inną uliczkę.

        Mój powrót do domu zasygnalizowała seria kichnięć. No świetnie. Pierwsze co zrobiłam po wejściu to zaparzyłam herbatę. Wypiłam ją niemalże duszkiem. Usiadłam na kanapie i zawinęłam się w koc. Do tego z moich płuc wyrwał się okropny kaszel.
        Następnego dnia, gdy się obudziłam to myślałam, że umrę. Dopadł mnie okropny ból głowy, dreszcze, kaszel i ból gardła. Jęknęłam głośno. Wzięłam telefon do ręki.  Było chyba z milion połączeń nieodebranych. Od Izy, od trenera Falasci, od Wrony i połowy pozostałych zawodników. Odgarnęłam włosy z czoła. Zaraz wyświetliło mi się, że Iza do mnie dzwoni.

- Halo? – Wychrypiałam.
- Dziewczyno gdzie ty się podziewasz?! Trening zaczął się godzinę temu!
- Która jest… O KURWA MAĆ. - jęknęłam i szybko zwinęłam się z łóżka. – Toż Piechocki mnie zabije.
- Dawaj szybko na halę. – dodała i się rozłączyła.

        Dosłownie w biegu umyłam się i ubrałam, po czym wybiegłam z mieszkania. Na szczęście deszcz nie padał. Po 15 minutach wpadłam zmachana na halę.

- Jestem! Matko boska przepraszam za spóźnienie! – powiedziałam.
- No siema śpiąca królewno. – Zaśmiał się Conte.
-Bardzo śmieszne. – Mruknęłam.
- Dobra w końcu wszyscy w komplecie… - zaczął trener i spojrzał na mnie. – Patrycja dobrze się czujesz?
- No tak średnio bym powiedziała, a co? – Spytałam.
-Bo też tak wyglądasz. – stwierdził Kacper.
- Dzięki. – mruknęłam niezadowolona.
Usiadłam na trybunie. Wydmuchałam nos.
- Mówiłem, że się załatwisz.
- Spierdalaj. – skwitowałam Włodarczyka.

        Czułam, że było mi zimno. Podkuliłam nogi i zaczęłam wypełniać na szybko jakieś dokumenty. W pewnym momencie  zaczęłam się rozglądać. Zawodnicy sobie grali towarzysko pod okiem Izy i Miguela. Zauważyłam, że Anderson dziwnie się zachowuje już od jakiegoś czasu. Był obojętny, grał bez jakiegokolwiek błysku. Był przewidywalny. Spojrzałam na swoją przyjaciółkę. Ta też w tym momencie na mnie spojrzała. Od razu wiedziałam, że z nim rozmawiała i zakończyła sprawę. Poszłam do swojego gabinetu. Zrobiłam tam porządki w papierach. Nic ciekawego się nie działo.

- Patrycja wszystko w porządku? – usłyszałam prezesa.
- Tak. – odpowiedziałam. – Dlaczego pan pyta?
- Bo zmarniałaś nam ostatnio. Jakieś problemy?  Znowu z Włodarczykiem?
- Nie. Dzięki Bogu to już sprawa zamknięta.
- To co się dzieje? Ostatnio się nie uśmiechasz. – usiadł na krześle.
- To przez jesień.
- Na pewno?
- Tak, proszę się nie martwić. – powiedziałam.

        Zostałam sama, ale tylko na chwilę.

- Za chwilę dostarczę raporty… - mruknęłam.
- Spokojnie, ja ich nie potrzebuję. – Usłyszałam śmiejącego się Lisinaca. – Siema.
- Siema. Coś się dzieje? – Spytałam.
- Nie, tak przyszedłem. W sumie nie gadaliśmy dużo od czasu domówki.
- Nie było czasu. – Odpowiedziałam.
- Może idź do domu? Nie najlepiej wyglądasz.
- Jejku spokojnie, tylko się podziębiłam. – Zaśmiałam się. – Trochę posmarkam w chusteczki, pokaszlę i mi przejdzie. – dodałam z uśmiechem.
- Mam nadzieję. – Puścił mi oczko i poszedł.

        Zaśmiałam się pod nosem i poszłam na halę. To było jedyne miejsce, w którym miałam jeszcze szansę pogadać z przyjaciółką, bo nie było na nic czasu. Jednak ta chyba nie była zbytnio w nastroju na rozmowę.

~Perspektywa Izy~

        Nie narzekałam na nasz związek z Andrzejem, chociaż ostatnio zaczęło się coś psuć. Plusliga, Liga mistrzów, wszystkie mecze szły nam słabo. Martwiło to nas ale mieliśmy jeszcze dużo czasu na odbudowanie formy. Wszyscy próbowali zwalić to na mnie, bo nowa, bez doświadczenia, na dodatek dziewczyna to gdzie ona nadaje się na trenera. Bolały mnie trochę te oszczerstwa ale nie zwracałam zbytniej uwagi na nie.
        Z racji że była już połowa grudnia każdy myślał już tylko o świętach. W tym roku mieliśmy spędzać je razem. Najpierw u mojej rodziny, potem u Andrzeja. Pomimo że nie byliśmy ze sobą długo każdy już widział nas na ślubnym kobiercu. Jednak ostatnio Andrzej się zmienił. Zrzucalam to na to że nie wychodziło im w meczach, ale to nie było to. Bałam się najgorszego. Nawet Patrycja pytała się mnie co się dzieje ale zwalałam to na nadmiar obowiązków.
        Kiedy siatkarz się kąpał spojrzałam w jego telefon. Widniała tam wiadomość od jednej osoby. Kiedy ja przeczytałam momentalnie w oczach pojawiły mi się łzy. Jak mogłam być taka głupia i tego nie zauważyć. Kiedy wyszedł postanowiłam się go spytać.

- Misiek kupiłam wino, zrobię jakąś pyszna kolacje.
- Kochanie dzisiaj nie mogę. Umówiłem się z chłopakami.
- Z którymi?
- Nie ufasz mi? Przecież wiesz że wychodzę tylko z jednymi. Conte, Kłos, Włodarczyk, Uriarte może Anderson.
- No cóż. Miłego wieczoru.

        Chociaż nie chciałam, musiałam się komuś wyżalić. Nogi od razu poniosły mnie do Conte. Wiedziałam że kłamał. Ale dlaczego wplątał w to też ich. Mogłam być spokojna jeżeli chodzi o Argentyńczyka. Biedak dalej sobie nikogo nie znalazł więc żadna nie będzie miała mi tego za złe. Kiedy siatkarz zobaczył mnie w drzwiach taka zapłakana od razu przyciągnął mnie do siebie i zaczął pocieszać.

- Więc juz wiesz.
- Wiedziałeś o tym i mi nie powiedziałeś?!
- Iza to nie tak. Domyslalismy się tylko z chłopakami. Widzieliśmy że coraz częściej nie jeździcie razem do domu, wieczory spędzasz sama. Ale każdy z nas bal się tego jak Ci o tym powiedzieć. Wyglądałas na taką szczęśliwa.
- Może i wyglądałam ale taka nie byłam. W takim razie jak długo to trwa?
- Z tego co nam wiadomo około miesiąca. Ale ona przecież spotykała się z nim wcześniej.
- Wiem. Już raz się o nią kłócilismy. Stara sprawa. A więc tak na prawdę ona nadal jest w naszym życiu. Facundo mógłbyś zawiezc mnie do domu? Byłabym bardzo wdzięczna.
- Nigdzie nie wychodzisz stąd w takim stanie. Zostajesz u mnie i nie ma żadnego problemu.
- Nie no co ty. Co jak on wróci. Przecież kiedyś będzie musiał. Zawsze wracał około 3 w nocy.
- To się zdziwi. I nie słyszę ale. Zostajesz i koniec. Zrobię nam herbaty.

        Wzięłam kocyk który leżał na kanapie i nakryłam się nim. Po chwili wrócił Facu z dwoma kubkami herbaty. Lekko podniosłam się ale tylko kiedy siatkarz usiadł położyłam mu głowę na kolanach. Jednak było nam niewygodnie więc lekko się położył i takim oto sposobem leżałam mu na brzuchu. Oddychał miarowo, nie musieliśmy rozmawiać. Rozumiał że potrzebowałam teraz chwili na namyślenie.

- Facundo czemu ty tak na prawdę jesteś sam? Przecież jesteś świetnym facetem i nie wmówisz mi że żadna cie nie chce.
- Jak mam być szczery to ja chcę jedna. Ale niestety nie ma dla nas happy endu.
- Dlaczego?
- Bo ona kogoś ma. I jest z nim szczęśliwa. A ja nie mogę wykorzystać sytuacji w której im się popsuje bo potem będę tego żałował.
- Czasem warto zaryzykować. Może nie jest do końca szczęśliwa. Ja też udaje a wszyscy myślą że jest świetnie. Zasługujesz na nią. Jest na pewno świetna dziewczyna.
- Tak myślisz?
- Pewnie. Startuj. Najwyżej okaże się że to nie jest to. Jeżeli nie spróbujesz nie dowiesz się czy to jest ta odpowiednia.

        Conte przez chwilę myślał. Po czym nachylil się nade mną i mnie pocałował. Zanim cokolwiek do mnie dotarło już chwilę to trwało. Kiedy zaczęło to być bardziej namiętne odepchnęłam go. Widziałam że nadzieja w jego oczach zgasła.

- Ja cie przepraszam. Iza to nie tak.
- Wiesz co. Ja lepiej pójdę.

        Ubrałam się i szybko wyszłam z mieszkania przyjmującego. Nie wiedziałam gdzie iść. Szłam przed siebie. Nie dość że straciłam dzisiaj chłopaka to jeszcze przyjaciela. Usiadłam na jakiejś ławce i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam gdzie jestem, ważne że nikt mi nie przeszkadza. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula, nie powiem przestraszyłam się. Jednak wiedziałam że to Conte. Zdradziły go perfumy.

- Iza ja cię przepraszam. To nie powinno tak wyjść. Mogłem Ci o tym nie mówić.
- Jak długo?
- Od samego początku. Ale ty na mnie nie zwracałas nigdy uwagi.
- Facudno. Nie okazywales mi tego. Poza tym był Wrona.
- Wiem. Dlatego trzymałem się na uboczu. Ale nawet nie wiesz jaka miałem ochotę mu walnąć. Chodź idziemy do mnie. Nie będziesz tak siedziała na tym zimnym.
- Ja może lepiej pójdę do siebie.
- Pójdziemy tylko i wyłącznie po twoje rzeczy na jutrzejszy ostatni trening.
- Facu.
- To że cię kocham nie znaczy że nie możemy ze sobą rozmawiać.
- Ale nie jest to dla ciebie krępujace?
- Zdążyłem się przyzwyczaić.
- A więc to dlatego nikogo nie masz. A my się zastanawialiśmy czy gejem nie jestes.
- No nie wyglądasz na chłopaka więc raczej nim nie jestem.

        Szliśmy w ciszy. Każde myślało o czymś innym. Doszliśmy do mojego bloku, chciałam wejść sama ale siatkarz mi nie pozwolił. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, zakluczyłam mieszkanie i wyszłam razem z Conte. Niech Wrona śpi sobie u siebie.

- Iza musimy skoczyć gdzieś na jedzenie. Bo niestety u mnie w lodówce są małe pustki.
- To może lepiej ja zrobię coś do jedzenia. Czekaj wrócę się, bo mam przygotowane rzeczy na kolacje z Wrona. Napijesz się chyba ze swoją trenerka dobrego, czerwonego wina.
- Nie wiem czy mogę.
- Możesz, możesz. Dzisiaj ci pozwalam.

Facundo został na chodniku a ja wróciłam się po jedzenie. Zapakowałam wszystko i wyszłam do niego. W dobrym humorze minął nam wieczór. Oglądaliśmy filmy, jedliśmy, piliśmy. Byłam już nieźle wstawiona, a siatkarzowi nic nie było. Na pewno oszukiwał z tym piciem. Przytuliłam się do niego i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano obudziłam się już w sypialni obok Conte. Jedno dobre, wiedziałam że pomiędzy nami do niczego nie doszło. Z racji tego że Facu by nie mógł. Żałował by tego do końca życia. Wstałam z łóżka, ogarnęłam się i poszłam po jakieś śniadanie. Kiedy wróciłam ten głupek jeszcze spał, ile można. Spojrzałam na zegarek który wskazywał 9. Za godzinę musimy być na hali. Postanowiłam go ładnie obudzić. Wiedziałam że przyjmujący ma straszne łaskotki więc weszłam po cichu do pokoju, usiadłam obok niego, nachyliłam się i w momencie kiedy chciałam go połaskotać ten przewrócił mnie ze to ja byłam pod nim i zaczął mnie gilgotać. Kiedy w końcu przestał udawałam obrażoną. Proszę bardzo. 3/4 dziewczyn na świecie chciałoby być teraz na moim miejscu. Obok mnie leży największe ciacho na świecie, bez koszulki, na dodatek mnie kocha, a ja mam go w dupie. No istna brazylijska, nie sorry argentyńska telenowela.

~*~
Witam was po jakże długim czasie. Przepraszam, że tak dawno nic nie było ale moja wena mnie opuściła. Obraziła się i postanowiła zrobić sobie wakacje. Wiem, że to wyżej szału nie ma dupy nie urywa ale to zawsze coś, Może w końcu się odbrazi i wróci do mnie. :P 
Jak myślicie co zrobi Iza? 
Czy Facundo zawróci jej w głowie, a może jednak wybaczy Andrzejowi? 
Czy Patrycja pogodzi się w końcu z Włodarczykiem, a może da szansę komuś innemu? 
Pozdrawiam <3

środa, 9 grudnia 2015

19. Wybacz każdy niespełniony sen.


~Perspektywa Patrycji~

Mało co na zawał nie zeszłam. Wypiłam niemal duszkiem swojego drinka, a szklankę odstawiłam na stół.

- Mogę się przysiąść? –Usłyszałam go.
- Zależy kto pyta. – Odpowiedziałam niewzruszona.
- Ja?
- To raczej podziękuję. – odparłam sarkastycznie, po czym wstałam. Chciałam pójść do Izy, ale niestety osobnik chwycił mnie za ramie i zatrzymał. - Co ty robisz?! – Spiorunowałam go wzrokiem.
- Mamy do pogadania.
- Ale ja nie chcę rozmawiać. A już na pewno nie z tobą. – warknęłam. – Puść mnie do cholery jasnej!
- Najpierw porozmawiamy, czy ci się to podoba na nie.
- Super. Nie dość, że cham to jeszcze apodyktyczny. Masz minutę. – westchnęłam z niechęcią. Z nim w szczególności nie miałam ochotę na rozmowę, o nie. Usiadłam z powrotem na kanapie, a on obok mnie, ale pilnowałam, żeby był w „bezpiecznej” odległości. - Czego chcesz?
- Porozmawiać. - To już wiem. Do rzeczy. – Jęknęłam.
- Serio musiałaś mówić to Izie? Teraz każdy ma mnie za gnoja. – stwierdził Włodarczyk.
- Bo nim jesteś! A po za tym ja jej tego nie mówiłam.
- Ta to co gołębia jej ktoś wysłał? – Prychnął.
- Nie wiem, nie interesuje mnie to.
- A powinno, bo zniszczyłaś mi karierę.
- O to przepraszam bardzo, że moja psychika, ciało i GODNOŚĆ jest ważniejsza od kariery zadufanego w sobie dupka. – zaśmiałam się ironicznie.
- Jeszcze zobaczymy, jeszcze będziesz błagała o to.
- Idź sobie, jesteś najebany w trzy dupy. – odepchnęłam go od siebie i wstałam. Ten jednak nie dawał za wygraną i przyciągnął mnie do siebie co poskutkowało siarczystym policzkiem z mojej strony.
- To tak się bawimy tak? – Spytał i złapał się za policzek.
- Baw się w co chcesz, mnie w to nie mieszaj. – stwierdziłam.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem.
- Czego jeszcze dusza pragnie? – spytałam. – liścia z drugiej strony tak dla wyrównania?
- Jakiś problem? – przyszła mi z pomocą moja przyjaciółka.
- Nie. Akurat skończyliśmy rozmawiać. – powiedziałam, patrząc na niego non stop. Po chwili Włodarczyk od nas się oddalił. Odetchnęłam z ulgą.
- Wszystko w porządku? – spytała od razu.
- Jeszcze trochę i bym zaczęła panikować. – powiedziałam i odgarnęłam włosy z czoła.
- Byłaś twarda, dobrze ci poszło. – poklepała mnie po ramieniu
- Weź mi zarzuć drinka, bo chyba muszę się napić. – jęknęłam.
- Haha spoko. – zaśmiała się Iza i poszła do kuchni po wódkę, sok kaktusowy i zagrychę. Po chwili wróciła z odpowiednim zaopatrzeniem. Ja zajęłam się nalewaniem wódki, a trenerka soku. Gdy stwierdziłyśmy, że napój jest wystarczająco dobry, żeby go wypić wzniosłyśmy między sobą mały toast i się napiłyśmy.
- Dobrze, że jesteś w Bełchatowie. – stwierdziłam. – Strasznie za Tobą tęskniłam.
- Weź, bo się jeszcze rozkleję. – zaśmiała się. – Ale tak szczerze, chyba nie czułabym się tu tak pewnie, w szczególności nie przy Andersonie.
- Powiem ci szczerze, że byłam zaskoczona telefonem od Piechockiego. Przecież tyle co studia skończyłam i praktycznie zerowe doświadczenie mam a tu nagle od razu do Bełchatowa. – zaśmiałam się cicho. – Ale gdy ciebie zobaczyłam, od razu wiedziałam, że będzie dobrze. – uśmiechnęłam się.
- Najlepsze przyjaciółki na zawsze, co?
- Ta. – szepnęłam z uśmiechem. – Tym bardziej, że od początku tutaj wszyscy traktują się jak jedna wielka rodzina. Cholera jestem trochę zbyt sentymentalna. – Zaczęłam się śmiać.
- A o czym pani trener i nasza wspaniała fizjoterapeutka tak rozmawiają? – Spytał Kłos.
- I do tego piją bez nas! – oburzył się Facundo.

Obie zaczęłyśmy się śmiać. Siatkarze się do nas przysiedli i dopiero wtedy zaczęło się porządne chlanie. Impreza skończyła się prawie o świcie. Karol, Ola, Srecko i ja nocowaliśmy u Izy. A z racji tego, że były tylko dwa łóżka dwuosobowe to miałam spać z Lisinacem.
Pożyczyłam od swojej przyjaciółki koszulkę i szorty, poszłam się z grubsza ogarnąć. Dotarcie do łazienki po pijanemu było dla mnie dość dużym wysiłkiem. Kiedy zakurzyłam w futrynę, było słychać jedynie moje siarczyste „Ała kurwa”. Zaczęłam się sama z siebie śmiać. Na szczęście dotarcie do łóżka już nie stanowiło dla mnie takiego problemu.
- Jesteś cała? – Usłyszałam śmiejącego się Lisinaca.
- Taaa. – mruknęłam. – Miałam bliskie spotkanie z futryną.
- Słyszałem. – Mówił, dalej się śmiejąc.
- Widzę, że moja krzywda cię śmieszy. – parsknęłam śmiechem.
- No i to bardzo.

Po chwili oboje się śmialiśmy. Musieliśmy jednak zachowywać się dość cicho, żeby nikogo nie obudzić.

- Lubię jak się śmiejesz i uśmiechasz.
- Ta w szczególności jak jestem najebana. – szepnęłam z uśmiechem.
- Mówię serio. Powinnaś się częściej uśmiechać.
- Srecko czy ty próbujesz mi prawić komplementy? – spytałam, patrząc na niego.
- To takie dziwne? – Uśmiechnął się
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. – pokazałam mu język, na co on ponownie się zaśmiał.
- Widziałem dzisiaj jak Włodarczyk się sadził. Wszystko w porządku?
- Tak. Już tak. To cham i prostak i tyle. Nic się na to nie poradzi. – wzruszyłam ramionami.
- Pytałem raczej, czy u ciebie wszystko okej. Ostatnio chodziłaś trochę jak na szpilkach.
- Srecko… - westchnęłam. Zapaliłam lampkę. Spojrzałam na swoje posiniaczone jeszcze nadgarstki. Pokazałam mu je. - Czy to sugeruje, że wszystko jest okej? - spytałam delikatnie. Chłopak też się podniósł i spojrzał na nie, a potem na mnie. Wzruszyłam delikatnie ramionami. - Minie jeszcze trochę czasu zanim będzie wszystko w porządku. – szepnęłam. – chociaż powiem, że incydent z dzisiaj mi tego nie ułatwił.
- Jesteś silna. Dzisiaj to udowodniłaś. Dasz radę. –ujął moją dłoń, żeby dodać mi otuchy. Wymusiłam uśmiech. - To się wydarzyło wtedy, jak Andrzej oddawał ci klucze do mieszkania, prawda?
- Tak… - szepnęłam. – I najchętniej bym wymazała to z pamięci, ale niestety… Chcąc nie chcąc musimy ze sobą pracować. – Nie my w sensie ty i ja, ale w sensie on i ja… Wiesz o co mi chodzi.
- Wiem, wiem. Spokojnie – uśmiechnął się.
- Dobra chodźmy spać. Jutro czeka nas dłuuugi dzień. Już widzę, jak wszyscy trenują na kacu. – zaśmiałam się cicho i położyłam.
- No to fakt będzie ciekawie. – przyznał Serb.
- Dobranoc.
- Dobranoc. – szepnęłam, po czym zgasiłam lampkę i zamknęłam oczy.

Rano było ciekawie. Bardzo ciekawie. Słyszałam jak ktoś wymiotuje. Uroki porządnej imprezy. Co lepsze, było mi strasznie ciepło. A powodem tego był Srecko, który spał jak zabity. Skubany obejmował mnie mocno, a twarz miał wtuloną w moje plecy. Zaśmiałam się pod nosem. Chciałam wstać, ale też nie chciałam go budzić.
Wzięłam telefon do ręki. Miałam wiadomość od Izy. „<3” a tam było nasze zdjęcie jak śpimy. „NIE ŻYJESZ” odpisałam i zaczęłam się śmiać.

- Co się dzieje? - usłyszałam zaspanego Lisinaca.
- Nic, nic. – wyszeptałam. – Śpij.
- Yhm. – mruknął i poszedł dalej spać.

Uśmiechnęłam się delikatnie. Nie przeszkadzał mi taki stan. Wręcz przeciwnie. Uświadomiłam sobie, że brakuje mi kogoś takiego. Ale prawda była też taka, że nie byłam gotowa na żaden związek.

~Perspektywa Izy~ 

W końcu dotarliśmy do jego mieszkania. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić za bardzo, czy mam siadać czy stać. Wiedziałam jednak, że dopóki nie odbędziemy tej rozmowy, nie będzie w miarę znośnej atmosfery.

-Dlaczego wybrałeś Bełchatów? – Spytałam, po chwili ciszy.
- Miałem dziwne przeczucie, że Ciebie tu zastanę.
- I tylko dlatego? – Spojrzałam na niego.
- Dobijałem się do ciebie miliony razy. Chciałem porozmawiać.
- I nagle stałeś się jasnowidzem?
- Iza… Ja naprawdę żałuję tego co się wydarzyło.
- Ja żałuję, że kiedykolwiek dałam ci się do siebie zbliżyć. –westchnęłam.
- Czyli mi nie wybaczysz?
- Matt wybaczyć nie znaczy zapomnieć, o to chodzi. Myślisz, że po tym jak poroniłam i zobaczyłam ciebie pieprzącego ją w jej gabinecie, to było mi łatwo? – Spytałam. – Myślałeś chociaż przez sekundę o mnie kiedy wciągnąłeś się w ten romans?
- Nie… - Wyszeptał. – Ale Iza ja się zmieniłem, naprawdę. - Jęknął, ujmując moją dłoń.
- Nie wątpię w to. -Jedyne co zrobiłam, to delikatnie ją wydostałam z jego uścisku. Ponownie zaszkliły mi się oczy.
- Iza błagam Cię.
- Matt… - Zaczęłam.
- Szlag mnie trafia, jak widzę cię z nim… To mi jeszcze bardziej uświadamia, co straciłem. Kogo.
- Może do cholery jasnej próbuję być szczęśliwa, po tym co ty mi zrobiłeś? – Spytałam kąśliwie.
- Nie rozumiesz, że tego żałuję?! Iza dla ciebie przyleciałem do Bełchatowa.
- Ale nikt cię o to nie prosił, więc nie szukaj winnych, bo jedynym takim jesteś ty. To nie ja pieprzyłam fizjoterapeutki na lewo i prawo.
- Dobra ja jestem winny, ale chyba mieliśmy być małżeństwem?
- I co z tego? Minęły 3 lata! – Stwierdziłam. – Sporo w ciągu tych trzech lat się zmieniło.
- Co? Wrona wkroczył ci na ścieżkę? Patrycja znowu ci nawymyślała udając ciocię dobrą radę.
- Właśnie przez to, że jej nie posłuchałam tak cierpiałam. Ona była ze mną na dobre i na złe.
- Jak ty byłaś w Rosji a ona tu.
- W przeciwieństwie do Ciebie interesowała się mną. Dzwoniła codziennie i pisała. Na nią i na rodziców zawsze mogłam liczyć i na Olę. Po tym wszystkim.
- Iza, nie chcę się kłócić.
- Matt ty już zrobiłeś swoje. Zrób nam obojgu przysługę i nie rań mnie więcej, nie próbuj działać na mnie tak jak wtedy. To nie wróci. – Wyszeptałam.
- Powiedz mi wtedy prosto w oczy, że mnie nie kochasz. Wtedy dam sobie spokój. Wtedy uwierzę. Dopóki nie powiesz mi tego prosto w oczy.

Zawahałam się wtedy. Oczywiście, że coś do niego jeszcze czułam, ale to nie była miłość. To nie było to, co było 3 lata temu. Zmieniłam się. Okoliczności się zmieniły. Jestem tu drugą trenerką. Pojawiła się Skra, Patrycja wróciła, na mojej drodze stanął Andrzej. Tak. Wrona. On był dla mnie kimś, z kim mogłam się budzić każdego ranka. Nie mogłam dać się zranić po raz kolejny. Nie w ten sam sposób. Już byłam zbyt doświadczona, żeby uwierzyć kolejny raz w te puste słowa.

- Nie kocham Cię. -Spojrzałam mu w oczy, wypowiadając te słowa.

Siatkarz znieruchomiał. Widziałam jak w jego oczach zgasła nadzieja. Postanowiłam tego nie przeciągać i wyszłam z jego mieszkania.


~*~
Drogie czytelniczki. 
Właśnie dzisiaj mija rok od pierwszego rozdziału ;)
Z racji tego chciałabym dać Wam troszkę dłuższy rozdział który będzie moim podziękowaniem dla Was. 

czwartek, 26 listopada 2015

18. Thinking Out Loud.

        Byłam bardzo zdziwiona kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi w trakcie imprezy. Wszyscy już byli i nikogo nie brakowało. Kiedy je otworzyłam mało nie dostałam zawału. Przede mną stał we własnej osobie Prezes Piechocki.

- A co to za imprezy w trakcie sezonu?
- Ależ panie prezesie. Jaka to impreza. Zwykle powitanie.
- Przecież żartuje. To jest prezent dla ciebie i oby ci się dobrze mieszkało.- Podziękowałam i wpuściłam Konrada do mieszkania. Kiedy wszedł do salonu wszyscy zamarli. Chłopacy automatycznie odłożyli drinki i niezdrowe jedzenie. - Nie udawajcie takich grzecznych. Co wy myślicie że ja nie wiem że 3/4 alkoholu w sklepach w Bełchatowie to wy wykupiliście?
- Panie prezesie w życiu.
- Ja widziałem ile siatek Kacper wynosił. Mam nadzieje że napijecie się ze starym kolega.

        Teraz tym bardziej musiałam z Andrzejem uważać na jakiekolwiek czułości. Mierzyliśmy się tylko wzrokiem. Kiedy poszłam po przekąski do kuchni zaraz za mną skierował się Matthew.

- Czego chcesz?
- Kochana gdzie z taką wrogością? Jesteśmy przyjaciółmi.
- Gówno nie przyjaciele. Myślisz że nie wiem że to ty doniosłeś na Andrzeja?
- W życiu. Za kogo ty mnie masz.
- Wiedziałam, że jesteś kłamcą ale że aż takim.
- Powiedziałem ci że będę o ciebie walczył. Nikt nie powiedział że czegoś nie można. Także wszystkie chwyty dozwolone.
- Boże co ja w tobie widziałam. Musiałam być bardzo ślepa.
- Ty tego nie widzisz? Tego jak cię próbuje omotać, wziąć tylko dla siebie.
- Ty jesteś chory. To się leczy! Powiedziałam ci, że to definitywny koniec. Niech to w końcu do ciebie dotrze.

        Wzięłam to co miałam i zostawiłam go tam samego. Ola z Patrycją od razu zauważyły że coś jest nie tak. Gestem ręki pokazałam im że nic mi nie jest i zaczęłam tańczyć. Przetańczyłam chyba z całą Skra. Wszyscy po jakimś czasie byli już bardzo wcięci. Kolo godziny 4 partnerki zaciągały tych alkoholików do domu.
Na noc u mnie został Karol z Olą i Patrycja ze Srecko, do Andrzeja poszedł Facu i Uriarte z dziewczyną, która doszła do nas dopiero potem. Matthew wziął Włodarczyka. Reszta była z partnerkami więc to one ich zabrały.
         Położyłam się w sypialni razem z Andrzejem. Wiadomo było że z naszych gości nikt by nas nie wydał. Wtuliłam się w siatkarza i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Chłopacy rano mieli mieć trening o 10. Byłam bardzo ciekawa ilu ich przyjdzie. Otworzyłam oczy ale od razu je zamknęłam. Andrzej był taki cieplutki i miękki, że aż żal było wstawać.
        Szturchnęłam go lekko ale Wrona leżał niewzruszony. Jako że był bez koszulki to zaczęłam mu paznokciami po brzuchu rysować jakieś kółeczka i inne duperele. Tak się zamyśliłam, że kiedy siatkarz się odezwał podskoczyłam lekko.

- Kochanie to mnie łaskocze.
- To dobrze wstawaj.
- Dobrze? No to zobacz co teraz ja ci zrobię.

        Andrzej nachylił się nade mną i wbił mi się w szyję. Całował mnie po niej. Nawet nie liczyłam ile razy zrobił mi malinkę. Poleżeliśmy jeszcze chwile i czas było się zbierać. Andrzej poszedł do siebie obudzić towarzystwo, a ja skierowałam się w stronę łazienki. Kiedy w lustrze na siebie spojrzałam zamarłam. Moja szyja wyglądała jak jeden wielki siniak. Zabije go. Jak ja się wytłumaczę Falasce, że muszę mieć szalik bo chora jestem? Przecież on mi nigdy w to nie uwierzy.
        Ogarnęłam się, założyłam jak najwyżej zabudowana koszulkę i zajęłam się śniadaniem dla moich śpiochów. Powiem najwyżej że klubowej nie zdążyłam wyprać. Zjedliśmy śniadanie i reszta chłopaków poszła się ogarnąć na trening. Zeszłam na dół do samochodu. Wychodząc z klatki zobaczyłam Andersona stojącego przy masce swojego cacka. Grzebał coś w nim.

- Popsuł się?
- Nie mogę go odpalić.
- Wskakuj podwiozę cię.
- Nie no poradzę sobie.
- Wskakuj i nie dyskutuj.

        Posłusznie usiadł na miejscu pasażera. Przez całą podróż nic się nie odezwał. Ja sama zbytnio też go nie zagadywałam bo sama nie miałam ochoty rozmawiać. Po 10min dojechaliśmy pod Energię. Matt wybiegł jak głupi. Rozumiem, że nie chce aby ktoś nas razem zobaczył no ale nie przesadzajmy. Mógłby rzucić chociaż zwykle "Dziękuję".
        Poszłam zaraz za nim. Wchodząc na parkiet czułam na sobie wzrok Falascy. Byliśmy sami gdyż chłopacy mieli się zjawić dopiero za pare minut. Zaczęłam ogarniać papiery jak to drugi trener gdy Miguel podszedł do mnie i zaczął się śmiać.

- Powiedz Andrzejowi, żeby następnym razem był dyskretniejszy. Nie chciałby aby Konrad to zobaczył.

- Ale jak to Andrzej?
- Nie rob ze mnie głupka. Zauważyłem jak na siebie patrzycie. Tak zawodnik na trenera nie patrzy. Ale muszę ci powiedzieć, że dużo razy widziałem Andrzeja w związku no bo nie ukrywajmy stały w uczuciach to on nie jest. Ale na wszystkie wcześniejsze nie patrzył tak jak na ciebie. Co ty takiego robisz?
- Właśnie nic. I nie dałam mu się na początku. Trochę musiał się natrudzić.
- To powodzenia. Słuchaj idź zawołaj tych debili bo sami to oni się nie pchają.

        Skierowałam się w stronę szatni. W głowie dalej miałam słowa Miguela. Bałam się aby Piechocki również tego nie zauważył. Z szatni wyszedł Facundo i Lisinac. Obaj spojrzeli się na siebie i zaczęli się śmiać.

- Nie za wesoło wam chłopaki?
- Widzę, że albo noc była upojna albo ranek.
- Ale się uśmiałam Conte.
- Też cię kocham maleńka.
- Facu czy ty wiesz co jest małe?
- A widziałaś?
- Dobra idź bo zaraz kopa w dupę dostaniesz.

        Chłopacy którzy wyszli z szatni stali i śmiali się razem z nami. Nawet ukradkiem zobaczyłam uśmiech na twarzy Andersona. Trening nie był dzisiaj bardzo ciężki. Chłopacy byli po meczu, o imprezie to już nie wspominajmy. Jednak pomimo to pokazali się wszyscy.
        Jakieś 2 godziny później jechałam samochodem z Mattem. Nagle w radiu poleciała piosenka. Momentalnie moje oczy zaszły się łzami, które po chwili zaczęły spływać mi po twarzy. To była piosenka do naszego pierwszego tańca na ślubie. Oboje słuchaliśmy jak zahipnotyzowani. Matt otrząsnął się pierwszy.

- Iza zatrzymaj się proszę.
- Miejmy to za sobą. Odwiozę cię i zapomnimy o tym.
- Iza. Proszę Cię. Zatrzymaj samochód.

        Zrobiłam to. Zatrzymałam się na jakimś parkingu i wyszłam z samochodu. Próbowałam się opanować ale pomimo tego że minęło tyle czasu mnie to nadal bolało. Matt wyszedł zaraz za mną. Objął mnie a ja zaczęłam płakać wtulona w niego. Ktoś mógłby pomyśleć, że tak go nienawidzę, a potrafię się do niego przytulic. To był odruch.
        Siatkarz tulił mnie do siebie i trzymał głowę opartą o moją. Po chwili się uspokoiłam. Odsunęłam się od niego i zauważyłam jak ściera łzy z policzka. To dotyczyło nas oboje. Nie tylko mnie.

- Myślę że musimy ze sobą jeszcze raz porozmawiać. Wolisz żebym ja przyszedł do ciebie czy ty do mnie?
- Ja do ciebie.
- Chcesz żebym to ja prowadził?

        Bez słowa dałam mu kluczyki i usiadłam na fotelu pasażera. Byłam już tym wszystkim wykończona. 

sobota, 24 października 2015

17. They say that time's supposed to heal ya.

     Dobrze, że wyłączyłam zapiekankę bo nie miałabym gdzie mieszkać. Obudziłam się rano w ramionach siatkarza. Wiedziałam, że jest to największy błąd życia i będę tego żałować ale raz się żyje. Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 7. Do porannego treningu zostało nam dużo czasu. Wyswobodziłam się z ramion siatkarza i postanowiłam zrobić jakieś śniadanie.
     Założyłam bieliznę i pierwsze co wpadło mi w rękę czyli jego koszulę. Zapięłam ją i zamknęłam za sobą drzwi do sypialni. Kiedy chciałam wejść do salonu ktoś zadzwonił do drzwi. Na 1000% jest to Anderson bo to on ma takie wyczucie chwili. Otworzyłam drzwi i oczywiście kto za nimi stał? Matthew we własnej osobie.

- Z tego co wiem nie mam takiej koszuli.
- Nie było by ci w niej ładnie bo to nie są twoje kolory.
- Chyba ci w czymś przeszkodziłem.
- Jak widać.
- Powiedz Andrzejowi, że trener kazał mu przyjść wcześniej przed treningiem.
- Jak jego tutaj nie ma.
- Złotko widziałem go wczoraj w tej koszuli. To twoje życie tylko pamiętaj co ci mówiłem.

     Powiedział i poszedł sobie. Co ja w nim widziałam. Skierowałam się w stronę kuchni i otworzyłam lodówkę. Pierwsze na co wpadłam to omlety. Sportowcy mogą je jeść bo nie są bardzo kaloryczne a sycące. Stojąc przy kuchence poczułam oddech na mojej szyi.
Od razu się schyliłam bo mam tam straszne łaskotki. 

- Już mi się podoba takie powitanie. Możesz tak codziennie. 
- Nie przyzwyczajaj się za bardzo. 
- A to niby dlaczego?
- Bo się przyzwyczaisz, a ja złamie ci serce i się załamiesz.
- Biedny Andrzej w depresji. Szuka pocieszenia. To były by nagłówki. Już widzę te kolejki pod blokiem. 
- Chciałbyś. Chyba te kolejki do mnie.
- Za twoje głupie gadanie chyba musisz ponieść karę.
- A ty co? 50 twarzy Andrzeja?
- Żebyś wiedziała. -Siatkarz podniósł mnie i zaczął łaskotać. - Andrzej odstaw mnie. -cisza, jakby nic do niego nie docierało- Chcesz biegać więcej kółeczek nie ma problemu.
- Wole te kalorie co spale przy bieganiu dodatkowych kółeczek spędzić w lepszy sposób. Wiesz podobno w łóżku spala się najwięcej kalorii.
- O 9 muszę być na hali a jeszcze czeka na mnie prysznic także na nic nie licz. Poza tym Miguel chce z tobą porozmawiać przed treningiem.
- Dobra 8:45 przy samochodzie. -Postawił mnie na ziemie, pocałował, chwycił omleta i chciał wyjść ale cofnął się- Mam tak wyjść bez koszulki?
- Jakoś sobie poradzisz. Przecież nie rozbiorę się tutaj na środku kuchni.
- Mi by to nie przeszkadzało.
- Ty powinieneś mocnego kopa w dupę dostać.
- Już cie nago widziałem nie masz co się krępować.
- Liczę do 3 i ma cię tu nie być.
- Też cię kocham.

     I wyszedł. Zwariuje z nim. Mijały nam tak dni. Okazało się że ktoś doniósł Falasce o tym iż Andrzej nie czuł się źle tylko był ze mną ma zakupach. Wyszliśmy na szczęście z sytuacji ponieważ powiedziałam iż popsuło mi się coś w samochodzie i nie miałam jak wrócić do domu. Uwierzyli nam ale widziałam jak Anderson się patrzył.
     On znał prawdę i nie wahałby się aby ją powiedzieć. Był weekend, chłopacy właśnie wygrali swój kolejny mecz. Postanowiłam zrobić dzisiaj ta parapetowe. Po meczu szybko odgarnęłam to co miałam i wybiegłam z hali. Skierowałam się w stronę sklepu pisząc wszystkim o imprezie. 
     Była godzina 21, a goście mieli być o 23. Nie musiałam powiadamiać sąsiadów o parapetówie bo obydwoje będą na niej. To znaczy jeden na pewno co do drugiego to bym polemizowała. Chodził obrażony i odzywał się tylko kiedy była taka konieczność. A nie o nim teraz mówimy. Po jakiś 15 minutach wchodzenia po schodach z tymi ciężkimi siatkami w końcu dotarłam pod swoje drzwi.
     Nie będę musiała chodzić na siłownię przez tydzień chyba. Chciałam od kluczyć drzwi jednak okazało się że były one otwarte. Tylko jeden z mamutów miał klucze do mojego mieszkania.

- Andrzej możesz mi powiedzieć co tu robisz? -powiedziałam wchodząc do kuchni gdzie stał siatkarz.
- Jezu czemu mi nie zadzwoniłaś. Przecież bym ci pomógł.
- Nie zmieniaj tematu.
- No bo Karol powiedział że robisz imprezę to postanowiłem wpaść już trochę przygotować, magiczne napoje przyniosłem.
- A kto ci kazał?
- Jesteśmy razem. Prawie ze sobą mieszkamy. To czuje się zobowiązany.
- Wiesz jaki jesteś głupi?
- Za to mnie kochasz.
- Chciałbyś.
- Nie? - Siatkarz zaczął całować mnie po szyi. Automatycznie cała zesztywniałam. - Chyba jednak tak.
- Gołąbeczki Miguel będzie także proszę mi się tu nie rozkręcać. -do kuchni wszedł Karol razem z Olą.
- Powiedziałeś mu? Boże Andrzej.
- Jest moim przyjacielem od razu zauważył.
- Jestem dyskretny także spokojnie.
- Już ja go dopilnuje. Dostanie kare w razie czego. -powiedziała Ola.
- Kochanie ale jak taka dobrą kare to może zaryzykuje?
- Jak ci palne to zobaczysz.
- Ja widzę, że oni się bardzo dobrze dobrali. Bracia bliźniacy normalnie. Ja cię kochana podziwiam jak ty z nim te 7 lat wytrzymałaś.
- Sama siebie podziwiam. Jakaś nagroda mi się należy. Piękna a możesz mi powiedzieć dlaczego ty jeszcze w meczowym stroju jesteś? Migaj mi się szybko ogarniać. Ja wbije zaraz zrobić ci makijaż.
- Ale muszę ogarnąć.
- Ty się niczym nie przejmuj. Andrzej! -Ola krzyknęła do siatkarza który przeglądał akurat playlistę w swoim IPhonie na dzisiejsza parapetowe- Skoro jesteś też gospodarzem to ogarnij do końca.
- Już biegnę.
- Chłopaka to trzeba sobie wychować.

     Zaczęłyśmy się śmiać i skierowałyśmy się w stronę mojej sypialni. Po 30 minutach wyszłam z niej w wyjściowym stroju. Tak to mogłam pokazać się ludziom. Pierwsi goście zaczęli się schodzić. Nawet Matt przyszedł. Dostałam mnóstwo prezentów. Jak to tłumaczyli: Oby ci się tu dobrze mieszkało. Alkohol jak to u siatkarzy lał się strumieniami. Nawet kątem oka zauważyłam, że Miguel pił razem z nimi. Nie widziałam tylko Conte, Uriarte i Patrycji. Po chwili jednak usłyszałam dzwonek do drzwi. O wilku mowa.

~perspektywa Patrycji~ 

     Kiedy dostałam cynk od Izy, że robi parapetówkę, zamiast się cieszyć, zaczęłam się martwić. Od tamtego zdarzenia trzymałam się od Włodarczyka z daleka. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego odkąd okazał się takim gnojkiem. Wiedziałam też, że jeśli się nie pojawię, to przyjaciółka delikatnie mówiąc mnie zabije następnego dnia na treningu. 
Patka weź się w garść, tak nie może być, pomyślałam w duchu. 
     Postanowiłam, że już dość chowania się pod miotłą. Poszłam sama na zakupy (czego nienawidziłam najbardziej na świecie). Musiałam się w coś ubrać, a wszystkie rzeczy, które miałam w mieszkaniu, delikatnie mówiąc nie nadawały się na parapetówkę. Na początku łaziłam po sklepach i butikach jak ostatnia ofiara losu, ale po 30 minutach się spięłam i zaczęłam prawdziwe polowanie.
     Udało mi się kupić czarną skórzaną spódniczkę do połowy uda, gorsecik i szpilki wpanterkę, a do tego dżinsową kamizelkę kolcami i full capa. W mojej głowie zrodził się taki plan, że nie mam zamiaru przejmować się tym lamusem. Trzeba się odstawić i zacząć żyć. Po udanych zakupach wróciłam zadowolona do swojego lokum i tam zaczęłam przygotowania.
     Zacząwszy od prysznica, przez malowanie, suszenie i układanie włosów, po ostateczne poprawki. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiona poszłam je otworzyć. Ujrzałam Facu i Nicolasa.

- O siema. - Uśmiechnęłam się, po czym ich wpuściłam do środka. - A wy co?
- Zgarniamy cię, skoro mamy po drodze. - Zaśmiał się Conte.
- I jak wyglądam? Nie przesadziłam? - Spytałam, patrząc na swoją spódniczkę i ją poprawiając. Zauważyłam, że chłopców trochę zamurowało ,ale w końcu Uriarte przemówił.
- Nie! Wyglądasz świetnie!
- Tylko się nie obśliń. - Zaśmiał się Conte, a ja mu zawtórowałam.
- Okej, czyli jest jak zaplanowałam. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
- To jak? Gotowa?
- Jo, tylko wezmę torebkę i możemy iść.

     Po chwili siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu. Z umiejętnościami Nico byliśmy pod blokiem dosłownie w 5 minut. Conte zachował się jak dżentelmen i otworzył mi drzwi i podał rękę. Poczułam się trochę jak kopciuszek.

- Dobra idźcie z przodu. - Powiedziałam.
- Nie no panie przodem. - Odparł uparcie Facundo.
- Jo, żebyście jeszcze podziwiali moją dupę. - Mruknęłam z uniesioną brwią.
- A co w tym złego jak masz niezłą?
- Conte bo po treningu Ci taki masaż zafunduję, że przez tydzień nie wstaniesz.
- No już już. Idź i nie marudź. - Zaśmiał się, kompletnie ignorując moją "groźbę".


     Pokręciłam głową z dezaprobatą, śmiejąc się pod nosem i poszłam do bloku. Kiedy moja "obstawa" mnie dogoniła przy drzwiach, w końcu mogłam do nich zadzwonić. Otworzyła mi rozbawiona Iza.

- No siema! O i przyprowadziłaś te dwie zguby! Świetnie. Wchodźcie.
- Te dwie zguby przyjechały mnie odebrać i przypilnować, że faktycznie dotrę. - Zaśmiałam się.
- Wyglądasz świetnie!
- Dzięki! - Odpowiedziałam lekko speszona.

     A super czyli byliśmy jako ostatni, pomyślałam, kiedy zobaczyłam marę par butów o rozmiarze jednym mniejszym od kajaka w mieszkaniu Izy. Przynajmniej teraz jest zero ryzyka, że jakaś zazdrośnica wytarga mnie za włosy. Kiedy weszłam do salonu, wszyscy na mnie spojrzeli i zamilkli.

- Co? To, że chodzę non stop w firmowym dresiku, nie znaczy, że nie umiem się ubrać.
- Wyglądasz... Wow. - Wydukał Kłos.

     Przytuliłam się z każdym po kolei, oprócz Łajzy. Zaraz wszyscy zaczęli prawić mi komplementy. Tylko Włodarczyk milczał. Czerpałam z tego ogromną satysfakcję. Mój plan działał i to w stu procentach. Od razu wdałam się w rozmowę z Kacprem i Lisinacem.

- No to oficjalnie zabiłaś ćwieka każdemu, nawet mi!
- Taki był zamiar. - Zaśmiałam się.
- A wszystko okej? - Spytał zaraz Srecko.
- Jeśli chcesz o TYM to proszę Cię, nie. - Szepnęłam i wymusiłam uśmiech. Na marginesie dałabym mu w ryj. Ale to po paru głębszych.
- Spoko - Zaśmiali się obaj.

     Od razu zaczęliśmy solidny bal. Bawiłam się, tańczyłam, śmiałam się. Miałam to w nosie. Usiadłam na sofie i napiłam się swojego drinka. Na przeciwko mnie w drugim kącie pokoju stanął Włodarczyk. Mierzyliśmy się wzrokiem. Zaczął się zbliżać w moją stronę. 

środa, 23 września 2015

16. Sex on fire.

        Po 5 godzinach dostałam SMS od Andrzeja czy już kończę. Mieliśmy za 10 minut spotkać się przy wejściu. Byłam zadowolona z zakupów. Z karty Andrzeja nie wydałam dużo bo częściej płaciłam moją. Mam tylko nadzieje, że nie spełni swojej obietnicy. Bo to co on mi wybierze nie będzie nadawało się do ubrania. Szłam sobie spacerkiem na miejsce w którym umówiłam się z Andrzejem.
        Z daleka widziałam, że siatkarz już tam stoi. Nie dość że było go widać z daleka to tłum dziewczyn wokół niego zdradzał go tym bardziej. Usiadłam sobie na ławeczce i śmiałam się z niego. Po chwili jednak pożegnał się z dziewczynami i szybko uciekł do łazienki. Napisał mi, żebym podeszła do samochodu bo on też się tam kieruje.
       Wiedziałam że dobrze robimy. Nie chciałabym aby ktoś nas widział razem. Idąc w stronę AUDI śmiałam się z siatkarza. W głowie już obmyślałam plan. Otworzyłam drzwi i usiadłam obrażona. Andrzej nawijał, a ja siedziałam głową w szybie.

- Iza stało się coś? Co ja takiego złego zrobiłem?
- Nie ważne.
- Nie ma nie ważne. Mów bo wiesz, że jestem facetem i nie rozumiem dziewczyn.
- Czasem trzeba pomyśleć.
- Ja z tobą zwariuje. -Andrzej zjechał na pobocze i wysiadł z samochodu. Obszedł swoje cacko i otworzył drzwi z mojej strony. Pociągnął mnie za rękę, wyciągnął z samochodu i oparł o niego. Nasze usta dzieliły milimetry. Stykaliśmy się nosami. - Widzisz jak na mnie działasz. Cholernie mi na tobie zależy pomimo, że znamy się krótko.
- Andrzej nie możemy.
- Ale kto musi o tym wiedzieć. To bedzie nasza słodka tajemnica.
- To się nie uda.
- Przestań być taką pesymistka. Miłość nie wybiera.
- Andrzej zastanów się nad swoimi słowami. Jestem twoją trenerką i uważam, że ta rozmowa nie powinna mieć miejsca.

        Siatkarz prychnął i zdenerwowany wsiadł do samochodu. Ja zrobiłam to zaraz za nim. Droga minęła nam w ciszy. Kiedy zajechaliśmy pod blok, Wrona wziął swoje rzeczy, a ja swoje. Widziałam, że kupił coś w dużym pudełku. Pewnie znowu jakieś buty.
        Całą drogę myślałam o tym co mi powiedział. Było by to nieodpowiedzialne zwłaszcza po tym co powiedział mi Konrad. Otwierając drzwi odwróciłam się w Jego stronę. Szedł zgarbiony, widać było że jest wkurzony.

- Andrzej.
- Tak?
- Wiesz co -podeszłam do niego na schody- Pieprzyć konsekwencje.

        Pociągnęłam siatkarza za koszulkę i wpiłam się w jego usta. Nawet nie wiem kiedy wylądowaliśmy w moim łóżku. Siatkarz zaczął zjeżdżać językiem po mojej szyi lecz odsunęłam go.

- Jeszcze nie teraz co? Może najpierw obiad?
- O godzinie 19 to chyba kolacja.
- Co jemy? Nie mam za dużo w lodówce ale może uda się coś z tego zrobić.-Otworzyłam lodówkę i zaczęłam przeglądać jej zawartość- Co powiesz na zapiekankę z ziemniakami i mięsem?
- Pewnie. Idę po jakieś wino do sklepu.
- Tylko nie wróć jak ostatnio.
- Bardzo śmieszne. -podszedł do mnie, dał mi namiętnego buziaka i zaczął się ubierać- Nie zatęsknij za bardzo.
- Zobacz te łzy w moich oczach.
- Mam do ciebie się wrócić?
- Idź a nie gadasz bo ci sklep zamkną.

        Andrzej wyszedł, a ja stałam z wielkim bananem na twarzy. Znamy się krótko a on tak na mnie działa. Zajęłam się zapiekanką i śpiewałam sobie piosenki które leciały w radiu. Andrzej wychodząc zapomniał telefonu i ktoś próbował usilnie się do niego dodzwonić. Irytował mnie już ten dźwięk i postanowiłam odebrać bo może to coś ważnego. 
        Kiedy doszłam do niego ktoś się wyłączył. Jednak zadzwonił jeszcze raz. Moim oczom ukazał się nie kto inny jak blond cizia którą ostatnio u niego spotkałam. Odebrałam chcąc wiedzieć czego dusza pragnie lecz zanim się odezwałam tak w już zaczęła trajkotać.

- Kochanie jeżeli tak bardzo chcesz to mogę być u ciebie za 15 min.

        Zakończyłam połączenie i poszłam do kuchni dalej robić zapiekankę. Po paru minutach do mieszkania wszedł Andrzej. Nie powinnam odbierać tego telefonu ale tak wyszło. Wszedł do kuchni i próbował mnie objąć.

- Będziesz miał gościa za 15min.
- Kogo?
- Długo chciałeś lecieć na dwa fronty? Czy miałam być kolejną do zaliczenia?
- Nigdy. Mi na tobie zależy.
- Chyba jednak nie skoro zdążyłeś napisać do niej czy do ciebie przyjedzie.
- Sabina to zamknięta sprawa. Napisałem do niej jak mnie wkurzyłaś. Zresztą ja cię o Andersona nie oskarżam, a denerwuje mnie to nawet bardziej niż ciebie.
- Anderson to inna bajka.
- Wcale nie a nawet gorsza. Kiedy widzę jak on na ciebie patrzy mam ochotę go udusić.
- On jest moim przyjacielem.
- Sabina moim tez.
- Ta chyba z korzyściami.
- Ja przynajmniej nie miałem z nią dziecka.

        Zabolało mnie to. Nie lubię poruszać tego tematu. Nie hamowałam łez które leciały mi po policzkach. Wyminęłam go i poszłam do sypialni. Kiedy siedziałam na łóżku usłyszałam huk jakby ktoś czymś rzucił. Po chwili drzwi się otworzyły. Do pokoju wszedł Andrzej niosąc w ręce potłuczony telefon.

- Wiem jestem idiotą. Nigdy nie powinienem tak mówić. Musisz mi uwierzyć. Nigdy nie zależało mi na nikim innym jak na tobie. Działasz na mnie. Nie znamy się długo ale nie czułem czegoś takiego do nikogo.
- Wyjdź. Nie chce ciebie słuchać.
- Iza proszę cię.
- Zejdź mi z oczu. Liczę do 10 i ma cię nie być.
- Nie wyjdę stąd.
- Mam ci pomóc? - ruszyłam do niego i próbowałam go popchnąć ale nie wychodziło mi to. Był ode mnie dużo wyższy i silniejszy. Złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie.
- Iza. Proszę Cię. Uspokój się.
- Łatwo ci mówić. Nie straciłeś nigdy dziecka.
- I mam nadzieje, że nie stracę. Wybacz mi. Sabina była tylko na pocieszenie.
- Andrzej. Tez nie jesteś mi obojętny ale ja już raz się sparzyłam. Jeden chłopak mnie zdradził i wolałabym nie powtarzać tego błędu drugi raz.
- Poprawie się. Tak w ogóle to mam dla ciebie prezent.
- Ja tobie chyba będę musiała za sponsorować nowy telefon.
- Widzisz. Dla ciebie rozwaliłem swojego nowego IPhona.
- Trzeba było się nie wkurzać i panować nad gniewem.
- Kupie sobie nowego. Dobra a teraz proszę.

        Andrzej podał mi to wielkie pudełko o którym myślałam że to buty. Otworzyłam wieczko i zamarłam. Przede mną leżała czerwona, koronkowa bielizna. Wyobrażam sobie jak musiałam wyglądać. Na pewno byłam jeszcze bardziej czerwona niż ten prezent.

- Nie mogę tego przyjąć.
- Ależ oczywiście że przyjmiesz. I na dodatek zaprezentujesz mi ją dzisiaj. W ogóle to uwielbiam kiedy się rumienisz.
- Nie ma takiej opcji. Skąd ty w ogóle wiedziałeś jaki ja mam rozmiar?
- Pamiętasz jak byłaś się kąpać i ja byłem w twojej sypialni. No to wtedy podejrzałem sobie co nie co. I muszę ci powiedzieć, że bieliznę masz bardzo ładną.
- Grabisz sobie.
- Jak zawsze. Wiesz co trochę głodny jestem. Idziemy zjeść?
- Myślę, że zapiekanka powinna być już dobra.
- Skoczę tylko do domu się przebrać. Zaraz wracam.

        Siatkarz wyszedł, a ja stałam w kuchni i przygotowywałam kolacje. Po jakiś 5 minutach poczułam jak ktoś oplata mi ręce wokół bioder i całuje mnie po szyi. Dałam chwile Andrzejowi kiedy poczułam ból.

- Ty debilu! Zrobiłeś mi malinkę.
- Niech wiedzą, że jesteś zajęta.
- Ciekawe jak ja się z tego wytłumaczę w pracy.
- Napisze ci zwolnienie.
- Dobrze się bawisz? Jezu dlaczego muszę pracować z takimi idiotami.
- Z kim przystajesz takim się stajesz. Bierzemy przykład z najlepszych.
- Na kolacje dostaniesz suchy chleb i wodę.
- Na kolacje to ja chcę ciebie.

        Nie protestowałam już więcej. Siatkarz obrócił mnie w swoją stronęi podniósł łapiąc za tyłek. Całowaliśmy się corazzachłanniej. W drodze do sypialni gubiliśmy ubrania. Kiedy do niej dotarliśmy wiadomo co się stało. Tym razem nie musiałam go trenować. Doskonale wiedział co robić. 

sobota, 5 września 2015

15. Sun Is Shining


Perspektywa Izy.

       7:30. Din din din. Jak ja nienawidzę tego dzwonka. Po 10 min niechętnie wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Szybki prysznic, lekki makijaż i dres klubowy. Byłam jak nowo narodzona. Spojrzałam na zegar w kuchni który wskazywał godzinę 8:10. Trochę czasu mi zeszło.
        Na śniadanie zrobiłam sobie omleta z owocami i płatkami owsianymi. Kiedy byłam w połowie jedzenia do moich drzwi ktoś zadzwonił. Nie mógł być to żaden z chłopaków bo oni nie muszą jak sztab na treningu być 30min wcześniej. Odłożyłam widelec i otworzyłam drzwi.

- Witaj Andrzeju co ty tutaj robisz?
- Musimy porozmawiać.
- Za 10 minut muszę wychodzić na trening także nie masz za dużo czasu.
- Spokojnie najwyżej pojedziemy razem.
- Spoko, moim.
- Moim. Nie dam sobie tak zrobić jak Andersonowi.
- Nie dyskutuj.
- Będę. -Andrzej usiadł na kanapie i zaczął jeść mojego omleta
- Smacznego. Nie krępuj się.
- Kochanie za niedługo będziemy jadali już razem.
- Dobra po co przyszedłeś?
- Mamy do pogadania. Ale Patrycja nie może się dowiedzieć, że ci to powiedziałem.
- Chyba nie umiera?
- Nie. Dobra słuchaj. Wczoraj do domu odprowadzał ją Wojtek i kiedy mieli się już żegnać on.. no był zbyt nachalny. Wręcz zbyt bardzo.
- Zrobił jej coś?
- Tylko w chamski sposób namawiał.
- Ja mu pokaże gnojowi.
- Ale pamiętaj.
- Tak tak na pewno.
- I jak tam twoje relacje z Mattem?
- Boże o co wam chodzi z tym Mattem.
- Nic. Tak tylko się pytam bo wolałbym być jedynym który cię całuje.
- Żaden z was nim nie będzie.
- Daj mi jeszcze trochę czasu a będziemy się budzić przy swoim boku.
- Weź zmień dilera.
- Dobra chodź lecimy na trening.

       Zabrałam potrzebne mi rzeczy i wyszliśmy z Andrzejem z bloku. Przy hali byliśmy po 10min. Wrona poszedł do szatni, a ja skierowałam się na boisko. Ogarnęłam sobie wszystko i czekałam na siatkarzy. Nie minęła chwila kiedy w drzwiach pojawił się Włodarczyk. Kiedy szedł w moją stronę już obmyślałam plan zemsty.

- Iza. Bolą mnie plecy więc chciałbym iść potem do Patrycji na masaż.
- Nie.
- Ale dlaczego? -dostał ode mnie raz z płaskiego- Za co to?
- A to tak nie chcący.
- Okej trochę to dziwne. -Dostał drugi raz- Iza co ty odwalasz?!
- A myślałam, że tego chcesz. No nie daj się namawiać. Kto by się oparł dostania ode mnie. -Kątem oka zauważyłam Partycje i kilku siatkarzy stojących w drzwiach.
- Czyli już wiesz.
- Trudno idioto żebym się nie dowiedziała. Masz ostatnią szansę. Jeszcze jeden taki wybryk i wylatujesz.
- Ja na prawdę nie chciałem.
- Chyba trochę na to za późno. Wszyscy gotowi? No to zapraszam. - Siatkarze weszli na halę i stanęli przede mną. Wszyscy byli ode mnie wyżsi. Nie przejmowałam się tym bo to ja tutaj rządzę. - A więc tak. Niech jeszcze raz dojdzie do mnie plotka, że któryś z was nagabywał jakąkolwiek dziewczynę z klubu to nie ręcze za siebie. Nie muszę to być ja ani Patrycja. Nawet dziewczyny z biura. Wiem, że wy najpierw myślicie inną częścią ciała a nie mózgiem, ale czasem musicie go użyć. Wrona, Kłos, Conte i Anderson co was tak śmieszy?
- Nic.
- Dobra jak wam tak do śmiechu to Włodarczyk 55 kółeczek, Śmieszki 45, a reszta 30. Do biegu. Bez żadnego ale. -Chłopacy pobiegli, a ja podeszłam do Patrycji- Jak się czujesz? Boże co za idiota z tego Wojtka. Gdyby nie to, że jestem jego trenerką dostał by mocniej.
- Iza na prawdę nie musiałaś.
- Musiałam. Porozmawiam z Falasca żeby nie pozwalał chodzić mu do ciebie na masaże. Ja też jestem fizjoterapeutka. Takie mu masaże zrobię, że zobaczy.
- Dziękuję. Dobra ja idę do siebie do gabinetu.

        Patrycja poszła do siebie a ja wróciłam do chłopaków. Trening mijał nam bardzo dobrze. Nawet nie zorientowałam się kiedy już się kończył. Chłopacy wyszli, a ja zaczęłam zbierać swoje rzeczy.

- Widziałem, że trening poszedł bardzo dobrze. Chłopaki cie lubią. - powiedział Konrad Piechocki który nawet nie wiadomo kiedy się tam pojawił
- Dziękuję bardzo.
- Słyszałem o porannym kazaniu. Mam nadzieje, że to był ostatni raz. Nie toleruje takich wybryków. Muszą wiedzieć, że do kobiet trzeba mieć szacunek. Zresztą każdy podpisywał umowę o tym, że nie spoufalamy się z innymi osobami z klubu. Tak jakbyś ty spotkała się z którymś chłopakiem od nas. Musiałbym ciebie wyrzucić bo złamałabyś umowę.
- W pełni to rozumiem. -Nagle słyszę jak otwierają sie drzwi i pojawia się Wrona który krzyczy już na całą hale.
- Kochanie idziesz już? - Kiedy zobaczył mnie z Piechockim, jego minę i mój wzrok od razu wiedział, że już nie żyje.
- A przepraszam. Myślałem, że Kłos tu jest. Bo jakoś go w szatni nie widziałem.
- Poszedł już chyba. - Andrzej szybko wybiegł, a ja modliłam się o to aby Konrad mu uwierzył.- Boże ja współczuje ich partnerką. Czasem się zastanawiam czy oni bardziej nie kochają siebie niż ich.
- Ja tak samo. Ja nie wiem jak Ola z nimi wytrzymuje. Ona powinna jakieś nagrody za to dostawać.
- W pełni cię popieram. A taka żona Winiara to już w ogóle. Dobra ja lecę załatwiać resztę spraw do zobaczenia.
- Do widzenia.

       Piechocki wyszedł, a ja szybko wybiegłam z budynku. Wrona stał oparty o samochód i uśmiechał się do mnie.

- Nie denerwuj się tak bo złość piękności szkodzi.
- No mi już nie ma co zaszkodzić. Masz szczęście, że Konrad ci uwierzył. Zresztą nie jesteśmy para o chuj ci chodzi.
- Takie zwykłe docinki.
- Pojebało was już do reszty wszystkich.
- Dobra wsiadaj i jedziemy.
- Sam sobie jedz. Ja idę na pieszo.
- Iza nie wygłupiaj się.
- Bo co? Nie będziesz mi życia układał. Sajo nara.

      Odeszłam kawałek kiedy poczułam czyjeś ręce na biodrach. Nagle znalazłam się prawie 2 metry nad ziemia. Andrzej przewiesił mnie sobie przez ramię i spokojnie szedł do samochodu.

- Wiesz, że to jest porwanie.
- No i?
- Zgłoszę cię.
- Mhm pójdziesz na komisariat to cię wyśmieją. Panie władzo porwał mnie Andrzej Wrona. Siatkarz PGE SKRY BEŁCHATÓW. Ich miny byłyby bezcenne.
- Dobra zamknij się. Piechocki na pewno nie będzie się śmiał. - Konrad to już w ogóle. Przecież on mnie i Karola uważa za takich idiotów, że nic go nie zdziwi. No Mycha. Okres ci się zbliża?
- Ty chcesz na prawdę w ryj dostać?
- Myszko nie rób mi tego. Wiesz, że nie lubię się z tobą kłócić. I pamiętaj nie denerwuj się już.
- Możesz mnie postawić na ziemię?
- A co z tego będę miał?
- Nie chcesz wiedzieć. -Wrona delikatnie postawił mnie koło samochodu i zagrodził drogę, że nie mogłam przejść.- Andrzej...
- Czarna czy czerwona?
- Ale co?
- No bielizna na wieczór. Ja osobiście wolę czerwoną ale możemy się dogadać.
- Idiota.
- Tak wiem. Debil, kretyn, prostak, cham itd. W nocy będziesz krzyczeć lepsze rzeczy.
- Panie Boże daj mi cierpliwość bo jak dasz mi siłę to go zajebie.
- Jak się to nasz trener wypowiada? -Siatkarz otworzył mi drzwi od swojego Audi i poszedł na miejsce kierowcy- Ładnie to tak?
- Zamknij się już lepiej.
- Dobra mam dla ciebie niespodziankę. Wpadniemy tylko do domu, przebierzemy się i lecimy.
- Gdzie niby?
- Nie znasz definicji słowa niespodzianka?
- Ja muszę być na treningu popołudniu.
- Nie kłam wiem, że Falasca ci kazał nie przychodzić.
- No i co? Jak nie muszę spędzać czasu z wami to raczej chce od was odpocząć.
- Dobra tam.

       Pojechaliśmy pod blok. Ja poszłam do siebie, a Andrzej do siebie. Wzięłam sobie ciuchy na zmianę i skierowałam się pod prysznic. Stałam pod nim z dobre kilkanaście minut. Musiałam się odprężyć. Wyszłam sobie opatulona ręcznikiem z łazienki i mało nie dostałam zawału widząc w sypialni Andrzeja. Dobrze, że w ogóle coś na sobie miałam.

- Nie krępuj się w ogóle. Przecież to moje mieszkanie. To prawie jak twoje.
- Pomału zaczynasz myśleć prawidłowo. Następnym razem zamykaj drzwi bo ci jeszcze jakiś zboczeniec wejdzie.
- Jeden już siedzi. Dobra wywalaj Wrona. Chce odpocząć.
- Dlatego też masz 15 minut jeszcze. I ani minuty dłużej.
- Chyba cię bóg opuścił. Ja nigdzie nie idę.
- Stój tak i dyskutuj a czas cj leci.
- Minimum 25.
- 17.
- 23.
- 20.
- Zgoda.

      Odwróciłam się uśmiechnięta i poszłam do łazienki aby się ogarnąć. Ubrałam się w ogrodniczkii koszulkę. Lekki makijaż, z włosami nie robiłam dużo związałam je w luźnego warkocza i byłam gotowa. Dokładnie 19 minut.

- Zmieściłaś się w czasie. Aż nie możliwe.
- Ja zawsze mieszczę się w czasie. Dobra to co robimy?
- Zobaczysz. A teraz zapraszam do mojego samochodu.

      Zakluczyłam mieszkanie i poszłam za siatkarzem. Wiedziałam, że nie jest to dobry pomysł ale trudno. Raz się żyje. Domyśliłam się, że jedziemy do Łodzi po tym jak przekroczyliśmy Bełchatów. Po 40min byliśmy na miejscu. Manufaktura. Dlaczego mnie to nie dziwi.

- To jest moja karta. Robisz z nią co chcesz.
- Wrona proszę to zabrać.
- Słuchaj ja nie lubię chodzić na zakupy. Po prostu ja idę w swoją stronę a ty w swoją. Używasz mojej karty bo to jest rekompensata za przeprowadzkę. I nie słyszę żadnego ale. Baw się dobrze. Zdzwonimy się.

      I poszedł. Zostawił mnie samą i tam po prostu odszedł. Zabije go kiedyś. Nie miałam zamiaru używać jego karty. To są Andrzeja ciężko zarobione pieniądze i mi nic do nich. Kiedy schowałam jego kartę i wyciągnęłam swoją pod bankomatem aby zobaczyć ile mam pieniędzy dostałam SMS.
"Ma z niej zniknąć co najmniej 1000 zł. Jeżeli nie to nie wyjdziesz stąd, albo ja zacznę ci coś kupować, a uwierz mi że będzie to bardzo seksowne i mało zasłaniające."

"Ty mnie lepiej nie strasz bo będziesz miał dodatkowy trening"
"Z tobą w sypialni rozumiem? ^^ Taki trening to ja bym mógł mieć codziennie. Chyba zacznę bardziej rozrabiać" 
"Ale ciebie zęby swędzą"


"Dobra i tak wiem, że o tym marzysz. I ja nie żartuje. Widzę cię z pełnymi torbami"

"Żebym to ja pierwszy raz spała z tobą w łóżku"
"Tak aktywnie jeszcze nie spaliśmy. I nie przejmuj się podziękujesz mi wieczorem^^"
"Ty tylko przyjdź do mnie. To tak dostaniesz, że zobaczysz"
"Ty już nie szczerz się do tego telefonu tylko idź i szalej. Wiesz ile dziewczyn by się cieszyło jakbym dał im swoją kartę.?"
"Pamiętaj, że ja nie jestem jak one."
"Wiem. I za to cię kocham."

       Spojrzałam się w górę i zauważyłam jak przy barierkach stał Andrzej. Uśmiechnął się do mnie, wysłał buziaczka i pogroził palcem. Zaczęłam się śmiać i poszłam na szaleństwo.



~*~
Witam was z nowym :) 
Trochę się dzieje, ale musi się dziać ;p 
Jak tam pierwsze dni w szkole? :)